Trybunał Konstytucyjny uznał za niekonstytucyjne jednolite składki ubezpieczenia zdrowotnego, jakie za rolników płaci budżet państwa. Reakcja Polskiego Stronnictwa Ludowego była piorunująca:

- PSL nie zgodzi się na żadne ruszanie KRUS-u - mówił w Poranku Radia TOK FM Marek Sawicki, minister rolnictwa i rozwoju wsi, minister skądinąd konstytucyjny.

Zdaniem Sawickiego rozwiązaniem byłoby zrobienie "prostego, kanadyjskiego czy szwedzkiego systemu ubezpieczeniowego, w którym państwo nie dopłacałoby ani do ZUS-u ani do KRUS-u. - Ryczałtowa składka, ryczałtowa emerytura, a jeśli pani chce się ubezpieczyć dodatkowo, niech pani robi to w dodatkowych funduszach - zaproponował. - Nie róbcie nagonki na rolników – zaapelował.

KRUS i podatki rolników to najbardziej delikatna – z powodów czysto politycznych, bo nie społecznych – sprawa. W Polsce od 21 lat nikt nie śmie wysunąć nie tylko ręki, ale nawet paluszka w kierunku rolnictwa. Przyzwyczajeni do podatku tzw. rolnego właściciele gruntów rolnych uważają, że to co oddają, wystarczy w zupełności. Wymiar tego archaicznego podatku zawiera się w równowartości pieniężnej 2,5 q żyta od 1 ha przeliczeniowego gruntów będących częścią gospodarstwa rolnego. Od 1 ha innych gruntów jest to równowartość pieniężna 5 q żyta. Ceny ustala się wg. średniej ceny skupu żyta. W 2009 roku podatek rolny wynosił 139,50 zł (od 1 ha przeliczeniowego gruntów). Tę kwotę, pomnożoną przez liczbę hektarów, rolnik płaci w gminie czterech ratach.

Wartość produkcji towarowej w indywidualnych gospodarstwa rolnych wynosiła w 2007 roku w przeliczeniu na 1 hektar użytków rolniczych 3151 zł. A zatem podatek, jaki rolnik płaci, to jakieś 5% tej sumy. Tymczasem obywatel prowadzący pozarolniczą działalność gospodarczą - płaci 19%.

W Polsce w 2007 roku indywidualne gospodarstwa rolne o powierzchni powyżej 1 ha użytkowały 14,088 mln ha użytków rolnych. Przy produkcji globalnej wynoszącej 5081 zł na hektar w gospodarstwie indywidualnym (wciąż – powyżej 1 ha), wartość produkcji towarowej wynosi 3139; w rezultacie „wskaźnik utowarowienia” można określić na 0,69. Zatem – uwzględniając liczbę ponad 14 mln użytkowanych hektarów można oszacować – pewnie bardzo zgrubnie – podatek CIT od rolników na kwotę 8,5 – 9 mld zł. Jest to chyba sporo, sporo więcej niż suma z podatku rolnego (ok. 2 mld).

W KRUS ubezpieczonych jest 1,5 mln rolników, z tego blisko 1,3 mln posiada grunty o powierzchni ponad 1 ha, co oznacza, że składka na ubezpieczenie zdrowotne może być finansowana z KRUS. Mój znajomy, który kupił działkę rolną o mniejszej powierzchni, był w gminie namawiany do dokupienia kawałka ziemi w Agencji Nieruchomości Rolnych: "Będzie pan mógł przejść do KRUS" - radził pracownik urzędu. Składka na ubezpieczenie zdrowotne rolników wynosi obecnie 17,5 zł miesięcznie od hektara przeliczeniowego (składka ta odpowiada cenie połowy kwintala żyta – znów to żyto - przemnożonej przez liczbę hektarów przeliczeniowych). W roku ubiegłym składka wynosiła 27,90 zł od hektara. Takie kwoty odprowadza do kasy NFZ budżet państwa, tymczasem w przypadku innych grup zawodowych składka wynosi 9 proc. osiąganych dochodów - i każdy opłaca ją z własnych pieniędzy. Świadczenia zdrowotne dla wszystkich są jednakowe. Prowadzący indywidualną działalność gospodarczą szewc czy fryzjer, który bez względu na to, czy ma dochody, czy nie, czy mieszka na wsi czy w mieście - musi płacić miesięcznie 950 zł. W tym – składkę zdrowotną. I niech opuści którąś, ZUS dobierze się z miejsca do jego konta.

Fragment najistotniejszy sentencji Trybunału Konstytucyjnego brzmi tak:

„Populacja rolników prowadzących działalność gospodarczą w zakresie rolnictwa (...) jest dzisiaj bardzo zróżnicowana, w przeciwieństwie do sytuacji w 1991 r., kiedy system powszechnej publicznej służby zdrowia powstawał. Obejmuje dużą liczbę osób o dochodach nieodbiegających od poziomu dochodów osób prowadzących działalność gospodarczą będących podatnikami podatku dochodowego od osób fizycznych, jednostki o bardzo wysokich dochodach oraz nadal bardzo pokaźną liczbę osób prowadzących gospodarstwa rolne o bardzo niskiej wydajności i dochodowości, żyjących na poziomie minimum egzystencji. Zdolność opłatowa tych trzech grup rolników objętych dziś jednolitym finansowaniem ich ubezpieczenia zdrowotnego w całości przez budżet państwa jest w rzeczywistości zasadniczo różna, co czyni zaskarżoną regulację (art. 86 ust. 2 w związku z art. 86 ust. 1 pkt 1 ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych) niezgodną z art. 32 w związku z art. 84 i art. 2 konstytucji.”

Gdyby minister Sawicki przeczytał uważnie sentencję, chyba by się z nią zgodził. Choć może kieruje się subiektywną oceną, wynikającą z bardzo kiepskiej, bo zerowej dochodowości jego własnego, 30. hektarowego gospodarstwa. W oświadczeniach majątkowych Marek Sawicki pisze, że przychody zrównoważyły – rok w rok – koszty. Należałby zatem do trzeciej kategorii „osób prowadzących gospodarstwa rolne o bardzo niskiej wydajności i dochodowości, żyjących na poziomie minimum egzystencji”. To pewnie stwarza w nim poczucie, że jest zwierzyną łowną, na którą zły Trybunał Konstytucyjny zorganizował nagonkę. Z drugiej strony, diety poselskie i inne dochody trochę standing Marka Sawickiego podnoszą, co w oświadczeniu majątkowym wyraźnie widać. Nie musi więc minister czuć się zagoniony w krzaki. Powinien poważnie potraktować wyrok, jeśli szanuje sądy i porządek określony konstytucją, na którą - zdaje się - składał przysięgę i niezwłocznie podjąć pracę nad przystosowaniem prawa do wymogów ustawy zasadniczej. I do zróżnicowania składki zdrowotnej od rolników indywidualnych w zależności od dochodów, przez nich osiąganych. Zrobić to trzeba w wyznaczonym przez TK terminie (15 miesięcy), tak jak trzeba wreszcie włączyć tę kategorię obywateli do powszechnego systemu podatkowego.

Piotr Rachtan