Piękna mądrość, mądre piękno, choć, niestety, nie tylko
Do tej lektury „Piątej strony świata" Kazimierza Kutza zabierałam się z wielką rezerwą, żeby nie powiedzieć, że bez przekonania. Główne  i najważniejsze powody takiego stanu rzeczy były dwa. Po pierwsze dlatego, że - ceniąc Jego talent reżyserski - bardzo bałam się rezultatów zmagań Kazimierza Kutza z literaturą. Po drugie pewnie dlatego, iż od zawsze nie podobają mi się niektóre wypowiedzi twórcy PERŁY W KORONIE o kobietach.
A pisać prawdziwie o Śląsku bez pisania o kobietach... przecież nie sposób.

Można by, naturalnie dodać jeszcze trochę wątpliwości i obaw. Jak na przykład to, że...

Kutz, momentami, zdaje się mieć wręcz obsesję na punkcie odrębności, rozumianej jako NIE-POLSKOŚĆ Śląska. Zupełnie jakby twierdził, że to Polacy mają Jego małą ojczyznę za rodzaj kolonii, a Ślązaków traktują niemal jak Volksdeutschów. A przecież dużo w tym przesady. Co zaś najważniejsze ten typ postawy nie służy nikomu. Ani Ślązakom, ani pozostałym Polakom, ani wreszcie samemu Kazimierzowi Kutzowi.

Mimo tych, i kilku innych, zastrzeżeń i mimo potwierdzenia się niektórych moich początkowych obaw książkę gorąco polecam.

Rzecz, niezależnie od subiektywizmu i innych wad, przybliża bowiem do istoty Śląskości, jak nic, co dotąd czytałam. I za to wielkie podziękowania dla autora. Mimo wszystko.

Ewa Karbowska