Awantura o listę leków refundowanych rozwija się w najlepsze, mimo zawarcia wstępnego porozumienia między stronami, to jest Ministerstwem Zdrowia i NFZ, środowiskiem lekarzy i korporacją farmaceutów. W ostatnich tygodniach okazało się, że pacjent stał się zakładnikiem sił, które nim się bezwzględnie posługują.

Partie polityczne, związki zawodowe, organizacje przedsiębiorców, a przede wszystkim - media walczą z całą mocą z reformą, którą przeprowadziły wcześniej kraje Unii Europejskiej.

Może sposób wprowadzenia zmian na listach leków nie był  najszczęśliwszy, może minister zdrowia powinien działać z większym wyprzedzeniem i jednocześnie z lepszym planem informacyjnym, a nawet - marketingowym, jednak nikt, ani kolejni ministrowie zdrowia, ani premier, ani ludzie życzliwi tej koalicji nie mogli się spodziewać tak skoncentrowanego ataku złej woli, cynizmu i czarnego PR, jaki rozwija się w ostatnich dniach.

Trudno rozwikłać, bez solidnego wsparcia prawnego, medycznego i farmaceutycznego tego węzła, który narósł w świadomości i opinii publicznej. Może to być zresztą w ogóle już niemożliwe. Jednak pewne zjawiska można odczytać bez większego kłopotu i dostrzec z łatwością ukryte za nimi machinacje zainteresowanych stron. Zainteresowanych korzyścią własną, a nie dobrem publicznym i zdrowiem pacjentów.


Interesy

Jak wielkie interesy są w grze, uzmysłowić może garść liczb, opisujących wartość rynku farmaceutycznego i wydatków na zdrowie. Oto według ostatniego (kwiecień 2011) raportu firmy badawczej PMR Publications „rynek farmaceutyczny w Polsce w cenach końcowych będzie wart niemal 31 mln zł w 2011 r., 4% więcej niż w roku 2010. Dynamika sprzedaży produktów z kategorii OTC będzie wyższa niż w słabym roku 2010, ale to nie zrekompensuje niskiej dynamiki sprzedaży leków refundowanych. W przypadku tych ostatnich do intensyfikacji zakupów może natomiast dojść bezpośrednio przed wejściem w życie przepisów o sztywnych cenach i marżach, co będzie miało miejsce 1 stycznia 2012.”

Inna firma badawcza – PricewaterhouseCoopers – w swoim raporcie na temat innowacyjności w sektorze przemysłu farmaceutycznego pisze, że „Wpływ branży farmaceutycznej na polską gospodarkę systematycznie rósł w ciągu ostatnich pięciu lat. W 2010 roku sektor ten w sposób bezpośredni i pośredni odpowiadał za prawie 1 procent PKB, czyli 11,1 mld złotych, w tym blisko 2/3 tego efektu wytworzyły innowacyjne firmy farmaceutyczne. Okazuje się, że wpływ ten nadal może rosnąć i to szybciej niż cała gospodarka. W ciągu najbliższych pięciu lat branża farmaceutyczna ma potencjał wytwarzać ponad 1 procent PKB. Warunkiem wzrostu jest jednak usprawnienie systemu opieki zdrowotnej w Polsce”.

Oznacza to, że Polska jest 6. największym rynkiem farmaceutycznym w Europie pod względem wartości sprzedanych leków. Wydatki na leki stanowią ponad 25% całkowitych wydatków na opiekę zdrowotną.

Ciekawa jest struktura branży farmaceutycznej. Jak stwierdza raport PwC, „w Polsce funkcjonuje blisko 450 firm farmaceutycznych, z czego 62 to przedsiębiorstwa innowacyjne. Dziesięciu największych przedstawicieli rynku farmaceutycznego wypracowuje blisko 50% jego wartości. W pierwszej dziesiątce znajduje się osiem firm innowacyjnych i są wśród nich trzy największe firmy w Polsce. Pierwsza trójka posiada zakłady produkcyjne i wypracowuje 23% wartości rynku leków.” Pierwsza trzydziestka obejmuje już ponad 82,7% rynku. Pozostałe 17,3% wartości rynku podzielone jest pomiędzy około 415 firm.


