Minister skarbu, niegdyś przedsiębiorca, którego firma dziś nadal kwitnie, działa wciąż tak, jakby nie mógł opuścić strefy biznesu. Potwierdził ostatnio swoje zainteresowanie przemysłem chemicznym i kierunkiem, z którego do spółek tej branży miałby płynąć gaz ziemny.
Czymże jest prowadzenie interesów, jak nie podejmowaniem decyzji władczych w stosunku do podległych sobie firm? To jest przecież rozstrzyganie nie tylko o tym, czy dywidenda ma być czy też nie ma być wypłacona. Tu sprawę załatwiają doraźne potrzeby budżetu państwa i nieustanne ssanie resortu finansów. Władztwo biznesowe to także decydowanie o kierunkach rozwoju, o akwizycjach, a nawet - kierunkach zaopatrzenia w surowce i energię. Nie wspominając o dobieraniu członków zarządów i rad nadzorczych, co stanowi przedmiot westchnień i pożądania wielu polityków i ich dworaków.
Minister skarbu bardzo pragnął poszerzyć swoje (i państwa) wpływy, gdy na rynku pojawiła się możliwość przejęcia całkowicie prywatnego banku przez bank właściwie państwowy. Niewielka część akcji w obrocie giełdowym nie uczyniła jeszcze z banku PKO BP firmy prywatnej - skarb ma wpływ praktycznie na wszystkie decyzje, personalne i biznesowe, pośrednio a nawet - bezpośrednio.
Awantura o przejęcie wciąż jeszcze państwowej Energi przez w gruncie rzeczy państwowe PGE świadczy o wciąż niezaspokojonym apetycie skarbu na decydowanie władcze o kwestiach biznesu, wbrew opiniom fachowców i zasadom, na których straży stoją (niezależne, o zgrozo, od MSP) urzędy.
Wracając do wspomnianych firm chemicznych, to (jak czytamy w "Pulsie Biznesu") według Ministerstwa Skarbu Państwa, projekt uniezależnienia się branży chemicznej od dostaw gazu od PGNiG poprzez budowę gazociągu do Niemiec w rejonie Polic, nie ma uzasadnienia. Polska Izba Przemysłu Chemicznego, skupiająca największe firmy w tej branży, chce je uwolnić od dostaw z PGNiG. Ma temu posłużyć gazociąg łączący Polskę z Niemcami. MSP zwraca uwagę, że jeżeli chodzi o zapewnienie dostaw gazu dla przemysłu chemicznego, to PGNiG ma w planach inwestycyjnych m.in. budowę dwukierunkowego gazociągu Boernicke - Szczecin, którego celem jest połączenie polskiego systemu gazowego z systemem europejskim. Ponadto dywersyfikacji dostaw gazu służyć będzie również budowany w Świnoujściu terminal LNG.
Jak możemy wywnioskować, MSP przedkłada monopolistyczną pozycję gazowego giganta nad rachuby niektórych spółek chemicznych, które chcą się wywinąć z monopolu PGNiG. A bez poparcia MSP, czyli głównego akcjonariusza ZA Puławy, ZCh Police, Azoty Tarnów łącznie z ZAK czy też PKN Orlen z Anwilem nie będą mogły wesprzeć finansowo budowy gazociągu do Niemiec. Koniec, kropka. Jeżeli minister skarbu wie lepiej, co jest bardziej korzystne dla ZCh Police czy ZA Puławy i prze do tego, by firmy te realizowały nie swoje wizje biznesu, tylko działały w zgodzie z jego przekonaniami, to nie dziwmy się, jeśli wkrótce któryś minister zechce decydować o tym, jakiego nawozu więcej te firmy mają produkować. Z Warszawy pewnie lepiej widać. W następnym zaś okresie ministrowie zechcą też wpływać na rolników, by kupowali konkretne nawozy. Może więc byłoby lepiej, gdyby minister zawczasu wrócił do swojego dawnego biznesu?
Piotr Rachtan