W cieniu awantur o koleje, budżet, OFE oraz w nieustannym zgiełku wokół budowy autostrad zniknęła w początku roku informacja o tym, co realnie może zagrozić polskim finansom publicznym, a czego przyczyny zna dobrze była minister finansów prof. Zyta Gilowska. Niektórzy analitycy sądzą, że koszty tej sprawy mogą sięgnąć nawet 10 mld złotych!
Rzecz nie jest więc błaha, tym bardziej dziwi cisza ze strony opozycji, tak dbającej o stan finansów publicznych. Poza jedną czy dwiema gazetami żadna telewizja, żaden tygodnik opinii tym się nie zajął. Nie zająknęli się politycy, nie zwołali konferencji prasowej w Sejmie na tle logo swojego klubu, pominęli milczeniem kwestię, którą już zajęły się polskie sądy i którą już zaczęły rozstrzygać, na niekorzyść skarbu państwa.

Roszczenia Kogeneracji
Cofnijmy się o dwa tygodnie. W przeddzień Wigilii wrocławska samorządowa firma energetyczna Kogeneracja SA podała, że „powzięła informację, iż w dniu 21 grudnia NSA oddalił skargę kasacyjną Dyrektora Izby Celnej we Wrocławiu na pozytywny dla Kogeneracji wyrok WSA we Wrocławiu w postępowaniu dotyczącym stwierdzenia i zwrotu nadpłaty w podatku akcyzowym w związku ze sprzedażą przez spółkę energii elektrycznej w okresie od stycznia 2006 r. do lipca 2008 r.". Spółka podała, że w wyniku wyroku organy podatkowe (akcyzę pobierają izby celne) są zobowiązane do zwrotu na rzecz spółki nadpłaty w wysokości 63.887.426 zł wraz z odsetkami ustawowymi za okres od dnia złożenia wniosku o stwierdzenie nadpłaty do dnia jej zwrotu. Idzie więc o jakieś 70 mln zł.
Czy dotyczy to tylko wrocławskiej spółki? Czy przypadkiem nie jest to kwota znacznie poważniejsza, która obciąży budżet i nas – podatników? I skąd się to wzięło?

Dyrektywa unijna
Zanim Polska przystąpiła jeszcze do Unii Europejskiej, w UE zaczęła obowiązywać dyrektywa z 2003 roku o tym, że akcyzę na energię elektryczną płacą nie jej wytwórcy, a dystrybutorzy, i to po dostarczeniu prądu do gniazdka klienta. Elektrownie nie mogą przecież płacić akcyzy za straty energii w sieciach przesyłowych (co najmniej 10 – 11% energii idzie w ten sposób w powietrze, a w archaicznych, zdekapitalizowanych sieciach, takich jak w Polsce, straty mogą być jeszcze wyższe) oraz za energię skradzioną przez niektórych odbiorców.
Lapidarnie ujął tę kwestię Tomasz Siennicki z Kancelarii Podatkowej Ożóg i Wspólnicy: „Unia Europejska wymaga, by podatek akcyzowy od zakupionej energii obciążał odbiorcę zużywającego energię w momencie jej dostarczenia. Obciążenie to powinno  następować w momencie dostarczenia energii takiemu odbiorcy i obejmować ilość energii faktycznie dostarczonej. Dyrektywa Rady 2003/96/WE z 27 października 2003 r. w sprawie restrukturyzacji wspólnotowych przepisów ramowych dotyczących opodatkowania produktów energetycznych i energii elektrycznej wprowadzała dla naszego kraju okres przejściowy na implementację jej postanowień dotyczących opodatkowania energii elektrycznej, który zakończył się 1 stycznia 2006 r. Pomimo kilku już projektów ustaw, do dzisiaj nie udało się jednak wdrożyć systemu spójnego z jej wymogami. Stąd w Polsce akcyzę nadal rozliczają jej producenci.”
Skoro UE pozwoliła nam stosować stare przepisy o poborze akcyzy przez elektrownie do 31 grudnia 2005, naturalne jest, że późniejszy brak dostosowania polskiego ustawodawstwa do wspólnotowego może mieć – a nawet musi – skutki prawne, i w konsekwencji, finansowe dla państwa.

