20 lat temu Sejm X kadencji, tzw. kontraktowy, przyjął pakiet 10 ustaw, całkowicie zmieniających ustrój gospodarczy Polski. Nazwano go – Planem Balcerowicza.
Nie był to pierwszy projekt reform gospodarczych, z którym wystąpił Leszek Balcerowicz.
Już 9 lat wcześniej wraz z zespołem współpracowników z SGPiS (Marek Dąbrowski, Tomasz Gruszecki, Jacek Kawalec, Krzysztof Lis i inni), którzy później pojawią się u jego boku, albo w innej konfiguracji, przygotował projekt reformy, taki – jaki się wtedy wydawał możliwy do realizacji, czyli z udziałem samorządów w przedsiębiorstwach. Nie było tam mowy o prywatyzacji i restytucji kapitalizmu. Nie było rynku kapitałowego, finansowego, polityki monetarnej ani instytucji, które tak dobrze ustabilizowały naszą gospodarkę, że poradziła sobie z największym kryzysem od 70 lat. Były za to już zapowiedzi konkurencji, działań antyinflacyjnych, wyprowadzenia polityki z przedsiębiorstw oraz szereg innych rozwiązań, które mogłyby poważnie naprawić, choć nie do końca, zdychający system gospodarczy w Polsce.
Propozycje Balcerowicza oznaczać mogły przede wszystkim odejście od systemu nakazowo-rozdzielczego, w którym centralna Komisja Planowania układa przepływy międzygałęziowe, decyduje o wolumenie produkcji w poszczególnych branżach, a nawet - przedsiębiorstwach, przedziela wreszcie środki na wykonanie planu.
Skopiowane na gospodarce wojennej zarządzanie gospodarką z centrum politycznego w okresie pokoju nie było w stanie sprostać coraz bardziej skomplikowanym zależnościom wewnętrznym i zewnętrznym oraz przystosowywać nieustannie aparat wytwórczy do potrzeb rynku. Właściwie – nie było w stanie zaradzić żadnym kłopotom, ani inflacji, ani zaspokoić potrzeb modernizacyjnych itp. Do czego to doprowadziło, pamiętają z doświadczenia własnego życia jedni, a inni – wiedzą z przekazów.
Chcielibyśmy przypomnieć tu fragmenty artykułu Leszka Balcerowicza z kwietnia 1981 roku opublikowanego w :Życiu i Nowoczesności”, doskonałym dodatku do dziennika „Życie Warszawy”, który redagował znany dziennikarz i redaktor Stefan Bratkowski.
Artykuł pt. „Koszty i efekty reformy” opisywał przede wszystkim warunki, jakie proponowana reforma winna spełniać.
Balcerowicz pisał tak”
„Tylko głęboka i całościowa reforma społeczno-gospodarcza może nas wyrwać z kręgu ciągłych zaburzeń i okresowych załamań. Reforma, która zniesie nakazowo-rozdzielczy sposób kierowania centralnego i zasadniczo zredukuje i przebuduje ściśle z nim sprzężone struktury organizacyjne, szczególnie szczebla centralnego. Reforma, która nie ograniczy się do wąsko pojmowanego systemu gospodarczego, lecz obejmie też elementy rozstrzygające o funkcjonowaniu kraju jako całości (a więc i jego gospodarki):
a) tak zmieni strukturę i sposób działania partii (i stronnictw politycznych), że możliwy będzie wzrost faktycznych uprawnień i autentyczna kontrola organów przedstawicielskich: Sejmu i rad narodowych nad administracją centralną i terenową i wyeliminowane zostanie dyrektywne ingerowanie aparatu partyjnego w bieżącą działalność jednostek gospodarczych,
b) tak przebuduje system prawa i sam sposób jego tworzenia, że zapewni się stabilność podstawowych reguł gry w gospodarce i położy trwałą tamę ciągłemu zalewowi zbędnych lub wręcz szkodliwych przepisów,
c) trwale odblokuje obieg informacji w kraju, bez czego nie ma możliwości wczesnego sygnalizowania błędnych decyzji, a więc i ich wczesnego korygowania.
Reforma pozbawiona tych elementów prędko cofnęłaby się - tak jak poprzednie - pod naporem dotychczasowego systemu.”

Jak więc widzimy, reforma musiała objąć nie tylko samą gospodarkę, ale także system polityczny. To właśnie musiało oznaczać zwiększenie roli „organów przedstawicielskich”. Pod tym względem Balcerowicz wyprzedził jawnie formułowane postulaty polityczne „Solidarności”, choć przecież gdyby nie jej powstanie i ruch związkowy oraz społeczny, który zamieszał tak bardzo w Polsce, i jego projekty oraz wypowiedzi nie byłyby możliwe. No i kolejność jakby przyjął bardziej dla władzy politycznej strawną: najpierw reforma gospodarcza, a obok, lub dla uzupełnienia – polityczna. W życiu, jak pamiętamy, najpierw musiała się dokonać wstępna reforma polityczna,. Okrągły Stół i jego następstwa otworzył możliwość przebudowy gospodarki.
Tymczasem w 1981 roku Balcerowicz pisał dalej tak:
„Reforma całościowa i przełomowa jest jednocześnie reformą, która musi naruszyć potężne interesy tych części aparatu administracyjnego i politycznego, które są zrośnięte , z dotychczasowym sposobem kierowania gospodarką i całym krajem. .A tam, gdzie narusza się potężne interesy, występuje i potężny opór. Opór ten może przyjąć rozmaite formy. Najłagodniejszą, choć często bardzo skuteczną, jest pozorowanie zmian. Jest to typowa wstępna reakcja na innowację ze strony tych, którym innowacja ta zagraża.”

