Są dzisiaj już takie kraje, które obcinają płace swoim obywatelom. Są takie kraje, które zamrażają waloryzację rent i emerytur, ba nawet i te wrażliwe świadczenia zmniejszają. Są dzisiaj takie kraje, które ograniczają inwestycje, a więc i rozwój, by ratować się przed zgubnymi skutkami recesji i pokryzysowych skutków dla swoich budżetów. Uff, jak dobrze, że takiej sytuacji nie przeżywamy my, w Polsce.
Ale to nie oznacza, że i my nie mamy kłopotów związanych z niedawnym kryzysem światowych finansów. Sytuacja jednak pogarsza się w Polsce dodatkowo z powodu zaniechań poprzednich rządów związanych z reformą systemu emerytalnego. Skutkiem tego jest generująca się coraz większa dziura budżetu ubezpieczeniowego. Sytuacja wymaga natychmiastowych działań naprawczych, ale spotyka się z dużą skalą oporu. Skąd więc ten opór, kto przeciwstawia się temu, by państwo nie traciło, a obywatele zyskiwali? Przede wszystkim sami zainteresowani – Otwarte Fundusze Emerytalne.

Pół roku temu, w sierpniu 2010 r. premier Donald Tusk wezwał otwarte fundusze emerytalne (OFE) do poprawy efektywności, tak, by większą wagę przywiązywały do obsługi klienta. „Traktujcie państwo tę dyskusję jako bardzo poważny sygnał alarmowy” – powiedział premier. “Wydaje się także rzeczą bezdyskusyjną, że warto porozmawiać o wysokości prowizji i dalej szukać sposobu jej obniżania. Nie chodzi o to, by uniemożliwić działanie tym instytucjom, ale chodzi o elementarne poczucie przyzwoitości” – zaznaczył wówczas szef rządu.

Wysokość pobieranych prowizji, to jednak była tylko część poważnych uwag do systemu. Ważniejszą sprawą jest wysokość składek, jakie każdy z nas wpłaca do OFE i to, co się z tymi pieniędzmi potem dzieje. Ano, okazuje się, że my wpłacamy do OFE pieniądze, które potem OFE wydaje na zakup obligacji państwowych, czyli inaczej mówiąc OFE za pieniądze obywateli (ubezpieczonych) wywołuje dług po stronie Skarbu Państwa. Jakaś wierutna bzdura. Po co mamy płacić za to, by się zadłużać. Czy ktoś z naszych czytelników zrobiłby taki oto manewr – pożyczyłby pieniądze z banku, by je tam potem ulokować na lokacie? A jaki sens takiego działania? Nie licząc kosztów, strat i przerzucania pieniędzy z jednej kieszeni do drugiej. Generowanie długu przez system emerytalny wywołane jest więc tym, że wcześniejsze rozwiązania emerytalne nałożyły na państwo obowiązek dostarczania kwot, które nie mogą być przekazywane realnie do OFE, gdyż są przeznaczone na bieżące emerytury. Od czasu utworzenia Otwarte Fundusze Emerytalne wygenerowały już z tego tytułu 161 mld zł długu publicznego, a z odsetkami jest tego już ok. 206 mld zł. Dług ten rośnie praktycznie z dnia na dzień. Trzeba więc jak najszybciej tę pętlę zaciskającą się na naszej szyi odciąć.

Skłamałbym, gdybym powiedział, że protest, jaki wywołały propozycje tych zmian był zaskoczeniem. Tabuny „niezależnych” ekspertów na wieść, że zyski OFE mają ulec zmniejszeniu rzuciło się zgodnie do krytyki rządu, strasząc emerytalnym Armagedonem. W tej sytuacji, chciałbym powiedzieć, że nie mam nic przeciwko dyskusji, czy nawet tej najbardziej zaciekłej krytyce, o ile niesie ona ze sobą obiektywne przesłanie i ma na celu dobro społeczne. Rozumiem, że Ci, którzy przez ostatnią dekadę tylko z opłat uzbierali dla siebie 12 mld zł, nie chcą się pozbawiać tak gigantycznych przychodów, ale interes państwa, a szczególnie interes obywateli, jest w tym przypadku ważniejszy. Bo tak właśnie działa demokracja. Granicą interesu jednostki jest interes ogółu, dlatego nie interes OFE i tam pracujących jest ważniejszy, ale interes przyszłych emerytów, interes nasz wszystkich.

Adam Szejnfeld
Poseł na Sejm RP
www.szejnfeld.pl