Marcowe posiedzenie RPP zakończyło się sygnałami o konfliktach. Ze Sławomirem Skrzypkiem o sposób obliczenia zysku NBP za rok 2009 oraz o jego wielkość.
Zdaniem SS ma to być 4,166 mld zł. Większością głosów Rada Polityki Pieniężnej zmieniła uchwałę z 2006 roku w sprawie zasad tworzenia i rozwiązywania rezerwy NBP na pokrycie ryzyka zmian kursu złotego do walut obcych. To daje sposobność innego szacunku zysku NBP, według prof. Dariusza Filara może on wynieść 7 –8 mld zł. Różnica ma wielkie znaczenie dla rządu: 95 proc. zysku bank centralny ma obowiązek oddać budżetowi.
Uchwała musiała wzburzyć prezesa Skrzypka do tego stopnia, że tłumacząc na konferencji prasowej swoje stanowisko mówił, iż potrzebne jest powiększenie rezerw, bo polska waluta „jest w trendzie deprecjacyjnym”. Siedząca obok Skrzypka prof. Gilowska  interweniowała i prezes poprawił się: „w trendzie aprecjacyjnym jest złoty”.
Rozumiem, że dla prezesa banku centralnego właściwie nie ma większej różnicy między trendem deprecjacyjnym, a aprecjacyjnym. Dla niego najważniejsze jest, by polski złoty był po prostu w trendzie.
Prezes był dzisiaj w nastroju żartobliwym. Nie tylko z powodu niejasnego trendu, ale także na skutek wypowiedzi pani profesor Anny Zielińskiej-Głębockiej z RPP, która oceniła, że uchwała Rady ma na celu doprecyzowanie zasad obowiązujących w starym dokumencie z 2006 roku. Jej stanowisko było do tego stopnia nieznośne dla prezesa, że przesłał jej – tak jak to między uczniami w szkole – kartkę z wyrzutami.
Korespondencja między członkami RPP (prezes przewodniczy Radzie) nie objęła drugiej pani profesor - Zyty Gilowskiej. Ta stoi bowiem murem za prezesem Skrzypkiem. Nie stoi za to murem za premierem, któremu zarzuciła (w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”), że zrezygnował z ubiegania się o prezydenturę, bo jest w nim jakaś mroczna tajemnica. I na dodatek premier ma skłonność do okrucieństwa, którym wykazał się wobec Schetyny. „Ja powiedziałam do niego „bracie”, on do mnie "siostro" nigdy” – skarżyła się jeszcze.
Może dlatego na spotkanie premiera z Radą Polityki Pieniężnej nie przyszła.
W ten sposób wiadomo, że przynajmniej dwoje członków RPP jest w trendzie bocznym. Termin ten, znany z tzw. analizy technicznej kursów akcji, oznacza, że kurs nie wykazuje ani tendencji wzrostowej, ani spadkowej i waha się w mniej więcej stałym zakresie cen. Skrzypek, od czasu swojej sławnej autoprezentacji na sejmowej sali, nie zmienił się: wciąż mylą mu się nie tylko nazwiska, ale i podstawowe pojęcia z zakresu ekonomii i finansów. Pani Gilowska swojej niechęci do byłego brata nie kryje nadal. Oboje zaś w równym stopniu manifestują przywiązanie do rywali premiera.
Są więc w trendzie bocznym, który – jak uczą analitycy giełdowi – może trwać długo. Aż do przeceny akcji.
Piotr Rachtan