Zaniechanie Gilowskiej
Dlaczego jednak tak się stało? Czy ówczesny rząd nie zauważył, że niedostosowanie prawa grozi postępowaniem przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu, do którego wyroków musi się stosować także Polska, niezależnie od koalicji, która właśnie sprawuje władzę, czy też problem zlekceważył?
W rozmowie wicemister finansów Mirosław Barszcz, zastępca najpierw prof. Teresy Lubińskiej, potem – prof. Zyty Gilowskiej wspomina, że tuż po nominacji Z. Gilowskiej przedstawił jej notatkę „z  listą koniecznych aktów prawnych, które należało wprowadzić. Wśród nich była informacja o konieczności dostosowania naszego prawa do unijnego w obszarze akcyzy od energii elektrycznej. Miałem 3 - 4 spotkania z kompaniami energetycznymi, bowiem zależało nam bardzo na tym, by zmiana prawa nie doprowadziła do zbyt dużego wzrostu cen. Doszliśmy do rozsądnego kompromisu i pod koniec lutego 2006 projekt był gotowy. Stanowił część kompleksowych rozwiązań ustawowych (18 aktów prawnych, ponad 500 stron tekstu), które miały uporządkować różne niezałatwione sprawy podatkowe (np. VAT od samochodów z kratką).  Pod koniec marca, na posiedzeniu kierownictwa ministerstwa, dowiedziałem się, że 90% tego pakietu idzie do szuflady, a nie do realizacji. Potwierdziła to minister Gilowska na konferencji prasowej na początku kwietnia. Parę dni później złożyłem dymisję, ale Z. Gilowska schowała ją do szuflady. Kiedy PiS zawarło koalicję rządową z Samoobroną i LPR, wysłałem ponownie dymisję, ale już do premiera Marcinkiewicza i powiedziałem o tym paru dziennikarzom."
Skąd się wzięła kwota 10 mld? Według M. Barszcza „od strony budżetu nowy sposób poboru akcyzy mógł przynieść od 200 do 400 mln zł uszczerbku, ze względu na straty na przesyle energii. Natomiast wpływy od producentów wynosiły około 2 mld rocznie. Przez 4,5 roku  pobór nienależnej akcyzy mógł wynieść 10 mld.

Tryby Trybunału
Wycofanie się Zyty Gilowskiej z procedury dostosowania polskiego prawa do unijnego mogło mieć przyczyny polityczne. Lęk przed skutkami ewentualnej podwyżki cen energii, przed reakcją populistycznych koalicjantów PiS i jego własnego elektoratu, szczególnie wobec zbliżających się wyborów samorządowych (jesienią 2006) mogły skłonić władze, a zwłaszcza prezesa Jarosława Kaczyńskiego, do tego zaniechania. Trudno uwierzyć, by tak ważny prawnie i finansowo problem został zwyczajnie zapomniany.
W marcu 2007 roku Komisja wszczęła drugi etap postępowania, które skończyło się pozwaniem Polski do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Ministerstwo Finansów bardzo wolno pracowało nad projektem, który wciąż nie mógł być przedstawiony na posiedzeniu Rady Ministrów. A specjaliści ostrzegali, że dalszy brak zmian przepisów może sprowadzić na Polskę istotne sankcje (w tym finansowe), które mogą zostać nałożone przez ETS.

