- O, Jezu! Dzieci! Zbierajta te zabawki! Już, już! Ala, bier kubełko!
- Jakie kubełko, mamo?
- No to! Od wyngla! Szybko leć... I korytko świniowe bier! Szybko dzieci! Gdzie ojciec? Aha... Pijany śpi... To dobrze... Dobrze... Ty stary ,budź się! Budź się! Bier siekiera! Przywieźli wyngiel! Wyngiel! Wyngiel je we wiosce!
- Wojna będzie. Przed wojną tyż był… (dialog z filmu „Miś”)

Dziś węgla kamiennego mamy w Polsce pod dostatkiem. Leży niesprzedany na zwałach, import kwitnie, w kopalniach ostatnio nie słychać o strajkach. SA też i katastrofy, ale to jest skutek albo losowy, warunków geologicznych, albo patologii, która polega na zaniedbywaniu czynnika bezpieczeństwa, bo nadzór uznał go za zbyt kosztowny.

Zasoby
Nie musimy się szczególnie martwić o zasoby naszego węgla kamiennego. Szacuje się je na 16 mld t, (brunatnego - 14 mld); są one jedynie mniejsze od zasobów Rosji. Wystarczą na pokrycie polskich potrzeb energetycznych przez okres dwóch stuleci. Specjaliści uważają, że Polska, mając takie zasoby kopalnych surowców energetycznych, powinna na nich opierać swoje bezpieczeństwo energetyczne, tak jak i na biomasie, którą zapewnić mogą wielkie obszary ziem uprawnych (ponad 19 mln ha).
Jednak perspektywicznie rola węgla w bilansie energetycznym będzie maleć. Prognozy Ministerstwa Gospodarki przewidują, że w roku 2020 krajowe zapotrzebowanie na węgiel kamienny wyniesie ok. 60,4 mln ton (wobec 76,5 mln ton w roku 2006), natomiast na węgiel brunatny 44,2 mln ton (wobec 59,4 mln ton w roku 2006).
Sektor węglowy pozostawiony sam sobie będzie mocno tracił na znaczeniu. W 2008 roku import węgla wyniósł ponad 10 mln ton i znacząco przekroczył eksport, a w tym może wynieść 15 mln ton. To nie wróży dobrze przyszłości górnictwa.
Priorytetem dla spółek węglowych pozostaje udostępnienie nowych pokładów i zwiększenie wydobycia węgla. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Na inwestycje w górnictwie do 2015 roku trzeba wydać ok. 20 mld zł.

Kiepsko na rynku
A tymczasem sytuacja ekonomiczna sektora wydobycia węgla kamiennego jest kiepska. Resort gospodarki podał, że w czterech pierwszych miesiącach 2009 roku rentowność górnictwa wyniosła zaledwie 0,5 proc. Wygląda na to, że mamy do czynienia z agonią sektora węglowego, który niebawem może podzielić los polskich stoczni. Z raportu Ministerstwa  Gospodarki wynika, że wydobycie węgla energetycznego w porównywalnych okresach lat 2008-09 spadło o 2,1 proc, natomiast węgla koksowego o 38,1 proc. Dane nakazują bić na trwogę - gdy porównamy pierwsze kwartały 2008 i 2009 roku, to okaże się, że w 2009 roku polskie kopalnie wypracowały 38,9 mln zł zysku netto, czyli aż o ponad 250 mln zł mniej niż w ubiegłym roku. Najgorsze jest to, że po ustąpieniu kryzysu polskie kopalnie nie będą w stanie odzyskać utraconego rynku, gdzie ulokował się węgiel z importu.
Mirosław Kugiel, prezes zarządu Kompanii Węglowej, wskazuje, że górnictwo jest narażone na wahania koniunktury.
- Zaczynamy się więc zastanawiać, jak w takiej sytuacji budować wieloletnią strategię - przyznaje prezes Kugiel. I podkreśla, że w przypadku Kompanii Węglowej przeszło 80 proc. stanowią koszty stałe. Nie ma tu możliwości manewru, bo zwolnienia nie wchodzą w grę. Kompania cały czas czeka (i pewnie się nie doczeka) na obiecane dokapitalizowanie w wysokości 416 mln zł, które jest istotne dla spółki spłacającej historyczne długi.

