Czy ktoś jeszcze w Polsce pamięta, jak dwa lata temu wybuchł kryzys na naszym rynku cukru?
W polskich sklepach cukier zaczął najpierw w ekspresowym tempie drożeć, a potem w wielu miejscach zabrakło go w ogóle. Klienci kupowali po kilka, kilkanaście kilogramów, przepłacając wielokrotnie, co natychmiast wykorzystało kilku spryciarzy, sprowadzając cukier z zagranicy i sprzedając go po niebotycznych cenach. Cała afera okazała się zwykłym wybuchem paniki, który w efekcie doprowadził do faktycznych problemów i braków w zaopatrzeniu.

To zdarzenie wciąż przypomina mi, jak łatwo drobiazg przeradza się w powszechne przekonanie, że coś idzie źle. Niewielka wątpliwość przeradza się najpierw w śnieżną kulę wątpliwości, a na końcu w lawinę paniki. Potem już spirala strachu i zwątpienia nakręca się sama. Słowo przekazywane z ust do ust robi swoje. Zwątpienie narasta z każdym kolejnym dniem, a nieracjonalne decyzje konsumenckie przeradzają się w jak najbardziej racjonalne decyzje przedsiębiorstw, chociażby takie, by wobec zawirowań gospodarczych wstrzymywać się z inwestycjami i tworzeniem nowych miejsc pracy. Tak właśnie nader często rodzą się kryzysy.

O zależnościach między psychologią a gospodarką napisano już całe tomy, nie odkrywam tu Ameryki. Dość powiedzieć, że udowodniono, iż nierzadko seria nieracjonalnych z punktu widzenia ekonomii zachowań, będących efektem jakiegoś impulsu, pociągają za sobą szereg negatywnych konsekwencji, aż do kryzysu gospodarczego włącznie. W Polsce do czynienia z kryzysem, przynajmniej tym gospodarczym, jeszcze nie mamy. Za to na pewno mamy kryzys wiary w klasę polityczną, we własne państwo i w jego możliwości.

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu żyliśmy na zielonej wyspie wzrostu gospodarczego pośród państw ogarniętych recesją. Co się zmieniło? Dziś dalej jesteśmy wyspą wzrostu, a najnowsze wskaźniki makroekonomiczne nastrajają wciąż ostrożnym, ale jednak optymizmem. Mimo to udało się naszym opozycyjnym politykom przekonać Polaków do tego, że stoimy nad krawędzią i dla naszej gospodarki, przyszłości i dobrobytu nie ma już innej przyszłości, jak katastrofa. Lata zapalczywej, często bezmyślnej krytyki przyniosły wreszcie efekty. Polacy uwierzyli, że ich państwo ma się źle.

A może naprawdę grozi nam jakaś katastrofa? Może wkrótce dosięgnie nas jakaś gospodarcza apokalipsa? Warto tu spojrzeć na naszą gospodarkę obiektywnie, najlepiej z dystansu. Można to zrobić chociażby studiując fachową, zagraniczną prasę, która nadzwyczaj wnikliwie analizuje sytuację w naszej części Europy. I cóż tam znajdziemy? Przede wszystkim informacje, że choć nie jest różowo, to nasz kraj dobrze sobie radzi, a najgorsze być może już za nami. Wielkim osiągnięciem jest to, że przeciętny Polak prawdziwy kryzys zna wciąż jedynie z telewizyjnych reportaży i to z innych krajów.

Przez ostatnie lata skutecznym lekarstwem na kryzys zalewający Europę był w Polsce popyt wewnętrzny. Teraz, kiedy wbrew faktom, Polacy uwierzyli, że wisi nad nami mityczna katastrofa, popyt spadł i walka z kryzysem stała się trudniejsza. Mamy w ten sposób możliwość przekonać się, co to jest samospełniające się proroctwo. Niestety, to powód do zadowolenia dla tej części polityków, którzy wmawiają ludziom krach, dramat i tragedię, dla tych, którzy wyznają maksymę „im gorzej dla kraju, tym lepiej dla nas!”.

Całe szczęście nasza gospodarka wciąż odnotowuje wzrost, ostatnio nawet wyższy od przewidzianego. Dzieje się tak pomimo spadającego popytu wewnętrznego i fali zwątpienia wśród Polaków. Pytanie jednak, jak długo to potrwa? Jak długo jeszcze ludzie w naszym kraju nie będę do końca wierzyli wieszczom upadku? Propaganda klęski bowiem skutecznie zastąpiła zdroworozsądkową analizę faktów. Problem w tym, że jeżeli naprawdę mocno uwierzymy, że jest źle, to sytuacja może się naprawdę zmienić na niekorzyść i wtedy żaden rząd, zadni politycy, zadni ekonomiści już nic nie poradzą. Zamiast więc ulegać czarnym proroctwom wsłuchajmy się dokładniej w to, co mówią na świecie o naszym kraju. Odrzućmy pesymizm, nie słuchajmy wrogów rozwoju, a przede wszystkim polityków politykierów i róbmy swoje, a będzie dobrze.

Adam Szejnfeld

Komentarze

kibic | 2013-06-17 09:51

Czarny PR był, jest i będzie a wy sami po części jesteście sobie winni. Brak komunikacji społecznej, brak pokazywania osiągnięć i zamierzeń, brak dyskusji na naprawdę najważniejsze sprawy gospodarcze i społeczne. Wystarczy? Niech Pan zapyta przeciętnego Polaka z jakich osiągnięć jest znany np.minister Nowak? Głównie z jednej-z zegarków.Teraz dojdą sprawy wywalania kasy publicznej przez wszystkie partie polityczne, łącznie z PO i tutaj niech się Pan uderzy w piersi( wydatki na cygara).O tym się mówi a nie o ekonomii.

Paradoks | 2013-09-18 12:36

Nie wspominając o ciągłym, bezustannym i niepotrzebnym rozbudowywaniu pasożytniczej administracji, która kultywowana jest solidarnie przez wszystkie rządy. Jak to jest, że w Polsce potrzebujemy aż tylu rozmaitych radnych, których głównym zajęciem jest marnowanie publicznych pieniędzy albo bicie piany o nazwy ulic? Jak to jest, że ich zarobki i rozmaite benefity są totalnie niejasne, a oświadczenia majątkowe to czysta farsa? Widział Pan może ogłoszenie "Kupię dom od radnego - w cenie z deklaracji majątjowej?". To jest złodziejstwo i dotyczy KAŻDEJ partii.