POLONIA - Teatr wrażliwców, myślących kobiet, miejsce naprawdę dla wszystkich, czyli lubię zapach intelektu
Do napisania o warszawskim teatrze POLONIA i Fundacji Krystyny Jandy na Rzecz Kultury, zabierałam się praktycznie już od momentu ich powstania. Ale, tu wyrażam skruchę i biję się w - odróżnieniu od wielu, nie tylko zresztą dziennikarzy, własne - piersi, jakoś „się schodziło"
Bezpośrednim impulsem do tego, iż wreszcie postanowiłam nadrobić tę karygodną zaległość, jest po pierwsze moje głębokie przekonanie, że ta, powołana do życia przez jedną z najbardziej wyrazistych polskich aktorek i reżyserek, instytucja kulturalna, zasługuje na to jak żadna inna w stolicy(a podejrzewam, że także w kraju). Po drugie ostatnio stało tak, że - mimo iż widzem teatru POLONIA bywam stosunkowo często - to dopiero teraz, znowu z zasługującym na naganę opóźnieniem, udało mi się wybrać na , grany już od listopada 2005 roku, a będący adaptacją - poświęconej psychicznym konsekwencjom wojny (w tym przypadku akurat bałkańskiej, ale moim zdaniem każdej wojny), odczuwanym przez filtr wrażliwości jednej, ponad pięćdziesięcioletniej kobiety, powieści Vedrany Rudan, spektakl „Ucho, gardło, nóż". Po zakończeniu przedstawienia miałam zaś możliwość, krótkiej ale inspirującej, rozmowy z asystentką Pani Krystyny Jandy, Panią Martą Bartkowską.

A teraz ab ovo. Cóż takiego nadzwyczajnego, i wartego szczególnej uwagi, jest w tym teatrze?

Po pierwsze już od czasu spektakli „Shirley Valentine, czy „Stefci Ćwiek w szponach życia", poprzez brawurową kreację Katarzyny Figury w „Badaniach terenowych nad ukraińskim seksem" i „Kobiety w sytuacji krytycznej, aż po „Ucho, gardło, nóż", czy „Boską", nie potrafię wyzbyć się wrażenia, że jest to przede wszystkim teatr opowiadający się za prawem człowieka do inności. Wszystkie bohaterki, to, że są to akurat kobiety dodaje sprawie dodatkowego feministycznego posmaku, to osoby postrzegane przez swoje otoczenie, choć w bardzo różny sposób i z bardzo rozmaitych przyczyn, jako te „nienormalne", wyobcowane, inne, bo nie godzące się na miałkość i bezwzględność otaczającego je świata. Nie muszę chyba wyjaśniać dlaczego, dla mnie, jako kobiety, i jednocześnie jako, szczególnie żyjącej w Polsce, osoby od urodzenia ruchowo niepełnosprawnej, właśnie kwestia, tej osobniczej i tej zbiorowej, niezgody na wszelkie, w tym także społeczne, psychiczne i mentalne, „umundurowywanie" ludzi, jest dla mnie sprawą bardzo ważną.

Po drugie POLONIA to jedyny znany mi w Polsce teatr, do którego widzowie niepełnosprawni zapraszani są całkowicie bezpłatnie. Rzecz godna podkreślenia nie tylko dlatego, że właśnie dla większości ludzi niepełnosprawnych, jako tych o bardzo niskich dochodach, bariera ekonomiczna jest z, choć niestety nie jedyną (bo trzeba by tu jeszcze wspomnieć o dość powszechnej niedostępności architektonicznej i ciągle jeszcze, wcale nierzadko wybałuszonych - w procesie gapienia się na dziwadło - oczach innych teatromanów) tym, co nie pozwala brać im czynnego udziału w życiu kulturalnym. O finansowym aspekcie całej sprawy trzeba tu wspomnieć także dlatego, że - choć taka postawa dyrekcji teatru wobec niepełnosprawnych wynika, między innymi, ze statutowych zapisów Fundacji Krystyny Jandy Rzecz Kultury, to nie można przecież abstrahować od faktu, że mowa tu o teatrze prywatnym, a więc taka postawa wobec tej części widowni, która jest, przeważnie, w bardzo trudnej sytuacji materialnej, to głównie nie efekt jakichkolwiek zapisów w jakichkolwiek dokumentach. To skutek wrodzonej empatii samej Pani Krystyny Jandy.

Nie ukrywam, że po ostatnim spektaklu, podczas wzmiankowanej wcześniej rozmowy z Jej asystentką, chciałam jakoś podziękować, zwłaszcza w dobie polskiego szalejącego dziewiętnastowiecznego (mimo, że dziejącego się w wieku dwudziestym pierwszym) kapitalizmu, znakomitej aktorce za ów, nie tylko

przecież do mnie adresowany, gest. Ale cóż ja „biedny żuczek mogę? Otóż mogłam, i tak też uczyniłam, przekazać Pani Krystynie egzemplarz swojej „Wszechstronnie i permanentnie podejrzanej...", w końcu też, jak wiele granych w Jej teatrze spektakli, rzeczy o inności. Da Bóg, lub los, a może wyniknie z tego coś więcej ku społecznemu pożytkowi?...

Ewa Karbowska