W roku 2009 zapotrzebowanie na węgiel będzie znacząco mniejsze niż w 2008 r. Sektor elektroenergetyczny już zapowiedział, że odbierze mniej węgla. Na zwałach spółek węglowych w lipcu 2009 r. zalegało ok. 5 mln ton węgla.

W ubiegłym roku spółki węglowe wygenerowały 741 mln zł zysku netto, rozpoczęły też wiele inwestycji. Wyraźne zmiany na rynku surowcowym przyniosła jednak końcówka roku. Zapotrzebowanie na węgiel zarówno koksujący jak i energetyczny spadło, a wraz z nim także ceny surowca.

Grzechy
Jak mówił były wicepremier Janusz Steinhoff sytuacja w górnictwie jest bardzo zła. Koszty wydobycia wzrosły, wydajność spadła o 4,6 proc. A wynagrodzenia wzrosły o 15,4 proc. Perspektywy są nie najlepsze, zważywszy, że spada produkcja i sprzedaż energii elektrycznej. Trzeba się w górnictwie skoncentrować na redukcji kosztów. Nie ukrywam, że z ogromnym zdziwieniem dostrzegam wzrost płac w górnictwie, bo przecież podwyżki otrzymali pracownicy Kompanii Węglowej. Związki zawodowe powinny zrozumieć, że to podpiłowywanie gałęzi, na której się siedzi. - Przyszłość górnictwa będzie wynikała z koncepcji prywatyzacji i z założeń Pakietu klimatycznego.
Zdaniem Janusza Steinhoffa, należy przyspieszyć likwidację trwale nierentownych części kopalń i skoncentrować się na inwestycjach, które będą rentowne.
Spółki węglowe, według byłego wiceministra gospodarki Adama Szejnfelda (PO), reagując na pogarszające się warunki makroekonomiczne opracowały plany antykryzysowe, których realizacja pozwoli na zminimalizowanie negatywnego wpływu czynników zewnętrznych na ich sytuację. Plany te są aktualnie wdrażane, a spółki produkujące węgiel energetyczny osiągają dodatni wynik na działalności operacyjnej. Obok zmniejszania kosztów ograniczane jest również wydobycie węgla. W pierwszym półroczu br. wyniosło ono ponad 36 mln ton  i było niższe niż w rok wcześniej aż o 3 mln ton.
Według wiceminister gospodarki Joanny Strzelec-Łobodzińskiej, polskie górnictwo odczuło skutki światowego kryzysu, podobnie jak wszystkie branże przemysłowe. - Zauważamy spadek zapotrzebowania na energię elektryczną rzędu 4-6 proc., jednak górnictwo z pewnością sobie z nim poradzi – powiedziała. Jej zdaniem, węgiel pozostanie stabilizatorem bezpieczeństwa energetycznego kraju, co znalazło wyraz w zapisach „Polityki energetycznej Polski do 2030 r.”. - W naszym energy-mix będzie wprawdzie mniej węgla, pojawi się bowiem energetyka jądrowa i energia zielona. Jednak nadal ok. 60 proc. energii w kraju będziemy produkować z węgla – wyjaśniła.

Według Jerzego Markowskiego, dawnego wiceministra gospodarki i eksperta ds. górnictwa, głównym grzechem polskiego górnictwa pozostaje brak uporządkowania handlu węglem, a co za tym idzie cen węgla. Inne ceny mamy na kopalniach, a całkiem inne u pośredników. To również wpływa na negatywne postrzeganie górnictwa i irytację klientów.

Kolejnym grzechem jest to, że w czasie koniunktury na rynku węgla - w ciągu ostatnich trzech, czterech lat - nie wzięto się za realizację inwestycji i nie przeznaczono wypracowanych środków na rozwój. - Problemem jest również to, że górnictwo nie wykorzystuje prawnych narzędzi ochrony polskiego rynku węglowego przed importem węgla - podkreśla Markowski. - A wystarczyłoby zmniejszyć o połowę import węgla do Polski, by zniknęły zwały węgla przy kopalniach i elektrowniach. Jest ustawa, która daje szanse na sprzeciw polskiego producenta przeciwko sprowadzaniu produktów, które są wytwarzane w krajach dostawców z wykorzystaniem subwencji budżetowych.

