Produkt krajowy rósł, ale dochód narodowy spadł, bo był import - powiedział Jarosław Kaczyński w czasie sławnej debaty między nim a parą dziennikarzy TVP i Polsatu. Cytat jest dosłowny.
To niezwykłe spostrzeżenie świadczy o tym, że w jego głowie maszyna losująca wciąż wyrzuca dowolne treści, które da się łączyć przy pomocy spójnika i orzeczenia w zdania gramatycznie poprawne, ale pozbawione sensu, w tym przypadku - ekonomicznego.


Przypomnę więc, że PKB - skorzystajmy tu z prostego i łatwo dostępnego źródła, jakim jest Wikipedia - to "pojęcie ekonomiczne oznaczające jeden z podstawowych mierników dochodu narodowego stosowanych w rachunkach narodowych. PKB opisuje zagregowaną wartość dóbr i usług finalnych wytworzonych na terenie danego kraju w określonej jednostce czasu (najczęściej w ciągu roku). Kryterium geograficzne jest jedyne i rozstrzygające. Nie ma znaczenia pochodzenie kapitału, własność firmy itp. Wartość wytworzonych usług i dóbr finalnych oblicza się odejmując od produkcji całkowitej wartość dóbr i usług zużytych do tej produkcji. W skali przedsiębiorstwa jest to więc wartość dodana, a PKB jest sumą wartości dodanej wytworzonej przez wszystkie podmioty gospodarujące. Zgodnie z tym od strony produkcyjnej:
PKB = "produkcja globalna kraju – zużycie pośrednie = suma wartości dodanej ze wszystkich gałęzi gospodarki narodowej"


Czymże jest zaś ów "dochód narodowy", który - wedle słów Kaczyńskiego - spadał, podczas gdy PKB rósł, "bo był import"?
I znów zajrzyjmy do Wikipedii:
"Dochód narodowy [..] jest to suma dochodów wszystkich obywateli oraz osób prawnych z siedzibą w danym kraju, uzyskanych z wykorzystania czynników produkcji (ziemia, praca, kapitał), równa całkowitej wartości wytworzonych dóbr i usług, pomniejszona o koszty amortyzacji (czyli koszty zużycia czynników produkcyjnych)."
Co więc z tym cholernym importem? Może by prezes wyjaśnił, bo kategoria importu pojawia się, owszem, jako element jednego ze sposobów liczenia...PKB:
"Obliczanie PKB na podstawie ...definicji jest uciążliwe, gdyż statystyka państwowa nie podaje ani bezpośrednich miar produkcji globalnej, ani zużycia pośredniego. Dlatego w praktyce stosuje się inne wzory. Najpopularniejszy z nich opiera się na spostrzeżeniu, że PKB jest w dobrym przybliżeniu równy finalnym wydatkom wszystkich nabywców wartości dodanej wytworzonej na terenie kraju. Zatem od strony popytowej:
PKB = konsumpcja + inwestycje + wydatki rządowe + eksport - import + zmiana stanu zapasów."


Zajrzyjmy do słownika GUS (Pojęcia stosowane w badaniach statystycznych statystyki publicznej): "Dochód Narodowy Brutto (Gross National Income): Suma dochodów pierwotnych brutto wszystkich sektorów własności albo wszystkich krajowych sektorów instytucjonalnych; stanowi sumę produktu krajowego brutto i dochodów pierwotnych netto z zagranicy."
Jeśli to miała na myśli Maszyna Losująca, to PKB w ostatnich latach wciąż rośnie, choć "był import". To może rzeczywiście ten dochód narodowy spadał? Zajrzyjmy do tablicy 1 (285). Dochód Narodowy Brutto (ceny bieżące) w Małym Roczniku Statystycznym GUS 2011 (chyba leży gdzieś na Nowogrodzkiej?). Czytamy w niej, że w 2005 roku (gdy Prawo i Sprawiedliwość obejmowało władzę), DNP wyniósł 964533 mln zł. W roku wyborów 2007 - 1135097 mln zł. W roku 2008 (pierwszy pełny rok władzy koalicji PO i PSL), dochód narodowy brutto osiągnął 1249754 mln zł, natomiast w roku 2009, gdy wokół Polski szalał kryzys, wzrósł on (a nie zmalał!) do 1296674 mln zł, o 3,75%.


Być może Prezes Polski powtarza mechanicznie, a więc bez żadnej refleksji, opinię swojej głównej specjalistki od gospodarki, która twierdziła niedawno, że choć PKB rósł ostatnio, to w istocie spadał. Mnie to jednak nie interesuje, gdyż to Jarosław Kaczyński aspiruje do władzy i jego wiedza oraz poglądy mają rozstrzygać o moim życiu. Także o wzroście, bądź spadku moich dochodów. Jeżeli zatem decyzja będzie podejmowana w zależności od tego, co się Jarosławowi Kaczyńskiemu skojarzy, albo co wyciągnie Maszyna Losująca - to dziękuję. Wolę ciepłą wodę w kranie. A prezesowi za nową teorię wzrostu gospodarczego (PKB rośnie, ale DN spada, bo jest import), należy się laur, nie Nobla, ale Ignobla.

Po audycie, rzecz jasna.
Piotr Rachtan





Komentarze

kibic | 2011-09-15 19:02

niezły wykład ekonomiczny,ale niestety nie trafi do tych osób, które go powinny przeczytać a szkoda...