Od pierwszych dni maja trwa w Gdańsku akcja zbierania podpisów pod obywatelskim projektem ustawy przeciwko sprzedaży akcji Grupy Lotos. Akcję prowadzi Komitet Inicjatywy Ustawodawczej (w skrócie - KIU), wspierany przez Prawo i Sprawiedliwość.
Na konferencji prasowej europoseł PiS Jacek Kurski wyjaśniał, że "inicjatywa jest wyrazem społecznego sprzeciwu wobec skandalicznych planów prywatyzacji Lotosu. Spółka musi pozostać w polskich zasobach ze względów strategicznych i ze względu na bezpieczeństwo energetyczne; jest to firma wznoszona krwawicą regionu, ludzi Pomorza" - mówił.
Inaczej sprawę tłumaczył pełnomocnik Komitetu Krzysztof Steckiewicz, który podkreślił, że "jest to prawdopodobnie największy sponsor polskiego sportu".
Można wierzyć, że patriotycznie wzmożony europoseł jest zdenerwowany możliwością sprzedaży akcji Grupy Lotos, stanowiących ok. 53 proc. kapitału zakładowego Grupy Lotos przez resort skarbu, który pod koniec października ub.r. zaprosił inwestorów do negocjacji w sprawie kupna .
29 kwietnia minął termin składnia wstępnych ofert na zakup akcji Lotosu. Ministerstwo Skarbu nie ujawnia, ile ofert wpłynęło, ani kto je przesłał. Do 13 maja resort ma poinformować o swojej decyzji w sprawie rozpatrzenia odpowiedzi. Według mediów Lotosem zainteresowane są m.in. OAO Gazprom Neft, węgierski MOL, TNK BP, PGNiG, fundusze private equity; wymieniana jest też firma chińska.
Może też chodzić o co innego: w maju 2007 poseł Jacek Kurski wołał do prezesa Lotosu: - Panie Olechnowicz, masz Pan dług, który trzeba spłacić! I wyjaśniał:
- Na naszych stadionach szaleli chuligani, w piłce pleniła się korupcja, a reprezentacja i kluby ponosiły klęski. Ten czas minął. W Gdańsku powstanie wspaniały stadion i nie wyobrażam sobie, żeby po mistrzostwach [2012] stał pusty. Nie będzie, jeśli prezes Lotosu Paweł Olechnowicz zaangażuje się w finansowanie gdańskiej Lechii."
Paweł Olechnowicz nie zaangażował się. Poseł Kurski, w poprzedniej kadencji wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Skarbu, zaangażował się jednak tak bardzo, że sponsorami gdańskiej Lechii został Orlen, kierowany akurat przez prezesa Piotra Kownackiego i pomorska Energa. 1 czerwca 2007 Kurski mówił: - Jako wiceprzewodniczący sejmowej komisji Skarbu Państwa chcę podkreślić, że czekająca nas już od 1 lipca liberalizacja rynku energii w naturalny sposób wymusza konkurencję z innymi firmami z tego sektora i walkę o utrzymanie dotychczasowego klienta. Zainwestowanie w ukochany klub gdańszczan i wielu Pomorzan jest dobrą inwestycją biznesową, która zatrzyma przy Enerdze klientów i zahamuje na tym terenie ekspansję innych, zachodnich firm".
Bredzenie o tym, że sponsorowanie klubu piłkarskiego może zahamować prywatyzację, trwa do dzisiaj. Kurski wciąż liczy, że to Lotos będzie właściwym partnerem klubu piłkarskiego. Z zarządem sprywatyzowanej firmy rozmowa będzie jeszcze trudniejsza, niż z Pawłem Olechnowiczem, który zależy od polityków w Warszawie. Niezależny od nich właściciel może lubić nie piłkę nożną, a plażową. Albo wioślarzy czy szpadzistów. A tym Kurski nie kibicuje.
Politycy wciąż nie mogą oddzielić swojej roli publicznej od sfery zainteresowań prywatnych. Nie uregulują tego żadne przepisy czy kodeksy, osoby publiczne muszą dorosnąć do swoich ról. Przypadek Jacka Kurskiego, który gotów jest storpedować prywatyzację wielkiej i zamożnej spółki pokazuje, że choć ma on już piąty krzyżyk na karku, zachowuje się jak niedojrzali chłopcy na stadionie ukochanego klubu gdańszczan.
Piotr Rachtan

Komentarze

kibic | 2011-05-14 12:41

Finansowanie sportu przez firmy państwowe,to bardzo obszerny temat.ma tyle samo zwolenników co przeciwników(np.w siatkówce)