W czasie ostatniej demonstracji w Warszawie „Solidarność" żądała m.in. podniesienia płacy minimalnej, zwiększenia liczby osób uprawnionych do korzystania z pomocy społecznej, skierowania dodatkowych pieniędzy na walkę z bezrobociem oraz obniżenia akcyzy na paliwa.
Związkowcy oczekują, że płaca minimalna, która ostatnio została przez rząd podniesiona do prawie 1500 zł, wzrośnie do połowy wartości płacy średniej. Nie wiem, czy związkowcy z Solidarności dobrze rachują, choć nie mam powodów sądzić, że jest inaczej, w końcu zarobki niejednego działacza przekraczają średnią krajową o 100, a nawet o 200 proc. Jeśli zatem wiedzą, jak podniesienie płacy minimalnej do połowy średniej wpłynie na średnią, to znaczy, że widzą cel, do którego zamierzają poprowadzić polską gospodarkę. Skutek jest oto bardzo prosty - średnia rośnie. W kolejnym kroku trzeba znów podnieść płacę minimalną do poziomu połowy nowej średniej. Która znów rośnie...Co to zaś znaczy? To znaczy, że przedsiębiorcy pozbywają się pracowników, ci lądują na bruku, powiększając rzeszę bezrobotnych. Zależność prosta i czytelna. Jeśli związkowcy twierdzą, że będzie inaczej, to zwyczajnie prawią łgarstwa. Podniesienie płacy minimalnej powyżej 1500 zł zaproponowanych przez rząd spowoduje zwiększenie bezrobocia w ubogich regionach kraju. Na tak drastycznym podwyższeniu płacy minimalnej stracą szczególnie osoby o niskich kwalifikacjach w regionach słabych gospodarczo, jak województwa świętokrzyskie czy warmińsko - mazurskie. Według pracodawców z PKPP Lewiatan "pracownicy, którzy nie wypracują dla pracodawcy dochodu 3000 zł miesięcznie (wynagrodzenie minimalne plus podatki i składki na ubezpieczenie społeczne, urlop, itd.) utracą pracę. W regionach najbiedniejszych wiele osób o niskich kwalifikacjach nie wypracuje takiego dochodu."
Płaca musi ponadto odpowiadać produktywności i poziomowi rozwoju danego regionu, nie może zastępować zasiłku socjalnego. Słusznie, że związkowcy żądają dodatkowych środków na walkę z bezrobociem, ale musi się to odbywać nie przez przymusowe podnoszenie płacy minimalnej, a przez zwiększenie wydatków na kształcenie i podnoszenie kwalifikacji.
Pracodawcy również chcieliby obniżenia akcyzy na paliwa, czego domagają się związkowcy. Jednakże w sytuacji, kiedy dług publiczny przekracza 700 mld zł, a wydatki publiczne w tym roku będą wyższe od dochodów o blisko 80 mld zł, nie można jednocześnie domagać się zmniejszania przychodów budżetowych z akcyzy i zwiększenia waloryzacji emerytur i innych świadczeń socjalnych. Akcyzę obniżono już raz, za Marka Belki. I co? Ceny paliw w "CPN-ach" spadły średnio o 8 gr na litrze. Czy warto więc dokonywać tych operacji w czasie, kiedy musimy dążyć do zrównoważenia finansów publicznych, aby nie wpaść w takie kłopoty jak Grecy? A rewindykacje związkowe prowadzą Polskę najkrótszą drogą do Grecji właśnie.
I na koniec: jedyna kwota, która po zastosowaniu zasady podniesienia płacy minimalnej do połowy wartości płacy średniej nie spowoduje wzrostu średniej jest zero. Połowa zero to też zero. Niech więc związkowcy uważają, by tak nisko płace nie spadły...
Piotr Rachtan