Według J. Strzelec-Łobodzińskiej konieczne są w związku z tym inwestycje w sektorze. - Nie można zrezygnować z inwestycji w górnictwie. W bieżącym budżecie zabrakło środków na ten cel. Mam nadzieję, że znajdą się w roku przyszłym - powiedziała. Jak poinformowała, Ministerstwo Gospodarki przygotowało już do notyfikacji Komisji Europejskiej program podziału funduszy między spółki. – Znaczne środki na inwestycje, prace przygotowawcze i sprzęt przeznaczyły same spółki – dodała.
Wiceminister Strzelec-Łobodzińska zapewniła, że dokument zgodny jest z polityką energetyczną Wspólnoty, a jego zapisy stanowią odpowiedź na zobowiązania nakładane na Polskę przez UE w ramach tzw. 3X20. – Szacujemy, że obecny 95-proc. udział węgla w produkcji energii elektrycznej zredukujemy do ok. 60 proc. Mix energetyczny uzupełnią źródła odnawialne – 18,8 proc., i paliwo jądrowe – powyżej 15 proc. – poinformowała.
Jej zdaniem, sektor górniczy podjął też wszelkie możliwe działania w celu ograniczenia skutków spowolnienia gospodarczego. – Zwiększono o 15 proc. wskaźnik natężenia robót przygotowawczych. Po raz pierwszy od dłuższego czasu wrócił on do optymalnego poziomu ponad 5 proc. – poinformowała wiceminister gospodarki. Pozwoli to przygotować odpowiednie zaplecze na czas zwiększonego zapotrzebowania na węgiel. Branży udało się także w tym roku obniżyć o 500 mln zł koszt sprzedanego węgla i osiągnąć dodatni wynik sprzedaży.

Związkowcy
Wydobycie węgla kamiennego i kondycja sektora a także wszelkie projekty restrukturyzacji tej branży są czujnie obserwowane przez działaczy górniczych związków zawodowych, którzy wciąż mają wielki wpływ na załogi i kontrolują uważnie nie tylko obszar zatrudnienia, płac itp., ale także starają się ingerować w politykę państwa wobec tej dziedziny.
Nie ma się czemu dziwić, skoro spore koszty utrzymana aparatu związkowego pokrywają pracodawcy (czyli kopalnie). W Kompanii Węglowej na etaty, biura, delegacje związkowe poszło w 2007 roku 20 mln zł, - To dlatego, że zakład musi zapewniać utrzymanie etatów, biurek, siedzib dla każdego, również kanapowego związku - stwierdził Jarosław Grzesik, zastępca przewodniczącego sekcji krajowej górnictwa węgla kamiennego NSZZ „Solidarność". - „S" w Kompani Węglowej ma 16,1 tys. członków. To 25,5 proc. załogi. Ale obok działa związek, który ma tylko 30 członków. I jemu też trzeba zapewnić siedzibę i pokryć wydatki - opowiada Grzesik
Na utrzymanie związków w trzech największych spółkach węglowych wydaje się rocznie (2008) ponad 40 mln zł (czyli 377 zł na zatrudnionego).
Około 90 proc. kosztów związkowych stanowią pensje działaczy, którzy dbają też o inne przywileje, np. szef górniczej „Solidarności" Dominik Kolorz codziennie korzysta ze służbowego auta z kierowcą. - Nie mam prawa jazdy - tłumaczył związkowiec.

Są też i ewidentne patologie. W KWK „Jankowice” firma Eden zajmuje się organizacją kolonii dla dzieci pracowników i wyjazdów rekreacyjnych dla pracowników kopalni. Co roku kopalnia organizuje konkurs ofert na zorganizowanie letnie wypoczynku dla dzieci pracowników kopalni. W procedurze wyboru uczestniczą też przedstawiciele organizacji związkowych. I co roku wśród wygranych jest spółka Eden - w radzie nadzorczej firmy zasiadają przecież przedstawiciele Kadry, Rybnika 90, ZZG i Solidarności. Spółka Krajbus świadczy usługi turystyczne. Ma do dyspozycji karetkę i autobus turystyczny. Prezes i jego zastępca reprezentują Solidarność, która założyła spółkę i chyba nieco uraziła w ten sposób inny związek - Związek Zawodowy Górników. Nieoficjalnie mówi się, że kierowcy pracujący dla Krajbusa to członkowie komisji zakładowej związku „Solidarność".

