Czyli tylko wbrew wszystkiemu i wszystkim, czy aż w zgodzie z samą sobą?
(z Małgorzatą Tokarską - osobą ruchowo niepełnosprawną i właścicielką biura podróży dla niepełnosprawnych, o biznesie też, rozmawia Ewa Karbowska)
Ewa Karbowska:
Dwie kobiety, rówieśnice. Obie, i Pani, i ja, jesteśmy osobami od urodzenia niepełnosprawnymi ruchowo, obie mamy za sobą doświadczenia w byciu nauczycielkami języków obcych. Obie wreszcie mamy podobne urazy doznane przy pokonywaniu barier, zarówno tych architektonicznych, jak i tych w ludzkich głowach. Paralel w naszych życiorysach jest tak wiele, że mogłoby się wydawać, iż jestem w stanie napisać ten wywiad w ogóle z Panią nie rozmawiając. A jednak... Jest Pani dla mnie człowiekiem na tyle interesującym, że poczułam imperatyw dopytania o kilka rzeczy.
Małgorzata Tokarska:
Skoro aż imperatyw, to słucham?...
E.K.:
Czy pomysł na ACCESSIBLE POLAND TOURS - biuro podróży adresujące swoją ofertę do osób niepełnosprawnych w kraju i za granicą - wynikał bardziej z: dostrzeżenia usługowej luki na polskim rynku, własnej pasji podróżowania, chęci udowodnienia czegoś sobie, albo innym, a może jeszcze z czegoś innego?



M.T.:
Ze wszystkiego po trochu. Najbardziej chodziło mi jednak o spełnienie własnego marzenia. Zrobienie czegoś bardzo konkretnego, co - miałam nadzieję, że wreszcie skutecznie - udowodni pozostałym, że niepełnosprawny, to taki sam człowiek, jak oni. Chciałam też, mając świadomość, że wszyscy przecież przemijamy, pozostawić po sobie jakiś trwały ślad. Jakąś drobinę radości, którą - poprzez tę działalność dałam innym ludziom i którą, być może, zachowają w pamięci.

E.K.:
I udało się?

M.T.:
W pewnej mierze oczywiście tak. Choć ciągle boleśnie uwierają mnie okruchy naszej polskiej rzeczywistości. Zwłaszcza, że 3 lata życia spędziłam w Wielkiej Brytanii, gdzie już dawno poradzono sobie z problemami, które u nas wciąż pozostają nie do końca rozwiązane.

E.K.:
Na przykład?...

M.T.:
Choćby prozaiczny problem w dotarciu z informacją o istnieniu mojego biura do samych osób niepełnosprawnych , ich rodzin, a co najważniejsze do instytucji zajmujących się ich problemami. Wydawało się, że w dobie Internetu i innych mediów zrobiłam wiele, aby przebić się do ludzkiej świadomości, tymczasem praktyka pokazuje, że przynajmniej do niedawna, nie udało mi się zaistnieć nawet w świadomości Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, nie zafunkcjonowałam dość wyraźnie na łamach magazynu INTEGRACJA - skierowanym przecież do ludzi niepełnosprawnych i ich bliskich, a artykuł o mojej działalności napisano tam po 2 latach, itd., itp.

E.K.:
No, tu już chyba Pani trochę przesadziła. Wszak to właśnie magazyn INTEGRACJA umieścił Panią, w 2009 roku, w gronie laureatów konkursu CZŁOWIEK BEZ BARIER, to przecież i wyróżnienie, i fakt nośny marketingowo. A może się może się mylę?

M.T.:
Teoretycznie ma Pani rację. Osobiście poczułam się wyróżniona, nie przełożyło to się jednak na sytuację firmy. W każdym razie nie w tym stopniu, jakiego - pewnie naiwnie, oczekiwałam.

E.K.:
A może te oczekiwania były zbyt duże, albo popełniła Pani jakiś zwykły ludzki błąd?

M.T.:
Może... Ale wciąż uparcie próbuję się w tym realizować. Nie zrezygnuję tak łatwo z jednego z nielicznych spełnionych marzeń. Nawet w obliczu wszystkich niedoskonałości w naszym systemie dofinansowywania wypoczynku i rehabilitacji osób niepełnosprawnych.

E.K.:
Niedoskonałości?....

M.T.:
Tak, i to eufemistycznie mówiąc. Ale wolałabym teraz szerzej tego nie rozwijać. W końcu muszę z czegoś żyć. A jeśli powiem całą prawdę, to może się zdarzyć, że podpadnę tym, którzy, tu i tam, decydują o kryteriach i sposobach przyznawania potrzebującym dofinansowań. A wtedy, nie chcę nawet myśleć. Zwłaszcza, że oprócz, niewielkich, ale jednak, pieniędzy prowadzenie biura daje mi coś znacznie ważniejszego. Poczucie pewności siebie i własnej wartości. Choć do tej chwili dokładam do interesu.

E.K.:
Zostawmy więc ten przykry temat, nim się rozkleimy, obie... Kim byłaby Małgorzata Tokarska, gdyby nie była tym kim jest?

M.T.:
Realnie pewnie, tak jak i czasami dziś, nauczycielką angielskiego. Nierealnie, to znaczy wtedy, gdyby wcześniej, a nie dopiero przed kilku laty, potrafiła zaakceptować swoje kalectwo.... Może doszłaby do czegoś więcej, ale tak dokładnie czego, to nie wiem...

E.K.:
A tak z innej beczki. Czy ma Pani - powiedzmy -jakiś ulubiony obraz?

M.T.:

Jednego takiego chyba nie mam. Ale nie potrafię uwolnić się od wspomnienia wizyty w Muzeum Prado w Madrycie. Fizycznie nie byłam w stanie obejrzeć wszystkiego. Skoncentrowałam się więc na kolekcji impresjonistów. Tych portretów i pejzaży nigdy nie zapomnę. Pomyślałam wtedy: „ludzie stworzyli tyle pięknych rzeczy, gdy Cię jeszcze nie było na świecie i stworzą jeszcze tyle pięknych, gdy cię już nie będzie...".

E.K.:
A więc z jednej strony podziw dla ludzkiego geniuszu, z drugiej motyw przemijania. Pozwoli Pani, że w związku z tym zapytam o dwie rzeczy. Po pierwsze, czy lubi Pani ludzi? Po drugie, jakie Pani marzenia pozostają wciąż niespełnione?

M.T.:
Jestem bardzo otwarta na ludzi. Czasami za bardzo.

A nie lubię tych, którzy co innego mówią, a co innego robią. A niestety sporo mam takich doświadczeń.

A co do marzeń....Na pewno chciałabym, aby biuro rozwijało się prężniej niż dotąd.

E.K.:
A tak trochę bardziej osobiście?

M.T.:
Pewnie chciałabym, aby moje stosunki z najbliższymi układały się ,w nieco większym niż dotąd stopniu, na moich, niż na ich warunkach. Ale nic więcej, w tych sprawach, Pani ze mnie nie wyciśnie.

E.K.:
Nawet nie będę próbować. Dziękuję i za ten, i tak już dość daleko posunięty, stopień otwartości rozmowy.

M.T.:
Ja również dziękuję.

Ewa Karbowska