O tym, że suma wolności i bezpieczeństwa jest stała (im więcej bezpieczeństwa tym mniej wolności i odwrotnie) wiadomo od dawna. O tym, że podobny związek zachodzi między bezpieczeństwem socjalnym i poziomem życia dowiadujemy się od dwudziestu lat. To jedno z twardszych praw ekonomii i ucieczki przed nim nie ma.
Parafrazując Churchilla rzec by można, że kapitalizm nie jest być może ustrojem najlepszym, ale niczego lepszego jeszcze nie wymyślono. Nową dla nas wiedzę zdobywamy, niestety, na własny rachunek. A bywa, że uczciwiej byłoby, gdyby płacili nasi nauczyciele.

Opatów – studium przypadku
Tak chyba stało się w Opatowie. To niewielkie miasteczko w województwie Świętokrzyskim, położone na trasie z Kielc do Lublina znane jest chyba najlepiej ze swych wspaniałych podziemi, gdzie wytyczono specjalne trasy dla turystów. Od kilku dni znane jest też poprzez tragiczną sytuację pracowników firmy „Collar Textil”. Od czerwca do września tego roku wypłacano im po 200 (słownie dwieście) złotych miesięcznie, a od września nie dostają nic. Sytuacja taka nie jest w Polsce, niestety, wyjątkowa. Coraz więcej zakładów pada, ludzie tracą pracę i – co gorsza – wiele tzw. zabezpieczeń, na które od lat odkładali ciężko zarobione pieniądze licząc na to, że w potrzebie będą mogli z odkładanej w ten sposób forsy skorzystać. To zabezpieczenie, to nie tylko składki na ZUS, czy rozmaite formy ubezpieczeń. To również składki na związki zawodowe i kasę zapomogowo pożyczkowa. Jeśli pracodawca nie płaci składki ZUS, to można oczekiwać, że pieniądze zostaną przelane ze specjalnego, utworzonego w tym celu, funduszu lub pobrane z masy upadłościowej przez syndyka. Składek na związki ani kasę zapomogową nie zwróci nikt. Tak stało się w Opatowie. Nie ma opłacanych przez pracowników składek, pieniędzy, które zarabiające po 900 czy niewiele ponad tysiąc złotych miesięcznie kobiety płaciły na rzecz zabezpieczenia w takiej jak dziś sytuacji. Część tej forsy nie była po prostu – podobnie jak składka ZUS – odprowadzana na właściwe konta, ale – jeśli ja dobrze Panią Prokurator Małgorzatę Sowińską – Lalek zrozumiałem – opatowska Prokuratura Rejonowa prowadzi dochodzenia w sprawie zniknięcia pieniędzy z konta Kasy Zapomogowo Pożyczkowej. Jeśli tak rzeczywiście jest, to mamy zjawisko, może nie całkiem nowe, ale na pewno nie tuzinkowe. W tym konkretnym przypadku doszło do utraty przez kasę(?) „płynności finansowej”. Nie wiem jak to się stało. Być może chodzi np. o to, że przyduszeni ciężką sytuacją finansową ludzie brali pożyczki, a wpłaty kasy nie zasilały? Bo z 200 złotych niczego i na żaden cel potrącić się nie da. Ja tego nie wiem, a prokurator też mi nie powiedziała, bo dochodzenia nie ukończyła.

Musztarda po obiedzie
Nie wiem co dochodzenie to pokaże. Boję się jednak, że okaże się, iż wszystko jest zgodne z prawem. Jeśli jednak nawet pokaże, że ktoś coś „przekręcił” lub po prostu zawalił, to i tak niewiele to w sytuacji pracowników zakładu zmieni. Dziś mamy wyścig likwidatora z (niepowołanym jeszcze) syndykiem. Na razie pracownicy, w większości kobiety, zamiast szykować Święta siedzą w swym zakładzie i pilnują jego majątku, bo mają nadzieję, że z masy upadłościowej syndyk wypłaci im namiastkę poborów. Na pracę nadziei nie mają, bo Opatów to nie Warszawa i nie wystarczy poszukać roboty w innej dzielnicy. O tym jakie będą mieć Święta wolę nie myśleć, bo przypomina mi się dawno czytana powieść Dickensa. Ta o Wigilii. Bez przemiany głównego bohatera. Co gorsza wydaje mi się, że tym dickensowskim draniem jest po trochu każdy z nas. Nas na pewno żaden duch w Wigilię nie dopadnie, ale wolałbym wtedy myśleć, że dzieci tych ludzi będą z nimi w domu zamiast składać okupującym zakład rodzicom życzenia przez telefon.
 