Szczerość ekspertów

Warto poznać opinie ekspertów. Piotr Kula, Prezes PharmaExpert, pisał w grudniu 2011: „W listopadzie 2011 wartość sprzedaży na aptecznym rynku farmaceutycznym wyniosła 2, 49 mld pln i była wyższa o 11,2% względem analogicznego okresu ub. r. Rynek farmaceutyczny po słabszych miesiącach zanotował w listopadzie znaczny wzrost w porównaniu do analogicznego okresu ub. r. W porównaniu do listopada ub. r. nastąpił wzrost wszystkich segmentów rynku aptecznego. Wpływ na wzrosty wartości sprzedaży miały m.in. większa niż rok temu liczba zachorowań na grypę i przeziębienia. Natomiast względem października br. wzrost ten był już nieznaczny (+0,2%). Statystyczna apteka osiągnęła w listopadzie wartość sprzedaży na poziomie 182 tys. pln., to o 8,3% więcej niż w analogicznym okresie ub. r. W listopadzie br. rynek farmaceutyczny zanotował wzrost wartości sprzedaży o 247 mln pln w porównaniu do listopada 2010r. Najwięcej, bo blisko 44% (108,2 mln pln) przypadło na segment leków refundowanych, które wzrosły o 10,2% względem listopada ub. r. Nieznacznie mniejszy udział przypadł segmentowi sprzedaży odręcznej, który z wzrostem 98,2 mln pln odpowiadał za niecałe 40% wartości wzrostu całego rynku. To o 12,5% więcej niż w listopadzie 2010 r. Również wysoki wzrost zanotował segment leków pełnopłatnych, którego sprzedaż wzrosła o 40,7 mln pln (+9,6%) względem analogicznego okresu ub. r.”


PwC w konkluzjach swojego raportu pisał, że „systematyczne wdrażanie regulacji unijnych i poprawa jakości prawa polskiego przyczyni się do podniesienia transparentności procesów administracyjnych.” Brzmi zastanawiająco, w kontekście dzisiejszych ataków na administrację publiczną, prowadzonych przez farmaceutów i lekarzy.


BCC spieszy na ratunek…

Oba środowiska uzyskały niespodziewane wsparcie ze strony organizacji pracodawców. Oto mam przed sobą komunikat Business Center Club´u o wystosowaniu do rzecznika praw obywatelskich wezwania, by RPO niezwłocznie zajął się ustawą refundacyjną, a najlepiej – by zaskarżył ją do Trybunału Konstytucyjnego. Zastanawiający wniosek BCC jest jednak uzasadniony. Jak wiemy z powyższych danych, wartość rynku farmaceutycznego w Polsce (30 mld zł) stanowi 10 proc. wydatków budżetu państwa! Oczywiście, to nie oznacza, że państwo wydaje 10 proc. swojego budżetu na refundację, porównanie ma uzmysłowić rozmiar interesów, jakie są w grze. BCC nieprzypadkowo zajął stanowisko, wspierające krytyków ustawy. Wśród członków tej organizacji (uczestniczącej, dodajmy, w Komisji Trójstronnej po stronie pracodawców) możemy znaleźć ok. 10 producentów leków, w tym takie giganty, jak Polpharma i jej spółki zależne, czy Polfa. Jest też ogromna amerykańska korporacja Eli Lilly (specjalizująca się m. in. w diabetologii) oraz – jako członkowie indywidualni, właściciele wielkich firm, jak Jerzy Starak (Polpharma i spółki zależne oraz Polfa Warszawa) czy Krzysztof Borkowski, wiceprezes BCC (Członek Rady Nadzorczej Polfa-Łódź SA, . W latach 1992-2008 prezes Zakładów Farmaceutycznych Polfa-Łódź SA, wiceprezesa Polskiej Izby Przemysłu Farmaceutycznego i Wyrobów Medycznych POLFARMED).


…a PKPP Lewiatan dziś milczy, gdyż

ogłosiła w maju 2011, że

„Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan i Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego popierają przyjętą przez Sejm ustawę o refundacji leków.

Wyrażamy pełne poparcie dla wprowadzonych jednolitych cen leków i likwidacji niejawnych rabatów. Rozwiązanie to sprzyjać będzie zwiększeniu konkurencji cenowej, której beneficjentem będzie pacjent. Dodatkowo chorzy uzyskają równy dostęp do leków w całym kraju.

Sejm usunął zapis o 3 proc. podatku obrotowym nakładanym na wytwórców leków, a także zmodyfikował system zwrotów obejmujących kwotę przekroczenia budżetu NFZ na refundację leków, zobowiązując do zwrotu tej kwoty NFZ i wytwórców.

Ponadto, słusznie przyjęto stopniowe zmniejszanie marży hurtowej co zapobiegnie perturbacjom na rynku leków.”


