Od lutego w Sejmie czeka na rozstrzygnięcie najnowszy wynalazek Sojuszu Lewicy Demokratycznej na druku 4225 zatytułowany "Ustawa o opodatkowaniu niektórych instytucji finansowych". Projekt rekomenduje Sejmowi 19 posłów.
Przyjrzyjmy się z bliska, o jakie "niektóre instytucje finansowe" lewicowym posłom chodzi: podatkiem mają być objęte "Banki krajowe, Oddziały banków zagranicznych, Oddziały instytucji kredytowych, Krajowe zakłady ubezpieczeń, Krajowe zakłady reasekuracji, Oddziały zagranicznych zakładów ubezpieczeń i zagranicznych zakładów reasekuracji, Główne oddziały zagranicznych zakładów ubezpieczeń i zagranicznych zakładów reasekuracji, Fundusze inwestycyjne".

Z ostrożności politycznej SLD zapomniał objąć nowym podatkiem SKOK-i. Komisja Nadzoru Finansowego, która zaopiniowała dokument, pisze do szefa Kancelarii Sejmu: "...Wątpliwości budzi wyłączenie z tej listy spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych, które co prawda nie są bankami, ale należą do szeroko rozumianego segmentu monetarnych instytucji finansowych...". Prosty obserwator życia publicznego wie, że posłowie Sojuszu Lewicy Demokratycznej nie przez zapomnienie jednak pominęli SKOK-i - instytucje finansowe, które są objęte zainteresowaniem drugiej partii opozycyjnej, czyli Prawa i Sprawiedliwości. PiS zawsze stawał w obronie SKOK-ów i nie tak dano starał się nie dopuścić do objęcia ich nadzorem KNF. Posłowie lewicy mieli chyba bardzo poważne powody, by nie drażnić posłów PiS.
Komisja Nadzoru Finansowego bardzo krytycznie odniosła się do projektu nowego podatku, a w szczególności do objęcia nim funduszów inwestycyjnych. "Instytucjonalna rola funduszy inwestycyjnych sprowadza się do umożliwienia ich uczestnikom zbiorowego inwestowania ...Nie jest jasne, dlaczego właśnie inwestowanie według tego modelu miałoby być obciążone dodatkowym podatkiem w porównaniu do modelu alternatywnego, jakim jest inwestowanie samodzielne".
Równie krytycznie KNF potraktował pomysł objęcia podatkiem instytucji ubezpieczeniowych. O zakładach ubezpieczeń pisze tak:
"...objęcie podatkiem aktywów zakładów ubezpieczeń... zwiększy atrakcyjność reasekuracji oferowanej przez podmioty zagraniczne i zmniejszy udział krajowych podmiotów w zebranej przez nie składce ubezpieczeniowej. Objęcie podatkiem jednocześnie aktywów funduszy inwestycyjnych i zakładów ubezpieczeń oznacza de facto podwójne opodatkowanie aktywów gromadzonych w ramach ubezpieczeń na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym".
"Usługi finansowe mogą być i są świadczone na krajowym rynku w formie transgranicznej przez podmioty zagraniczne. Po wprowadzeniu proponowanej ustawy staną się bardziej atrakcyjne", nastąpi osłabienie pozycji konkurencyjnej podmiotów polskich wobec "zagranicznych, którą są już obecne na krajowym rynku i które w krajach macierzystych nie są objęte podatkiem tego rodzaju".
Posłowie SLD nie są jednak zbyt kategorycni w swoich oczekiwaniach - przewidują, że " Zwalnia się z podatku banki, które cały zysk za rok obrachunkowy przeznaczyły na zwiększenie funduszy własnych". Banki - tak, a pozostałe instytucje? KNF też to zauważa: "Wątpliwości może budzić fakt, że ...nie przewidziano analogicznego zwolnienia dla innych typów instytucji finansowych..., a w szczególności krajowych zakładów ubezpieczeń".
Opinia Narodowego Banku Polskiego, do którego posłowie zwrócili się o ocenę, jest miażdżąca - wiceprezes Zarządu NBP prof. Witold Koziński przypomina, że wg Komisji Europejskiej "nałożeniu nowych podatków na sektor finansowy powinny przyświecać trzy podstawowe cele:
- zwiększanie stabilności systemu finansowego i ograniczanie ryzyka systemowego;
- uzyskania wkładu sektora finansowego w pokrycie kosztów ostatniego kryzysu finansowego;
wsparcie ograniczania deficytów budżetowych w związku z ich istotnym wzrostem... wynikającym ze zwiększonych wydatków na ratowanie sektora finansowego." A w Polsce "nie zaistniała konieczność udzielenia bankom pomocy" publicznej. "NBP stoi na stanowisku, że priorytetem powinno być nałożenie na banki opłaty o charakterze stabilnościowym, tj. służącej finansowaniu funduszu restrukturazycejnego. "
Tymczasem proponowany podatek temu nie służy. Jednocześnie, jak stwierdza W. Koziński, "proponowana... wysokość opodatkowania stanowiłaby znaczące obciążenie sektora bankowego...", co mogłoby negatywnie płynąć na konkurencyjność polskiego sektora bankowego.

