Chiński wykonawca dwóch odcinków autostrady A2 nie okazał się solidnym i wiarygodnym partnerem naszego inwestora. Wybór według kryterium najniższej zaproponowanej ceny dziś krytykuje się z łatwością, z jaką ci sami krytycy stawialiby dyrekcji dróg zarzut o niegospodarność, jeśli by wybrano wykonawcę oferującego cenę wyższą.
Kwestia ceny to jest jednak tylko część prawdy. Pozostaje jeszcze wiarygodność, i to nie - finansowa - a w pewnym stopniu polityczna.
Jak powszechnie wiadomo, COVEC jest firmą państwową, a właściwie jest spółką (z ograniczoną odpowiedzialnością) chińskich kolei żelaznych (CREC). Powszechnie też informacje o COVEC i jego zaangażowaniu są dostępne, pozostaje tylko kwestia ich interpretacji.
Państwowa firma w Chinach realizuje dwa podstawowe cele: swój własny cel gospodarczy, rozwój, sprzedaż, maksymalizacja zysków, optymalizacja kosztów itp. Jest jeszcze cel drugi, starannie ukrywany przed okiem zagranicznych - ze świata demokratycznego wywodzących się obserwatorów. Ten cel to realizacja politycznych oczekiwań władz Chińskiej Republiki Ludowej. To docieranie i eksploatacja kopalin, to obłaskawianie rządów biednych krajów Trzeciego Świata, to czynienie z Chin niezastąpionego partnera gospodarczego i politycznego, który nie ma żadnych zastrzeżeń do niskich standardów, do dyktatorskich reżimów, do ucisku mniejszości religijnych i narodowych. W końcu - czym różni się postępowanie Pekinu wobec Tybetu czy ujgurskich muzułmanów od eksterminacji sudańskich chrześcijan przez rząd w Chartumie?
Naturalnie, polscy urzędnicy rozstrzygający przetarg na budowę autostrady nie muszą tego wiedzieć, nikt tez nie ukarze ich za wybór firmy, która realizuje gdzieś w dalekim świecie imperialne cele swojego państwa. To tylko biznes.
Jednak wiedza o firmie pozwala lepiej ocenić jej wiarygodność biznesową. jeśli w decyzjach gospodarczych przeważają motywy pozagospodarcze, postępować trzeba z takim partnerem ze zdwojoną ostrożnością,  a przede wszystkim - z maksymalną o nim wiedzą. A ta, jak wiadomo, nie jest ukryta.
Jakie więc ma doświadczenie COVEC w budowie autostrad? Na swoje stronie internetowej chwali się 5 dokonaniami: dwa mosty przez Niger w Bamako, stolicy Mali, szosa jedno jezdniowa Bondougou-bouna Highway  w Wybrzeżu Kości Słoniowej, droga Karkar Ring Road, w Papui Nowej Gwinei (na oko szerokości 5 metrów) wreszcie - szosa Southwest Road w Bangladeszu.
Żadna z tych dróg nie jest autostradą. COVEC szczyci się natomiast innymi dokonaniami, budową kanałów irygacyjnych, rekultywacją i rozbudową wielkich farm w Mali, budową kopalni miedzi i kobaltu w Demokratycznej Republice Konga, a także dostarczaniem i wynajmem siły roboczej np. do fabryk odzieży na Mauritiusie i w Iraku.
COVEC także stawia budowle użyteczności publicznej: Pałac Konferencyjny w Mali, oddział ratunkowy szpitala w południowym Sudanie, szpital dystryktu Mahalapye w Botswanie, w tym samym kraju - budynek zarządu linii lotniczych, rządowy kompleks w Zambii, szpital w Luandzie, stolicy Angoli, szpital w Zimbabwe oraz budynek parlamentu w Gabonie.
COVEC szczyci się tym, że jego działania obejmują 30% krajów afrykańskich, w których budował m. in pałace prezydenckie. Myślę, że dobrze byłoby wiedzieć, kto dziś w nich mieszka i czy jest to prezydent mile widziany w Chinach.
COVEC szczyci się tym, że jego praca polega na formowaniu miejscowych kadr, bo na przykład w szpitalu Mahalapye w Botswanie na 1500 osób zatrudnionych pracuje zaledwie 80 Chiczyków, w tym tylko 10 z COVEC. Podobne relacje dotyczą innych dokonań COVEC.