Dwie dygresje

Ogromne pieniądze, które przepływają przez rynek leków z kieszeni pacjentów (ze składki, z podatków i wprost z portmonetki) zmuszają do zastanowienia. Czy wielcy gracze, którzy tracą przez wprowadzenie ustawy (jak twierdzi Ministerstwo Zdrowia, oszczędności powinny sięgnąć 1 mld zł), nie usiłują storpedować nowych przepisów, tyle, że nie wprost i nie własnymi rękami? Dr Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL ostatnio występujący bardzo często w mediach, przygotowuje się do kongresu swojego związku. Nawiasem mówiąc, należy odnotować dziwną sprzeczność w poglądach dr Bukiela, który jako działacz związkowy domaga się dużej odpowiedzialności państwa za ochronę zdrowia, ale jako pięciokrotny kandydat do parlamentu z list KLD i UPR, zawsze „Otwarcie deklaruje poparcie dla programu: wolnego rynku, ograniczenia fiskalizmu, biurokracji i udziału państwa w gospodarce”.

Także korporacja farmaceutów ma wkrótce odbyć swój zjazd wyborczy.


Nikt, oczywiście, nie złapał za rękę żadnej z firm farmaceutycznych na lobbyingu przeciwko ustawie. Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby użyto do tego firm PR. Opowiem tu historię sprzed 20 lat. Współpracowałem wtedy z jednym z największych na świecie koncernów tytoniowych, który przygotowywał się do uczestnictwa w prywatyzacji fabryki papierosów w Polsce. W tym czasie Sejm pracował nad projektem ustawy o nieuczciwej konkurencji, który zawierał zapis o zakazie reklamy tytoniu. Rozpętano kampanię przeciwko temu zapisowi, angażując w to organizację plantatorów tytoniu oraz autorytety. Między innymi odpowiednia komisja sejmowa dostała opinię napisaną przez szefa bardzo zacnej instytucji związanej z walką o prawa człowieka, który na papierze firmowym tej organizacji dowodził, że inkryminowany przepis spowoduje ograniczenie wolności i praw obywatelskich. Otrzymał za to wysokie honorarium.


Padają argumenty, że lekarz nie ma obowiązku zajmować się tak prozaicznymi kwestiami, jak sprawdzanie poziomu refundacji. Jak mówił zachodni przedsiębiorca, znający realia polskie, jest to niezrozumiała postawa, bowiem recepta jest nie tylko zapisem lekarstw, ale – ponieważ dotyczy sprzedaży leków -  jednocześnie jest papierem wartościowym. Rodzajem czeku, za który wystawca musi ponosić odpowiedzialność.

I tu dochodzimy do konkluzji – w procesie leczniczym całą odpowiedzialność za skutki terapii ma ponosić – zdaniem lekarzy i farmaceutów – wyłącznie administracja publiczna, uosobiona przez ministra Arłukowicza i szefa NFZ. Przekonuje mnie argument ministra, że tam, gdzie w grę wchodzą pieniądze publiczne, a z tym mamy wszak do czynienia, odpowiedzialność muszą za nie brać na siebie wszyscy uczestnicy procesu leczenia. Od dołu, czyli od rejestratorki, przez lekarza, dyrektora placówki, po Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia. Ale także parlament, który powinien uchwalać prawo bez luk czy braków, wywołujących niepokój pacjentów i generować niejasności, które mogą wykorzystać w swoim interesie niektórzy uczestnicy tego rynku.


I na koniec uwaga pro domo sua: wielu kolegów – dziennikarzy przyczyniło się do zwiększenia napięcia. Piszę to już bez emocji, ale napastliwość niektórych kolegów wobec przedstawicieli rządu, osobliwie ministra Arłukowicza, przywodziła na myśl warsztat dziennikarski Tadeusza Samitowskiego, WitoldaStefanowicza czy Marka Tumanowicza. Jest to jednak już inna historia… W każdym razie, gdyby media nie stały się stroną w tym konflikcie, mógłby on wywołać mniejszy niepokój wśród pacjentów.

Piotr Rachtan

Komentarze

kibic | 2012-01-06 11:12

czyli jak zwykle,mądry Polak po szkodzie.

lujeran | 2012-01-08 10:17

Zgadzam się z panem co do dziennikarzy. To towarzystwo to coraz większa żenada. Biegaja od człowieka do człowieka w nadziei, że "a może puści bąka", tak to nalezałoby nazwać. Nie mówiąc juz o nieznajomosci tematu, o który pytaja swoich rozmówców.Co zaś do leków, to dziwne, że awantura wybuchła teraz. Prezydent, o ile pamietam, podpisał ustawę w maju, a cyrk się zaczął w moemencie ogłoszenia listy refundacyjnej, która w zasadzie nie ma z nią nic wspólnego. Ustawa reguluje zasady refundacji. I w maju to nikomu nie przeszkadzało? Dlaczego dziennikarze nie zadają tego pytania swoim światłym rozmówcom?