Bez wątpienia najlepszy polski kabarecista. Dobrze się stało, że za namową Zbigniewa Napierały dostał szansę na założenie kabaretu, bo być może dziś wykładałby w Poznaniu na AWF. 17 września 1971 roku odbył się pierwszy profesjonalny występ TEY´a. Oczywiście nie był to teatr jednego aktora. Oprócz samego Laskowika oklaskiwani byli również jego koledzy ze studiów, Krzysztof Jaślar i Aleksander Gołębiowski. Komicy śpiewali piosenkę ‘Wielcy artyści´. Podczas występu jeden z nich zgubił się we własnym tekście. Próbowano przycisnąć kabareciarzy, by się przyznali, ale nawet dziś, gdy się o tym wspomina, każdy z nich się czerwieni i w milczeniu spogląda na kolegów.
Dalsza twórczość Laskowika nadal związana jest z Teyem. To on motywował grupę do działania. Zawsze naturalny na scenie, niekiedy wyglądał na człowieka rozluźnionego pokaźną ilością trunku. Był pniem nerwowym całego zespołu. Nie tylko grał na scenie, ale i pisał teksty i je reżyserował. Przez wiele lat pomagał mu w tym Jaślar, ale chyba nerwy zaczęły brać nad nim górę i opuścił kabaret. Zenon współdziałał z Bohdanem Smoleniem i najlepiej wychodziły im role dziennikarza i słynnej pani Pelagii. W latach osiemdziesiątych naprawdę dawali w kość władzom PRLowskim. Zdarzało się nawet płacić grzywnę za zbyt mocne słowa, jakie dosyć często padały na scenie.

Cóż można jeszcze powiedzieć o panu Zenonie? Ulepił wielu współczesnych artystów. W dawnych czasach, gdy jeździł w trasę, nigdy nie patrzył na nikogo z góry. Zdarzało się nawet, że wchodził do kuchni i pomagał kucharce obierać ziemniaki do obiadu. W 1989 roku opuścił świat humoru i przy kieliszku rozmyślał nad komercjalizacją polskości. Żona i córka Ania pomogły mu wyleczyć nałóg alkoholowy. Udało się. Laskowik znalazł sobie nową uczciwą pracę. Dziś mówi się o nim, że jest najzabawniejszym polskim listonoszem. Ale na pewno na tym nie poprzestanie. Ostatnio znów coś szykuje. Wspólnie z Władysławem Sikorą stworzył platformę artystyczną O.B.O.R.A.

Prywatnie Zenon to szalenie miły człowiek. Miły, choć nie odbiera w domu telefonów do siebie. Wszystkie formalności załatwia za niego żona. W 2003 podpisywał w Empiku swoją płytę ze skeczami Teya. Stojąc w kilometrowej kolejce po autograf, poczułam się jak w stanie wojennym, czekając po świeży towar. Opłaciło się. Dziś mogę śmiało stwierdzić, że Zenon Laskowik ubarwił nieco ówczesną szarą komunę.
I jeszcze coś. Podpisane płyty naprawdę brzmią lepiej.

Katarzyna Rapczyńska