Przez media przetoczyła się niedawno seria polemik, wywołanych planem ministra skarbu przejęcia przez PKO BP banku BZ WBK, który chcą sprzedać Irlandczycy. Pomysł ministra Aleksandra Grada faktycznej nacjonalizacji dobrze funkcjonującego banku ostro skrytykowali niektórzy ekonomiście. Najmocniej zabrzmiał głos prof. Leszka Balcerowicza. W dyskusji pominięto jeden aspekt możliwej transakcji: wydanie dodatkowo 4,5 mld zł przez bank kupujący.
Jak donoszą dziś gazety, z ubiegania się o BZ WBK zrezygnowała włoska Intesa, zaś francuski olbrzym BNP Paribas zaczyna się wahać. Nie wiadomo, jaka jest postawa hiszpańskiego Santandera, ale i ten bank, gdy pozna szczegóły, może zrezygnować. Wtedy na placu zostanie zwycięski PKO BP.
O co chodzi? Chodzi po prostu o rozmiary pakietu, który ma być sprzedany. Jeżeli Allied Irish Banks - irlandzki właściciel - podtrzyma swoją decyzję o sprzedaży całego pakietu 70 proc akcji, które są w rękach AIB, wtedy nabywca, zgodnie z ustawą o obrocie papierami wartościowymi będzie musiał ogłosić tzw. wezwanie. Oznacza to, że opublikuje ofertę kupna akcji, pozostających w rękach innych, także - drobnych akcjonariuszy, którzy zainwestowali w akcje BZ WBK. Dodatkowy pakiet oznacza wydatek ok. 1 mld euro - 4 do 4,5 mld zł. Czy Bank PKO BP stać na taki wydatek? A może minister skarbu zechce podrzucić trochę kasy, żeby stanęło na jego? Oczywiście, Irlandczycy nie muszą się upierać, mogliby zostawić sobie nieco ponad 4 proc, by pakiet nie przekroczył 66 proc.
Takie rozwiązanie zostało zastosowane ostatnio przy zmianie właściciela Banku BPH, kiedy włoski UniCredit (właściciel Pekao SA) sprzedał niecałe 66 proc. akcji i nabywca (GE Money) nie musiał ogłaszać wezwania na wszystkie 100 proc. akcji.
Sytuacja nie jest, podobno, komfortowa dla PKO BP. Musi skądś wziąć dodatkowe pieniądze na wykup wszystkiego: z dywidendy (2,4 mld), z odłożonego w kasie zysku za 2008 r. (2 mld zł) i z zeszłorocznej emisji akcji (5 mld zł), przeznaczonej m.in. na zakup nowych systemów informatycznych, a nie na akwizycję. Ale o tym, jaką ten nasz prawdziwie polski bank podejmie decyzję, rozstrzygnie właściciel. A jest nim, w gruncie rzeczy, skarb państwa, reprezentowany przez Aleksandra Grada, który ostatnio w tej sprawie nabrał wody w usta. A co na to sławetny "akcjonariat obywatelski" - czy jego ktoś zapytał o zdanie? Akcjonariusze PKO BP nieprędko zobaczą dywidendę...
Piotr Rachtan