Oczywiście, Polska jest krajem wolnym i równie wolni są nasi przedstawiciele w parlamencie, nie obowiązują ich instrukcje wyborców, choć powinni przestrzegać przynajmniej zasad znajomości materii, której ich legislacyjne decyzje dotyczą. W przypadku projektu nowego podatku posłowie - legislatorzy zamanifestowali brak znajomości rzeczy. Nie jestem zwolennikiem argumentacji ad personam, w tym jednak przypadku uważam, że obywatele - wyborcy powinni wiedzieć, kto podejmuje decyzje ważne dla wszystkich, bo to w końcy my - klienci jesteśmy na końcu tego łańcucha. Dlatego powinni znać nie tylko nazwiska autorów, ale także ich specjalności i profesje. Pod projektem podpisali się:
Romuald Ajchler - rolnik, Leszek Aleksandrzak - historyk, Anna Bańkowska - ekonomistka, Tomasz Garbowski - historyk, Henryk Gołębiewski - inżynier mechanik, Tomasz Kamiński - socjolog, Witold Klepacz - inżynier budownictwa, Jan Kochanowski - politolog, Bożena Kotkowska - nauczycielka informatyki, Janusz Krasoń - inspektor pracy, Zbigniew Kruszewski - dr nauk technicznych, Zbigniew Matuszczak - prawnik, Henryk Milcarz - ekonomista, Tadeusz Motowidło - mechanik, Sylwester Pawłowski - mgr historii, Stanisław Stec - ekonomista, Wiesław Andrzej Szczepański - ekonomista, Stanisław Wziątek - mgr wychowania obronnego, Ryszard Zbrzyzny - inżynier górnik. Z tej listy tylko dwóch posłów należy do Komisji Finansów Publicznych, trzech - do Komisji Gospodarki. Żaden nie pracuje w Komisji Ustawodawczej.
Jeżeli projekt trafi jednak pod obrady Komisji Gospodarki czy Finansów, z pewnością uzyska poparcie polityczne np. Wojciecha Jasińskiego, Maksa Kraczkowskiego czy Zbigniewa Girzyńskiego w Komisji Gospodarki albo Beaty Szydło, Krzysztofa Jurgiela lub Marka Suskiego w Komisji Finansów Publicznych, a wreszcie - Beaty Kempy w Komisji Ustawodawczej.

Projekt SLD, który według wyliczeń autorów ma przynieść budżetowi 2 mld zł, może spowodować szkody w systemie finansowym znacznie bardziej kosztowne, niż korzyści. Chyba, że nie chodzi o dobro finansów publicznych, a o zyski polityczne: publiczność uwierzy, że równowagę budżetową osiągniemy kosztem finansowych krwiopijców, a przy okazji puścimy oko do potencjalnych koalicjantów, darując paręset milionów ich finansowemu bastionowi.
Dobrze jest wiedzieć, jak powstaje prawo, dobrze jest wiedzieć, kto je pisze, komu przynosi ono korzyść, a jeszcze lepiej - kto na końcu zapłaci.
Piotr Rachtan
PS: Dla jasności: nie jestem lobbystą wynajętym przez bank, zakład ubezpieczeń czy któreś TFI.