Południe Europy rozpala nie tylko lipcowe słońce, ale także doniesienia o kłopotach finansowych Włoch - jednej z największych gospodarek świata. W minionym roku dług publiczny tego kraju przekroczył zawrotną kwotę 1,89 biliona euro, co stanowiło prawie 120 proc. Produktu Krajowego Brutto (PKB). Przy tej sumie i tym udziale długu do PKB, polskie zadłużenie to „pikuś”.
No, ale nie ma co się pocieszać. Sugestie o problemach z wypłacalnością Rzymu wywołały bowiem falę nerwowości na rynkach, która na chwilę zachwiała rynkami finansowymi świata. Skutkiem tych turbulencji jest także wzrost kursu franka szwajcarskiego.

Zwiększony na świecie pobyt na franka, którego cena rośnie zresztą nieprzerwanie od 2008 roku, doprowadził już u nas do niebotycznej relacji tej waluty wobec złotego. Odczuwa to siedemset tysięcy kredytobiorców, a w sumie kilka milionów osób żyjących w mieszkaniach i domach zakupionych za kredyty zaciągnięte w walucie kraju serów, zegarków i banków. Na dodatek ich koszty zwiększają spready, czyli różnice między kursem kupna a kursem sprzedaży danej waluty w banku. Jego wielkość obecnie może być ustalana dowolnie przez każdy bank i zazwyczaj wynosi od kilku do kilkunastu procent.

Cóż, mimo, że opozycja jest gotowa winić rząd za całe zło tego świata, to nie mamy wpływu na sytuację gospodarczą Grecji, Portugalii, Hiszpanii, czy Włoch. Możemy jednak przyjść z pomocą polskim kredytobiorcom, którzy zaciągnęli pożyczki we frankach szwajcarskich, przez siebie samych nazywanych niekiedy z humorem „franciszkanami”. Chcemy więc umożliwić spłacanie miesięcznych rat kredytu bezpośrednio w kasie banku w walucie zaciągniętego kredytu, a nie w polskim złotym. Takie rozwiązanie eliminuje bowiem koszty spreadu. Bank nie będzie więc mógł w takim wypadku żądać dodatkowych opłat czy prowizji, jak ma to miejsce obecnie. Projektowane zmiany pozwolą kredytobiorcom zaoszczędzić od kilkudziesięciu do kilkuset złotych miesięcznie, w zależności od banku i wielkości kredytu.

Polacy solidnie spłacają kredyty mieszkaniowe, ale sytuacja osób, które zaciągnęły kredyty we frankach szwajcarskich znacznie się pogorszyła. Nie można tego lekceważyć, choć nie można także zapominać, iż przestrzegaliśmy już wiele lat temu ludzi przed braniem kredytów w obcych walutach. Robiła to także Komisja Nadzoru Finansowego wydając nawet specjalną rekomendację. Ludzie w Polsce jednak mają jeszcze zbyt małą wiedzę ekonomiczną. Kupują walutę lub akcje, gdy są najdroższe, sprzedają, gdy są najtańsze, długoletnie inwestycje traktują, jak podjęte na krótki czas. Cóż z tym zrobić?!

Trzeba pamiętać, iż branie kredytu w walucie obcej to zawsze forma zakładania się o to, jak będzie wyglądał jej kurs za parę lat, a więc jaki obrót przybiorą wydarzenia na rynkach światowych. Gdy się interes kręci a kredyty opłacają, to na ogół wszyscy są zadowoleni, jednak jeśli jest inaczej, to natychmiast żądamy pomocy państwa. Czy tak postępujemy również w przypadku innych zakładów? No nie! Dlatego w przyszłości tak już być nie może. Każdy bowiem musi odpowiadać za własne decyzje, a przede wszystkim za własne inwestycje finansowe. Kredyt walutowy natomiast, to także inwestycja, a na inwestycjach można zarabiać, ale i można tracić. Przecież, gdy zarabiamy, nie chcemy dzielić się zyskiem z nikim, a już na pewno z państwem, gdy jednak tracimy, to chcielibyśmy, by państwo się dorzuciło… To myślenie rodem z PRL-u, dlatego musimy się z takimi przyzwyczajeniami powoli rozstawać.

Mimo wszystko PO i rząd chcemy jednak klientom banków umożliwić spłatę pożyczek bez dodatkowych, często wyśrubowanych kosztów. Tym bardziej, że wysokość spreadów nie jest określona w umowach kredytowych, co rodzi obawy o możliwości nadużyć. Dlatego w projekcie pilnej ustawy, którą przygotowała Platforma Obywatelska proponujemy, aby kredytobiorcy mogli spłacać kredyt w jego walucie, unikając kosztów przeliczania. Ministerstwo Gospodarki natomiast przygotowało dodatkowo projekt proponujący, aby do przeliczania rat kredytowych stosowano średni kurs NBP z dnia poprzedzającego dzień spłaty, który jest korzystniejszy od kursów bankowych. Te działania, to ważny element poprawy praw konsumenta w Polsce. Wierzę, że ostatecznie docenią to także bankowcy, bo nic nie służy sektorowi bankowemu bardziej niż czytelne przepisy przyjazne klientowi. A jak wiadomo nie od dziś, zdrowy, wolny od nadużyć sektor bankowy, to recepta na zdrowie całej gospodarki.

Adam Szejnfeld