Niestety, trzeba płacić
Wprowadzenie zmian w sposobie poboru akcyzy stało się możliwe dopiero po wyborach w 2007 roku, gdy władzę przejęła koalicja PO i PSL. Mleko jednak się wylało i producenci mogą się domagać zwrotu nadpłaconej akcyzy w okresie od 1 stycznia 2006 do wprowadzenia unijnych zasad (1 marca 2009). Nie mówiąc o odbiorcach, którzy też mogą wystąpić z roszczeniami pod adresem elektrowni.
Konieczność zwrotu podatku wynika z wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, który w lutym ubiegłego roku orzekł, że polskie przepisy dotyczące akcyzy od energii elektrycznej były niezgodne z unijnymi. W efekcie elektrownie zaczęły występować o zwrot nadpłaty akcyzy zawartej w cenie prądu. Sprawy te były jednak przez sądy administracyjne zawieszane do czasu rozstrzygnięcia przez nasz Trybunał Konstytucyjny pytania Naczelnego Sądu Administracyjnego dotyczącego zgodności przepisów regulujących kwestie nadpłat (Ordynacji podatkowej) z konstytucją. Trybunał Konstytucyjny umorzył  postępowanie, które stało na przeszkodzie, by wydawać wyroki w tych sprawach i od grudnia 2010 sprawy o zwrot nadpłaconej akcyzy mogą biec szybko. Nie ma przeszkód, by sądy administracyjne powróciły do rozstrzygania w sprawach o zwrot elektrowniom miliardów złotych nadpłaconej akcyzy za prąd.
Energa, ustami swojej rzecznik Beaty Ostrowskiej poinformowała autora, że "podobnie jak i inni wytwórcy prądu w Polsce, złożyliśmy skargę na decyzję odmowną Dyrektora Izby Celnej. Jednak na tle sumy wszystkich roszczeń opiewających - jak się szacuje - na ok. 4,5 mld zł, nadpłacona przez należącą do Grupy Energa elektrownię w Ostrołęce akcyza to zaledwie nieco ponad 3,5 proc. tej kwoty. Wynika to z faktu, że spośród wszystkich polskich grup energetycznych Energa posiada w swoich aktywach najmniej tzw. wytwarzania, czyli elektrowni, które płaciły wspomniany podatek akcyzowy. Udział Ostrołęki w krajowej produkcji prądu wynosi zaledwie 2 proc." Ledwie i nieco ponad oznacza roszczenie 175 mln zł.

Urodzaj ministrów
 Za bałagan w 2006 roku odpowiada Ministerstwo Finansów, a w szczególności jego szef.  Przypomnieć tu trzeba, że rok 2006 był urodzajny, gdy idzie o liczbę ministrów tego resortu, którzy obrodzili w tym płodnym roku w liczbie aż 5: Teresa Lubińska – do 6 stycznia, Zyta Gilowska od 7 stycznia do 24 czerwca, Paweł Wojciechowski od 25 czerwca do 14 lipca, Stanisław Kluza od 15 lipca do 22 września, a po nim – znów Zyta Gilowska. Który za co odpowiadał?
Poprosiliśmy prof. Zytę Gilowską o rozmowę na temat przebiegu wydarzeń w 2006 roku śląc do niej SMS z informacją, że tematem "będzie zaniechanie wdrożenia dyrektywy UE o akcyzie na energię". Była wicepremier odpisała, że nie ma czasu. "À propos - to nie jest sprawa publicystyczna. O ile pamiętam, w tej sprawie liczą się rozmaite szczegóły - terminarze i harmonogramy zdarzeń, tryby i procedury. Oraz UMOWY." – napisała.
W samej rzeczy, Zyta Gilowska ma rację: chodziło właśnie o wyjaśnienie trybów, terminów zdarzeń oraz procedur. Zaś pisząc wersalikami słowo „umowy” ma pewnie na myśli Traktat Akcesyjny.
Czy jednak odpowiedzialność za te „rozmaite szczegóły”, które już kosztują – bagatela – tylko 70 mln zł, a mogą kosztować Polskę może 4,5 mld, a może aż 10 mld, skończy się na stwierdzeniu, że to nie jest sprawa publicystyczna? Za zaniechania przy wprowadzeniu ceł na alkohol u progu transformacji przed ponad 20 laty jeden minister już zapłacił przed Trybunałem Stanu pozbawieniem biernego prawa wyborczego na 5 lat i zakazem pełnienia funkcji publicznych przez taki sam okres. Wtedy straty budżetu oceniano na kilkadziesiąt milionów zł.

Piotr Rachtan (artykuł opublikowany w miesięczniku Pogłos)