Lepiej zapobiegać niż leczyć
O tym, ze prawo mamy z jednej strony „dziurawe”, a z drugiej sprzeczne nie ma nawet sensu pisać; to wie każdy, kto się o prawo otarł. Mnie przeraziły informacje o rozmaitych posunięciach „praktycznych”. Polegają one z grubsza biorąc na tym, że z jednej strony posłowie piszą pisma do rozmaitych organów wymiaru sprawiedliwości, z drugiej zachęca się pracowników do składania odrębnego wniosku o upadłość. Rozumiem, że żadne z tych działań nie ma na celu ani naginania prawa do czyichkolwiek partykularnych interesów, ani – Boże uchowaj – prawa tego łamania. Mają one na celu pomoc znajdującym się w tragicznej sytuacji ludziom. Jeśli jednak wszystkie zamieszane w sprawę urzędy i instytucje pracują poprawnie i „zgodnie z prawem”, to działania te nie mogą być skuteczne, bo wymuszałyby właśnie wyjątkowe traktowanie załogi „Collar Textil”. A to inni ludzie mogliby np. potraktować jako naruszenie konstytucyjnej zasady równości wobec prawa, a na pewno wobec Państwa.

A jednak innej drogi nie ma
Nasze (inne chyba też) Państwo nie dopracowało się żadnej instytucji reprezentującej obywatela przed tzw. prawem zanim popełnione zostanie na szkodę tego obywatela jakieś przestępstwo. Dotyczy to głównie właśnie spraw „ekonomicznych” i socjalnych. Państwo nie musi być w gospodarce obecne, ale powinno ją obserwować. Na razie działają na tym polu pojedynczy ludzie lub rozmaite organizacje pozarządowe i partie polityczne. To pewnie w zgodzie z duchem tak przez prawników hołubionego wzorca prawa rzymskiego i kupy wzniosłych lecz niewiele wartych łacińskich sentencji, ale zupełnie nie pasujące do wciskanych nam do głowy ideałów. Pole między skrajnym liberalizmem, a komunizmem jest równie szerokie jak dystans dzielący noblistę z ekonomii od robotnika opisywanego przez francuskich realistów. I na poziomie reprezentowanym przez „Collar Textilt” to pole jest puste. Dziś beznadzieja sytuacji jego pracowników „bije po oczach”. Ale to przecież nie stało się przedwczoraj o godzinie 14:21:36. To był proces. Prawdopodobnie o wiele dłuższy niż sześc miesięcy. I nikt nikogo nie ostrzegł, że może wpakować się w taką sytuację. Można, oczywiście powiedzieć, że każdy swój rozum ma i sam o sobie decyduje. Można też powiedzieć, że odpowiedzialność jest proporcjonalna do wysokości stołka na którym się siedzi. Można. Tyle tylko, że w obu przypadkach można również stawiać kolejne pytania. Tak się dochodzi do egzystencjalizmu. Ale to nie jest produktywne, a jeść każdy musi. Na razie, w tym konkretnym przypadku, najważniejsze jest chyba uzyskanie choć tego, co można z masy upadłościowej. Bo innych pomysłów nie ma. W moim odczuciu sytuacja jest arcygłupia. Aby tę forsę w miarę szybko dostać trzeba przyspieszać sądowe decyzje. I w tym sensie podejmowane działania są sensowne i słuszne. Bez decyzji sądu niczego zrobić się nie da. Ale na sąd naciskać nie wolno, bo łamie to zasady tzw. demokratycznego państwa prawa. Tylko po jaką cholerę to państwo oszukanym (bo, w moim odczuciu, ktoś – może nie konkretna osoba, ale np. my wszyscy? – ich jednak oszukał) w Opatowie ludziom? Co ma im do powiedzenia?!