„Jankowice" obsługuje też spółka Budwex zajmująca się dystrybucją ciepła. Ludzie mieszkający na przykopalnianym osiedlu administrowanym przez spółdzielnię „Południe" narzekają na wysokie ceny energii cieplnej. Jest i spółka GosHan, która zajmuje się realizacją tzw. zamienników. Co to takiego? Po prostu bon o wartości 8,50 zł dziennie, który trafia w ręce górników. Można go zrealizować w wytypowanych sklepach, bądź po prostu wydać na obiad na terenie zakładu. Wśród założycieli firmy były m.in. ZZG i NSZZ „Solidarność".

Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce mówi, że w statucie związku nie ma zapisu, który by zabraniał takiego procederu. Zresztą uważa, że jeśli związek zarabia pieniądze, które potem są przeznaczane na działalność statutową, to nie ma w tym nic złego. Poza tym uważa, że w ten sposób można też tworzyć nowe miejsca pracy.
Znanym procederem było w latach 90. tworzenie przez związkowców firm handlujących węglem, które często miały monopol na sprzedaż węgla.

Co dalej?
Państwo musi „wyjść” z górnictwa, które należy traktować jak każdą inną działalność gospodarczą: powinno ono podlegać zwykłym zasadom gospodarowania wzorem  przedsiębiorstw prywatnych. Nie ma powodów, by wstrzymywać się z prywatyzacją kopalń.
Są różne drogi prywatyzacji kopalń. Niektórzy eksperci (np. dr Jan Macieja z INE PAN), twierdzą, że wydobycie węgla kamienne go musi być prywatyzowane drogą sprzedaży grup energetycznych inwestorom strategicznym. Ma to pozwolić – obok zwiększenia przychodów budżetowych – na pokrycie ogromnych kosztów modernizacji polskich elektrowni przez kapitał prywatny.
Dr Maciej uważa, że pomysł prywatyzacji spółek węglowych przez giełdę jest niedobry, gdyż osłabia ich konkurencyjność wobec firm zagranicznych, zakupionych przez wielkich inwestorów strategicznych operujących w energetyce. Dysponują one cennym zasobem know – how, który będzie bezpłatnie przekazany firmom – córkom. Ta wiedza, wraz z praktycznymi umiejętnościami, utrzymywana jest w tajemnicy i nabycie know – how (up to day) jest kosztowne i byłoby trudne do osiągnięcia przez spółkę giełdową.
Ponadto, zakup wyposażenia technicznego przez córkę koncernu światowego, będzie tańszy niż przez polską, nikomu nieznaną spółkę giełdową. Taka spółka nie będzie liczącym się partnerem dla dostawców technologii. Podobnie, wykonane na zlecenie spółki, studium wykonalności ważnych zadań inwestycyjnych przez polską instytucję badawczą, jest nieprzydatne do podjęcia decyzji inwestycyjnych – pisał Macieja w swoim opracowaniu „Podstawowe błędy w reformowaniu polskiego górnictwa i rekomendacje dla budowy programu bezpieczeństwa energetycznego w Polsce”.