Subtelny kolonializm Chin, realizowany poprzez takie firmy jak COVEC jest daleko bardziej skuteczny od sposobu działania zachodnich firm z państw, które często stawiają warunki polityczne, zaglądają w miejsca, które niechętnie się pokazuje, a jeszcze podążają za nimi działacze tych okropnych NGO´sów. Chińczyków nie obchodzą standardy praw człowieka i obywatela w Zimbabwe czy Demokratycznej Republice Konga, to wewnętrzna sprawa ich reżimów. Najważniejsza jest skuteczność i korzyść dla wielkiej ojczyzny. Tę zaś zapewnić ma dostęp do surowców strategicznych, do plonów rolnictwa, do infrastruktury. I do pałaców prezydenckich, naturalnie.
Nie oczekuję od polskich urzedników, by znali się na tych kwestiach i by je chcieli wziąć pod uwagę. Dobrze jednak, by te uwarunkowania, by to, co da się odczytać z najbardziej nawet oficjalnych informacji było znane opinii publicznej. Ta - mamiona wspaniałym sukcesem negocjatorów, którzy uzyskali tak korzystną cenę (jeden z odcinków COVEC zgodził się wybudować za 745 mln zł, choć szacowano go na ok. 1,7 mld, a drugi za 535 mln, gdzie kosztorys wskazywał 1,1 mld zł) - uwierzyła w w skuteczność swoich przedstawiciekli, a z drugiej strony w rzetelność Chińczyków. Niestety, zderzenie wszystkich z twardymi realiami w naszym kraju okazało się nieprzyjemne dla wszystkich: Chińczycy, przyzwyczajeni do łatwego przekonania miejscowych partnerów, że tylko COVEC jest w stanie zrealizować program, nie mogą uwierzyć, że niezbyt bogaty kraj w Europie może stawiać, późno, bo późno, twarde warunki. Władze polskie muszą z tego wybrnąć, jedynym zaś sposobem jest konsekwentna egzekucja kontraktu. I - być może na długo - zatrzaśnięcie drzwi przed niesolidnymi Chińczykami, którzy w Polsce chcieli wsadzić nogę między drzwi i w ten sposób, na dodatek tanim kosztem (licząc na konsekwentną głupotę polskich urzędników) wcisnąć się na rynek europejski. Zresztą, wybrali więcej projektów, niż A2, brali udział w przetargu na budowę hali widowiskowo-sportowej w Krakowie, teraz COVEC chce zbudować w Krakowie trasę Łagiewnicką, Pychowicką i Zwierzyniecką. Dopiero negocjacje z gminą mają doprowadzić do zdefiniowania sposobu realizacji obwodnicy. Jak twierdzi jeden z przedstawicieli COVEC, chińska firma mogłaby nawet wyłożyć całą potrzebną sumę czyli ok. 3 mld zł. Chyba, że konsorcjum ma w planie, podobnie jak przy A2, radykalne zbicie ceny. Miasto miałoby dać tylko grunty i pomóc w procedurach. W ciągu 15 lat od zakończenia budowy Chińczycy chcieliby jednak odzyskać pieniądze i zarobić, udostępniając odpłatnie drogę. Nie chodzi tu jednak o postawienie bramek i szlabanów jak na autostradzie, ale o tzw. opłatę za dostęp, którą płaciłby Urząd Miasta. W ten sposób COVEC ulokowałby się tu na dłużej.
Specjaliści od drogownictwa uważają, że plan jest możliwy do realizacji. - To ten sam mechanizm jak przy autostradach, tylko odpłatność jest przekazywana w inny sposób. Teoretycznie może się to udać - mówi prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Budownictwa, Wojciech Malusi. Prezes denerwuje się jednak, na myśl, że Kraków robiłby interesy z firmami, o których mówi się, że dostają dofinansowanie od rządu Chińskiej Republiki Ludowej. - Robimy interesy z państwem totalitarnym. Myślałem, że żyjemy w cywilizowanym kraju - mówi Malusi.
COVEC przymierza się też do budowy bloku energetycznego w Elektrowni Kozienice. Zainteresowania ma więc, jak widać, równie szerokie, jak w Afryce.
Szkoda, że w Polsce mamy już od dawna zajęty przez prezydenta Pałac Namiestnikowski, bo pewnie COVEC też uczestniczyłby w przetargu na budowę siedziby głowy polskiego państwa.
Wniosek z chińskiej przygody płynie jeden: podejmując decyzję o uznaniu Chińczyków za równorzędnych i wiarygodnych partnerów polscy decydenci muszą zawsze mieć w tyle głowy dwa pytania: czy firma nie realizuje celów innych, niż gospodarcze oraz czy ma rzeczywiste, a nie tylko deklarowane osiągnięcia i doświadczenie. To drugie na pewno można sprawdzić.
Piotr Rachtan