PS. Informację o sytuacji w Opatowie uzyskałem ze strony http://www.kos.cba.pl/forum/viewthread.php?forum_id=16&thread_id=110#187. Poruszył mnie zamieszczony tam apel o pomoc. Początkowo miałem zamiar napisać jasny i zwięzły artykuł o oszukanych ludziach i ich kłopotach w doprowadzeniu do podziału masy upadłościowej przez syndyka. Szczególnie wkurzyła mnie informacja o utracie prywatnej forsy pracowników, bo ja zostałem kiedyś tak właśnie potraktowany przez jedną z kieleckich uczelni, która zabranych mi „do depozytu” moich prywatnych rzeczy do dziś nie oddała. To jeden z powodów, dla których zainteresowałem się tematem. Rzeczywistość okazała się – przynajmniej dla mnie – zbyt skomplikowana, by taki artykuł w jakimś sensownym czasie napisać. Może ktoś z Państwa napisze o tragedii pracowników z „Collar Textilu”? Można nawiązać kontakt z prowadzącym portal http://www.kos.cba.pl, który na pewno dalej pokieruje. Ale najważniejsze jest by wpaść na pomysł jak można tym ludziom pomóc. Może da się jeszcze uratować zakład? Produkował markowe ciuchy sprzedawane pod firmą „Wólczanki”, a pracujący tam ludzie to znakomici fachowcy. Upadek takiej firmy to nie tylko strata dla jej pracowników, ale – na dłuższą metę – dla nas wszystkich, bo zespól łatwo jest zniszczyć, ale bardzo trudno odbudować. Ludzie w naszym klimacie raczej nago chodzić nie będą, wiec i popyt na np. koszule pewnie by się znalazł. Chyba nawet nie trzebaby go długo szukać, bo renomę firma ma. Może np. przekształcić ją w spółdzielnię pracownicza? Dziś pewnie żaden bank nie da na to pieniędzy, ale gdyby tak ktoś poręczył? Albo zainwestować i zakład wykupić? To się może opłacić. A może ktoś ma lepszy pomysł? Wiem, że to bardzo trudne, ale w okresie Świąt cuda się przecież zdarzają.
Waldemar Korczyński

Komentarze

swietokrzyskikos | 2009-12-17 21:07

Ktoś powie nie mam pomysłu, bo wszystkich należy traktować równo - zgoda. Pomysł jest: 1 zamiast jechać do Warszawy na manifestacje z całej Polski, gdzie wręcza się "papierek" premierowi czy ministrom, proponuję wyjeżdżać do strajkujących ( okupujących załug zakłady pracy), mniejsze koszta, i bicie piany z której nic nie wynika, " papier" może dostarczyć np. goniec. 2 W opatowie można powołać sztab kryzysowy, zebrać należną kwotę np. z Wojewódzkiego Biura Pracy, starosty, burmistrz,marszałka województwa.itd.itp.wypłacić zaległe pobory, niech władza sądzi się z nieuczciwym pracodawcom, wówczas sądy przyspieszą sprawy o upadłość i skonfiskują mienie, które nabył złodziej oszukując podwładnych.My wiemy kto to jest ile ma firm w Polsce (sprawcie to). 3 Można by przekształcić ten zakład np. na inną produkcję itp. niestety "duchy zła" już dogadały się, aby w tych halach np. był supermarket, tam działa pajęczyna, czytaj "ośmiornica". 4 Zarząd Regionu NSZZ "Solidarność" w Stalowej Woli myślał, że okupacja została zakończona ...

swietokrzyskikos | 2009-12-17 21:10

Ktoś powie nie mam pomysłu, bo wszystkich należy traktować równo - zgoda. Pomysł jest: 1 zamiast jechać do Warszawy na manifestacje z całej Polski, gdzie wręcza się "papierek" premierowi czy ministrom, proponuję wyjeżdżać do strajkujących ( okupujących załug zakłady pracy), mniejsze koszta, i bicie piany z której nic nie wynika, " papier" może dostarczyć np. goniec. 2 W opatowie można powołać sztab kryzysowy, zebrać należną kwotę np. z Wojewódzkiego Biura Pracy, starosty, burmistrz,marszałka województwa.itd.itp.wypłacić zaległe pobory, niech władza sądzi się z nieuczciwym pracodawcom, wówczas sądy przyspieszą sprawy o upadłość i skonfiskują mienie, które nabył złodziej oszukując podwładnych.My wiemy kto to jest ile ma firm w Polsce (sprawcie to). 3 Można by przekształcić ten zakład np. na inną produkcję itp. niestety "duchy zła" już dogadały się, aby w tych halach np. był supermarket, tam działa pajęczyna, czytaj "ośmiornica". 4 Zarząd Regionu NSZZ "Solidarność" w Stalowej Woli myślał, że okupacja została zakończona ...

swietokrzyskikos | 2009-12-17 21:10

w zeszły piątek ..., a tak 17 grudnia o godz. 11:00 oznajmił przewodniczący Regionu, do którego załoga wpłacała składki.W dniu 18 grudnia od godz. 12:00 nastąpi blokada przejść dla pieszych i okupacja różnych instytucji w Opatowie oraz zakłady pracy, te ponad 200 kobiet nie poddadzą się, one nie mają za co żyć, ani nie mogą nic kupić na święta, a my będziemy obrzerać się i balować na sylwestra, oto Polska cała, gdzie my jesteśmy, co znami zrobił system komunistyczny, dlaczego wypalono nam mózg, nie czyły na ludzkom krzywdę - ilu nas jest, co jeszcze mamy trochę w sobie człowieczeństwa, czy tylko jesteśmy mrówkami lub wilkami?