Trwają brutalne ataki na prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Małgorzatę Krasnodębską-Tomkiel. która stanowczo sprzeciwia się udawanej prywatyzacji spółki Energa przez drugą spółkę skarbu państwa - PGE.
Po wcześniejszych sugestiach premiera, do frontalnego uderzenia przystąpił minister Aleksander Grad. Na posiedzeniu sejmowej Komisji Skarbu postawił pani prezes zarzut nieznajomości rynku energetycznego, prawa, ustaw i Bóg wie, czego jeszcze. Znacznie gorzej zachował się poseł PSL Eugeniusz Kłopotek, który wywrzaskiwał na panią Tomkiel oskarżenia o nielojalność wobec władzy, nieznajomość reguł administracyjnych i ogólną niekompetencję. Uwagi do tego dołożył prezes PGE Tadeusz Zadroga.
Nazajutrz do chóru dołączył pewien prezydent - Andrzej Malinowski, szef Pracodawców RP, dawniej KPP (Konfederacja Pracodawców Polskich). Figura to znana, były wiceminister gospodarki w rządzie Pawlaka, sam też z PSL związany od zawsze, próbował nawet kandydować do Sejmu z regionu bydgoskiego. Do pani Krasnodębskiej- Tomkiel miał te same uwagi, co Grad, Kłopotek i inni dworacy. Powtarzał jak mantrę, że UOKiK nie ma prawa opiniować czegokolwiek, zanim nie zostanie wywołany do tablicy. I zachwalał, jak posłowie z komisji w ich wiernopoddańczym dezyderacie do rządu, wspaniały pomysł zbudowania firmy, która będzie miała (wg wiceministra skarbu Jana Burego) po połączeniu obu spółek: w mocach zainstalowanych 37% rynku, w produkcji energii - 43%, w dystrybucji 42%, a w handlu energią - 39%. Jak by nie patrzeć - stanie się podmiotem dominującym.
Prezydentowi Malinowskiemu nie dziwię się: PGE jest jednym z największych członków jego organizacji. Interes członka jest interesem głowy organizacji. Dlatego pewnie ten żar w głosie wielkiego Malinowskiego (pan prezydent to kawał chłopa), gdy bronił dzielnie PGE przed drobną Małgorzatą Krasnodębską - Tomkiel. Miał do tego prawo i obowiązek, występował przecież - jak to się kiedyś mówiło - z ramienia członka swojej konfederacji.
Piotr Rachtan