Pan prezydent jest pełen troski o obywateli. Na grypę wzywa swoje Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. Na szpitale – też ono ma być lekarstwem (o ile ankieta, rozesłana do wszystkich, coś przyniesie). Na kryzys globalny i starzenie się społeczeństwa polskiego recepty ma znaleźć Narodowa Rada Rozwoju (już raz się zebrała). A gdy w kopalni zdarzy się katastrofa, prezydent występuje z zapowiedzią inicjatywy ustawodawczej.
Na początku lutego w Katowicach odbyła się konferencja poświęcona bezpieczeństwu pracy. Tam właśnie pan prezydent zaanonsował swoją inicjatywę, która ma polegać na znowelizowaniu ustawy o swobodzie gospodarczej z 2004 roku, którą zmieniano już kilkakrotnie, ostatni raz w 2009 roku. L. Kaczyński stwierdził m.in., że w Polsce powraca tendencja do unikania kontroli w przedsiębiorstwach, czemu sprzyja zapis obowiązującej ustawy nakazujący zgłaszanie kontroli na tydzień z góry. Skrytykował też inny zapis w ustawie, ograniczający limit dni kontroli w jednej firmie w ciągu roku.
Prezydent ocenił, że obecna ustawa - w stosunku do potrzeb nadzoru m.in. nad bezpieczeństwem pracy - jest „kagańcowa”. „Stąd występujemy z projektem zmiany tej ustawy, która likwiduje w ogóle inspekcję pracy jako przedmiot objęty tą ustawą i która likwiduje owe limity czasowe” – tłumaczył swoje stanowisko L. Kaczyński.
Prezydent powiedział, że rozumie sposób myślenia pracodawców, dla których kontrole bywają uciążliwe. Podkreślił jednak, że polityka państwa zawsze musi zakładać równoważenie interesów - w tym przypadków interesów związanych z bezpieczeństwem pracy, uczciwością działalności finansowej, zachowaniem reguł ochrony środowiska, a z drugiej strony - z sukcesem przedsiębiorcy. „Tu ta równowaga została zerwana” – zaznaczył.
Bardzo ostro o pomysłach prezydenta wypowiada się twórca ostatniej nowelizacji tej samej ustawy, były wiceminister gospodarki, poseł PO Adam Szejnfeld, obecnie szef Zespołu Ekspertów ds. Finansów, Gospodarki i Rozwoju Przedsiębiorczości Platformy Obywatelskiej.
Mówi on, że w Polsce ustawą o swobodzie działalności gospodarczej „udało nam się osiągnąć tzw. złoty środek, a więc równowagę pomiędzy wolnością gospodarczą a obowiązkami państwa dbania o bezpieczeństwo społeczne.”
Przeciwników prawdziwej swobody gospodarczej, w tym chyba także pana prezydenta, najbardziej drażni w ustawie to, że według artykułu 79 ustawy „organy kontroli zawiadamiają przedsiębiorcę o zamiarze wszczęcia kontroli”. Można się domyślać, że L. Kaczyński sądzi, że w ten sposób kontrolowana firma otrzymała od ustawodawcy czas na spreparowanie dokumentów, przygotowanie fałszywych zeznań, ukrycie materialnych dowodów przestępczej działalności – słowem, otrzymała w prezencie możliwość oszukania kontrolerów, reprezentujących państwo. Tymczasem ani pan prezydent, ani inni przeciwnicy swobody gospodarczej nie przeczytali dalszego ciągu artykułu 79, bo tam posłowie jasno zapisali wyłączenia, czyli możliwość przeprowadzania kontroli z marszu, bez powiadamiania przedsiębiorcy, gdy zachodzi taka konieczność.
Nieprawdą jest więc by nowe przepisy uniemożliwiły kontrole w określonych sytuacjach, albo w pewnych przedsiębiorstwach, na przykład w kopalni, na placu budowy, w przedszkolu, czy w zakładzie mięsnym w sytuacjach ochrony zagrożonego życia i zdrowia, a także środowiska oraz w przypadku zapobiegania wykroczeniom lub przestępstwom (także karnoskarbowym). Zapisy ustępu 2 tego samego artykułu 79 pozwalają wręcz na nieograniczone postępowania kontrolne. Oczywiście, w kopalni węgla kamiennego żaden inspektor czy kontroler nie zjedzie na dół bez uprzedzenia kierownictwa kopalni: musi się przecież przebrać, ktoś musi być jego przewodnikiem po chodnikach, wreszcie – winda też nie jest samoobsługowa. Na dowód warto zacytować ust. 2: „Zawiadomienia o zamiarze wszczęcia kontroli nie dokonuje się, w przypadku gdy: […]przeprowadzenie kontroli jest niezbędne dla przeciwdziałania popełnieniu przestępstwa lub wykroczenia, przeciwdziałania popełnieniu przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego lub zabezpieczenia dowodów je-go popełnienia; […]przeprowadzenie kontroli jest uzasadnione bezpośrednim zagrożeniem życia, zdrowia lub środowiska naturalnego.” Wyłączeń jest więcej, ale chyba wystarczą te dwa, by uświadomić prezydentowi, że nowelizować ustawy nie warto: trzeba stosować już istniejące przepisy, które dają wystarczającą gwarancję państwu i jego organom, że nie zostaną oszukani przez przedsiębiorców.
Zasady te dotyczą wszystkich służb kontroli, a więc nie ma potrzeby wymieniać te uprawnione, albo tworzyć odrębne przepisy dla określonych instytucji kontrolnych, jak – wydaje się – chciałby prezydent Kaczyński. „Takie rozwiązania byłyby wręcz niezgodne ze sztuką prawodawczą i zachęcałyby do wyłączania spod ogólnych zasad coraz to nowych instytucji. Doprowadziłoby to do rozsypania się całego systemu i powrotu do starych, złych, krytykowanych i szkodliwych rozwiązań” – uważa poseł Adam Szejnfeld.
Podobne zastrzeżenia wrogów swobody działalności gospodarczej wywołuje zakaz prowadzenia w firmie więcej, niż jednej kontroli na raz. Znane są sytuacje, gdy do przedsiębiorstwa wkracza kontrola, zanim poprzednia zamknie za sobą drzwi. Tymczasem art. 82 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej dopuszcza wejście kolejnej kontroli do firmy, jeśli zapobiec to może przestępstwu, albo gdy zagrożone jest życie, zdrowie bądź środowisko.
Problem przeciwników wolności gospodarczej – do czego nigdy w życiu oni się nie przyznają – leży w tym, że w głębi duszy nie lubią przedsiębiorców. Kołacze się w nich niechęć, wyniesiona może jeszcze z PRL, do tzw. inicjatywy prywatnej. Mam nadzieję, że nie jest to przypadek pana prezydenta.
Podczas zorganizowanej też w lutym przez Śląsko-Dąbrowską Solidarność debaty o bezpieczeństwie pracy prezydent przypomniał też, że jest przeciwnikiem prywatyzacji górnictwa. Powstaje pytanie, czy – chcąc przeciwdziałać procedurom prywatyzacyjnym w tym sektorze – wezwie na pomoc BBN, czy może sięgnie po kolejną inicjatywę ustawodawczą.
Piotr Rachtan
(dla miesięcznika POgłos)