Nie po raz pierwszy w życiu mam poczucie bezsensu pisania o czymś, czego czytający ani zobaczyć już nie mogą. A nie mogą, bo jest – jak to się mówi - „po herbacie”, albo po balu, Panno Lalu”, gdyż opisywane przeze mnie zjawisko, czy wydarzenie, jest już przeszłością. A jednak, nawet w obliczu ewidentnej nieprzydatności takiego działania pisałam. I w końcu okazywało się, że to ja miałam rację, że – nie chcę przez to powiedzieć, iż w wyniku wyłącznie mojego braku logiki, ale też skutkiem ciśnienia społecznego i uporu innych o tym piszących – dany fenomen, najczęściej zresztą kulturalny, powracał do teraźniejszości.

Mam nadzieję, że tak stanie się i tym razem. I że zrealizowany w Teatrze Ateneum, pod artystyczną opieką Andrzeja Poniedzielskiego, spektakl dyplomowy studentów IV roku Wydziału Aktorskiego Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie wejdzie na stałe do repertuaru tej stołecznej sceny. A ściślej mówiąc, choćby jednej z trzech scen (SCENY NA DOLE) jakimi dysponuje ATENEUM. Zwłaszcza, że wróble na dachu tej szacownej artystycznej placówki ćwierkają, że być może, że od jesieni tego roku, że pewne szanse na to są.... A skoro są to piszę dalej co i jak.


Premiera przedstawienia zatytułowanego PIOSENNIK, ze skrzyżowania dwóch słów sennik i piosenka odbyła się 3. kwietnia 2013 roku i , w charakterze przedsięwzięcia będącego praktycznym egzaminem dyplomowym dziewięciorga młodych ludzi. Tj czterech Pań i Pięciu Panów: Kingi Suchan (TVKobieta),Katarzyny Hołtry ( P. Młoda), Pauliny Korthals (Kobieta Sen), Marii Pawłowskiej (Kobieta Marzeń), Piotra Piksty (Kier. Ksiądz), Aleksego Komorowskiego / wymiennie z Tomaszem Brzoskiem ( okołoKościelny), Krzysztofa Szczepaniaka (LoveLeśny), Mateusza Webera (P. Młody) i Adama Fidusiewicza (poKosynier), plus, co prawie oczywiste, bo pańskie oko konia tuczyć powinno, jako konferansjer i POETA śpiąc, wystąpił sam „Profesor” Andrzej Poniedzielski), została zaplanowana wstępnie na cztery przedstawienia. Z których ostatnie odbyło się 15 maja 2013 i na którym to miała niewątpliwą przyjemność być pisząca te słowa.


Całość określić można mianem muzycznego opowiadania prawd tyleż banalnych, co w swej powtarzalności i niezmienności każdemu człowiekowi absolutnie niezbędnych. Bo ciągle i oczywistych i odkrywczych równocześnie. Czyli, że jest to wyśpiewana historia życia i miłości – nie jednej miłości, lecz wielu – z położeniem szczególnego nacisku na różnicę płci....A wszystko za pośrednictwem doskonale znanych – szczególnie pokoleniu dzisiejszych czterdziesto-, pięćdziesięcio i sześćdziesięciolatków – utworów z gatunku piosenki poetyckiej. Dających i bezdyskusyjne, dotykalne wręcz odczucie magii, i głównie przez dojmującą świadomość czasu jaki upłynął od napisania wykonywanych utworów, do chwili ich teraźniejszego, dzięki czemu aktualnego i świeżego ich wykonania, wrażenie znalezienia się, że powtórzę za Tadeuszem Nyczkiem, literackim kierownikiem ATENEUM, „obcowania z duchami”.


Ze sceny wybrzmiewa bowiem 21 chyba naprawdę wybranych spośród najpiękniejszych, w tej tematyce i stylistyce, polskich piosenek i pieśni. Widz i słuchacz przeżywa kolejno takie mikroświaty jak – tylko na przykład -SPACEROLOGIA, Sławka Wolskiego i Mariusza Lubomskiego, poprzez DO WENECJI STĄD DALEJ, Andrzeja Poniedzielskiego i Wacława Juszczyszyna, i POD BLADOŻÓŁTĄ BLASZKĄ SŁOŃCA, Andrzeja Garczarka, czy JEDNYM SZEPTEM, Mirosława Czyżykiewicza, aż po TELEWIZJĘ, Jacka Kleyffa, z finałem w postaci CHYBA JUŻ MOŻNA, Andrzeja Poniedzielskiego.


Wprawdzie, jeśli ktoś, tak jak ja, przekroczył pięć dziesiątek wiosen i na co dzień pobrzmiewają mu, nie tylko z płyt, oryginalne – w sensie te pierwsze – wykonania klasyki polskiej piosenki poetyckiej, w dodatku oceniane subiektywnie, bo często będące wynikiem talentu znajomych i przyjaciół, to (w starej szkolnej skali od 2 do 5) wystawia młodym ludziom najwyżej 4 z minusem. Trzeba jednak pamiętać, że przy takich gigantach, z pokolenia co najmniej ich rodziców, jak Elżbieta Adamiak, Mirek Czyżykiewicz, Andrzej Garczarek, czy Andrzej Poniedzielski, to i tak bardzo wysoka ocena artystycznej pracy tych, co dopiero na początku drogi.


Kto może powinien więc pomóc im umożliwiając dalsze wystawianie dyplomowego przedstawienia, a jak już to się stanie, to wszyscy inni powinni przyjść do teatru usłyszeć je i zobaczyć. Bo na pewno warto. Ci młodzi mogą jeszcze sporo pokazać. Entuzjazm i potencjał w nich duży i – co ważne – autentyczny.


Ewa Karbowska