Gazeta Wyborcza opublikowała gwałtowną polemikę sekretarza Rady Gospodarczej przy premierze Adama Jassera z publikacjami prof. Leszka Balcerowicza. Twórca polskiego cudu gospodarczego ostro przeciwstawił się zamiarowi ministra skarbu odkupienia od irlandzkiego właściciela banku BZ WBK przez nasz polski, rodzimy PKO BP.

Balcerowicz przestrzegał przed renacjonalizacją instytucji finansowej, która stała się – głównie dzięki swoim świetnym menadżerom i know how, wniesionemu przez właściciela – jednym z najlepszych banków polskich. Polskich, nie zagranicznych, choć właściciel ma siedzibę na zielonej wyspie. Polskich, bo działających na polskim prawie bankowym i handlowym, spełniających polskie wyśrubowane normy, wreszcie – podlegających polskiemu nadzorowi finansowemu, a ten należy do najbardziej rygorystycznych w regionie.

Jasser zarzuca Leszkowi Balcerowiczowi, że jego propozycje idą pod prąd tendencjom i zaleceniom, jakie i Bank Światowy, i MFW zaproponowały dla zapobieżenia w przyszłości kolejnym kryzysom systemu finansowego. Te zalecenie to zaostrzenie kontroli państwa na sektorem finansowym, a zwłaszcza nad bankami. Balcerowicz nie krytykował tych zaleceń, uznawał natomiast wnioski, płynące z analiz, które ujawniały błędy władz publicznych, wielokrotnie też wskazywał, że to nie rynek jest przyczyną załamania. Jasser ujawnia swoją argumentacją, że ulega modnej propagandzie, zrzucającej wszelka odpowiedzialność na prywatne i rynkowe. Co zaś do Polski, to po prostu ma ona na tyle mocno kontrolowany przez państwo, przez regulacje i instytucje system, że zachował on odpowiednią odporność na chybotanie globalnego rynku. Mimo, że większość właścicieli polskich instytucji finansowych, zwłaszcza banków, ma siedziby w innych krajach. Okazało się, że zagraniczna własność nie zagroziła polskim klientom polskich banków – może coś więcej na ten temat powiedzieć szef Adama Jassera, jeszcze niedawno prezes Pekao SA – choć właśnie to   wieszczył jeszcze niedawno, o ile pamięć mnie nie myli, inny prezes, mianowicie Prawa i Sprawiedliwości. Ryzyka w polskim systemie okazały się znacznie niższe, niż gdzie indziej. Według raportu OECD właśnie zagraniczne banki w naszym kraju były w trakcie kryzysu czynnikiem stabilizującym sytuację.
Adam Jasser twierdzi, że skoro wielcy tego świata finansowego przykręcają państwową śrubę bankom, to widać mają rację, którą trzeba koniecznie przełożyć na polskie warunki. Nie rozumiem, dlaczego i teraz, tak jak przed dwoma laty, racja nie może być po stronie tych, co nie uznają zwiększenia obecności państwa w systemie finansowym i w gospodarce w ogóle za najlepsze lekarstwo. Widać tu manipulację uzasadniania zwiększenia obecności polityków w gospodarce jej dobrem. Wstrzemięźliwość bywa lepsza dla zdrowia, niż późniejsze szukanie dla chorego drogich lekarstw. Znane z historii nacjonalizacje kończyły się źle dla upaństwawianych instytucji finansowych. Przypomnieć warto przypadek Crédit Lyonnais.
Rojenie o niepolitycznej własności państwowej jest naiwnością, i bajką o dobrym socjalizmie. Spółka akcyjna PKO BP miała w latach 2000 - 2010 8 prezesów, porównywalny Pekao SA - 3, a BZ WBK - zaledwie 2. Utrzymywanie rządowego, a więc – politycznego – nadzoru właścicielskiego nad przedsiębiorstwem bankowym, zwłaszcza takim, któremu nie wolno dać upaść, bo skutki finansowe i polityczne byłyby zbyt groźne, zawsze będzie stwarzało pokusę do ręcznego sterowania bankiem. Także poprzez politykę personalną. W końcu zawsze znajdzie Staszek, który by się chciał sprawdzić w biznesie bankowym.
Pisze Adam Jasser, że „dziś jesteśmy bliżej marzenia, aby te spółki działały według zasad korporacyjnych i żeby
akcjonariat obywatelski był jak najszerszy w Polsce”. Rozumiem, że dotychczas spółki, o których autor pisze, w tym PKO BP, nie działają według najlepszych zasad korporacyjnych. I że dopiero po przejęciu dobrze zarządzanego BZ WBK bank polski stanie się – sam z siebie – wzorem korporacyjnych cnót. A wpływ na ten proces będzie mieć ów „obywatelski akcjonariat”. Nie znam takiej kategorii, jak akcjonariat obywatelski, choć z upodobaniem lansuje go znany geodeta inżynier Aleksander Grad. Akcjonariat obywatelski kojarzy mi się tylko z demokracją socjalistyczną, niemą jak ten akcjonariat. Pusty termin, wyjęty z nowomowy Prawa i Sprawiedliwości, ma być koronnym argumentem dla jednej z największych operacji finansowych na polskim rynku kapitałowym!
A wszystko po to, by z ten nowy, państwowy twór, jak pisze Jasser, stał się polską Nokią, która podbije świat. Rozumiem, że ktoś dla innowacyjnego PKO BP/BZ WBK taki plan już szkicuje?
Tego nie godzi się komentować.
Piotr Rachtan


Piotr Rachtan