Bogdanka
Prywatyzacja przez giełdę kopalni „Bogdanka” wskazuje jednak, że dobrze zarządzana KWK, która przeszła przez bolesny proces restrukturyzacji, jest sprawnie zarządzana i nie podlega żadnym nerwowym naciskom polityków i związkowców – może stać się atrakcyjnym towarem na rynku kapitałowym i osiągnąć na nim znaczący sukces.
Od 1 stycznia do 30 września 2009 r. notowana (od czerwca 2009) na warszawskiej giełdzie spółka Lubelski Węgiel „Bogdanka” osiągnęła 174,38 mln zł zysku netto oraz zysk operacyjny na poziomie 213,3 mln zł. Przychody ze sprzedaży w tym okresie sięgnęły 850,67 mln zł. Wszystkie wartości istotnie przewyższają wyniki osiągnięte za trzy kwartały 2008.  Spółka odnotowała również wzrost rentowności sprzedaży brutto - do 35,60%, z 28,01% w 2008 r. oraz rentowności netto – do 20,50%, wobec 16,23% w 2008 r.
W październiku 2009 roku Spółka zdecydowała się podwyższyć prognozy finansowe na 2009 rok.  Tu trzeba dodać, że zysk Bogdanki pokrywa połowę (sic!) strat całego sektora.
Pomysł prywatyzacji polskich grup energetycznych i spółek węglowych przez giełdę zrodził się być może ze strachu przed oskarżeniem o korupcję, którymi tak łatwo szermuje zwłaszcza opozycja i tabloidy medialne. Jednak popyt na akcje Bogdanki nie był wywołany przez klimat polityczny, a przez dobrze umotywowany popyt inwestorów: cena emisyjna za akcję wynosiła 48 zł, a kurs w dniu debiutu – 57,5 zł. Dziś - 20 listopada, godz. 13.00 - kurs wynosi 73,15 zł).
W przypadku Bogdanki można mówić o sukcesie. Ale czy podobnie będzie z JSW. Czy KW, czy z KHW?

Jak twierdzi dr Jan Macieja, potrzebna jest natychmiastowa zmiana koncepcji prywatyzacji elektroenergetyki polskiej i kopalń oraz ogłoszenie otwartego przetargu na ich sprzedaż. Należałoby przed tym urynkowić sprzedaż energii elektrycznej gospodarstwom domowym i podmiotom gospodarczym. Powinien istnieć wymóg jej sprzedaży na giełdzie lub przetargach. Kontrola cen energii dostarczanej gospodarstwom domowym dotyczyć powinna jedynie jakiegoś, niewysokiego poziomu jej zużycia. Reguły cenotwórstwa powinny być stałe. Bez tego żaden liczący się inwestor nie zdecyduje się na zakup polskich koncernów energetycznych. Sprzedając je, trzeba zachować oligopolistyczną (nie monopolistyczną) strukturę podmiotową. Oligopol kieruje się w swych decyzjach udziałem w rynku, czyli wielkością sprzedaży a nie zyskiem. Pod groźbą wypadnięcia z rynku nie może wykazywać tendencji do zawyżania cen.
Nie można też nie brać pod uwagę faktu, że sprzedaż elektroenergetyki inwestorom strategicznym byłaby dobrym sposobem na wychodzenie ze spowolnienia gospodarczego, gdyż uzyskane ze sprzedaży środki finansowe pozwoliłyby na większe wydatki budżetowe, nie powiększając długu publicznego. Ponadto, sprzedaż na rynku krajowym obcych walut, pochodzących z prywatyzacji, wpływałaby stabilizująco na kurs polskiej waluty. Ułatwiłoby to znacząco wejście Polski do strefy euro.
Ważne jest, aby kopalnie sprzedawane były indywidualnie w otwartym przetargu. Państwo pilnowałoby jedynie przestrzegania założonej struktury podmiotowej (np. utworzenie z istniejących kopalń 3-5 podmiotów gospodarczych wydobywających węgiel). Ten sposób znajdowania nabywców w procesie prywatyzacji jest zgodny z programem Ministerstwa Skarbu, które uruchomiło system otwartych przetargów i aukcji przy sprzedawaniu majątku państwowego.
Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, ze zgoda na prywatyzację kopalń musi być kupiona od związków zawodowych.
- Należy stworzyć klimat przyjazny dla rozwoju górnictwa - przekonuje Janusz Olszowski, szef Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej. - Trzeba też uzmysłowić bankom, że górnictwo jest potrzebne krajowej gospodarce. Kiedyś przyjdzie blackout i okaże się, że nie mamy alternatywy dla węgla. No chyba że chcielibyśmy tylko importować węgiel, ale to przecież byłoby istne szaleństwo.
„Wyngiel” pozostanie więc jeszcze przez wiele lat niezwykle ważnym czynnikiem rozwoju – bądź jego hamulcem, jeśli prywatyzacja kopalń źle pójdzie, górnicy wymuszą kolejne daniny państwa, a dekoniunktura będzie trwała.

Na szczęście, w wiosce z filmu „Miś” węgiel jest dziś już stale dostępny. Jak przed wojną…
Piotr Rachtan