Zdawał więc sobie sprawę, że najważniejsze jest uzyskanie pełnego konsensusu politycznego. Inaczej każde działanie reformatorskie musi ugrzęznąć. Udało się to dopiero 9 lat później, gdy cały Sejm wyraził wolę rewolucyjnej przebudowy gospodarki
W 1981 roku Balcerowicz był też świadom tego, że reforma nie przynosi pozytywnych rezultatów z worku na środę. Pisał, że „nawet najlepsza reforma nie może dać większej poprawy materialnego położenia społeczeństwa na krótką metą. (...)Przełomowa reforma jest natomiast naszą jedyną szansą na trwałą poprawę sytuacji w dalszych latach. Poprawa, ta powinna się wyrażać:
a) We wzroście stopy życiowej, dzięki usunięciu bodźców dla masowego marnotrawstwa ludzkiej pracy i pomysłowości, surowców i energii. Tylko dzięki temu można będzie złagodzić konflikt między dwoma celami, który musimy jednocześnie realizować: między szybkim zwiększaniem eksportu, by zahamować tempo dalszego zadłużenia się za granicą (ograniczającego przecież możliwości wzrostu spożycia na dalszą metę) a podwyższaniem stopnia zaspokajania potrzeb społecznych.
b) W stopniowym usuwaniu braków towarowych i kolejek na rynku dóbr konsumpcyjnych oraz niedopuszczaniu do nowych deficytów. (Wymagać to będzie jednak m.in. większej zmienności cen poszczególnych produktów.)
c) W  usunięciu zaburzeń w stosunkach zaopatrzeniowo-kooperacyjnych między zakładami wytwórczymi, co z kolei umożliwi spokojniejszą, lepiej zorganizowaną, a przez to bardziej sensowną i wydajną pracę w każdym z nich.

Czytając dziś te uwagi nie należy zbytnio przejmować się referatowym, sztywnym językiem, jakiego używa autor oraz eufemizmami, których użycie dawało wtedy szansę przebicia się przez wciąż czynną cenzurę.
Nie pada więc w jego tekście słowo „bezrobocie”, ale jest mowa o „przerostach zatrudnienia”, które ujawni reforma:
„Przełomowa reforma ujawni i wyzwoli wielkie przerosty zatrudnienia, zwłaszcza w administracji różnych szczebli. Już teraz należałoby się na to przygotować, opracowując program zmian w strukturze zatrudnienia, wzmacniając instytucje pośrednictwa pracy, tworząc system, który oferowałby wynagrodzenie w okresie przekwalifikowania się pracowników, umożliwiać wcześniejsze przejście na emeryturę niektórych z nich, zachęcać do podjęcia pracy i do tworzenia drobnych przedsiębiorstw w sferze usług, gdzie przecież mamy ogromne zaniedbania i gdzie czeka wiele miejsc pracy”.

Balcerowicz nie unika drażliwego problemu cen, na których przewrócił się Edward Gierek. :
„Żaden system nie może dobrze działać, jeśli to co drogie dla kraju jest tanie dla jego przedsiębiorstw i odwrotnie. Dlatego przed podjęciem przełomowej reformy należy rozpocząć program przebudowy cen dla przedsiębiorstw, obejmujący podwyżki cen energii i niektórych surowców.
Zmiany tych cen nie mogą jednak pozostać bez wpływu na ceny detaliczne. Potrzebę zmian tych ostatnich, szczególnie cen żywności, zwiększa dodatkowo fakt, że są one zdecydowanie wadliwe i zasadniczo odbiegają od społecznych kosztów. Tak np. chleb jest tańszy od paszy dla zwierząt, a cena skupu mięsa dużo wyższa niż jego cena detaliczna. A dzieje się tak przy ogromnym nacisku pieniądza na rynek dóbr konsumpcyjnych, nacisku wydłużającym kolejki i zwiększającym braki towarów. Dlatego potrzebna jest przebudowa cen detalicznych: bez niej trudno myśleć o zrównoważeniu rynku konsumpcyjnego.
Trudno byłoby też podwyższyć dostatecznie ceny skupu (gdyż trzeba by ogromnie zwiększyć dotacje), a bez tego nie sposób podwyższyć produkcję rolną”.

Także kwestie finansowe przedsiębiorstw, jak i rynku zaopatrzeniowego, stawia Leszek Balcerowicz w centrum swoich rozważań o reformie. I na koniec podnosi spraw fundamentalną: odpowiada na kapitalne pytanie, czemu należy tę reformę przeprowadzić:
„Przełomowa reforma wymaga więc pokonania trudnych problemów, będących swoistymi kosztami społecznymi. Trzeba jednak podkreślić, że nie robiąc takiej reformy też nie uchronimy się od określonych kosztów. Tak np. utrzymując dotychczasowy system gospodarowania, zdecydowalibyśmy się na dalsze ponoszenie społecznego kosztu w postaci niepełnego lub niewłaściwego wykorzystywania wielu ludzi. Należałoby przy tym uwzględnić dodatkowo skutki wynikające z faktu, że przyrost netto liczby pracowników będzie w tym dziesięcioleciu 4 razy mniejszy niż w poprzednim. W tej sytuacji utrzymanie systemu, w którym, zakłady zabiegają o nowych pracowników, choć nie w pełni wykorzystują dotychczasowych, groziłoby nasileniem zjawiska „podkupywania” sobie pracowników przez poszczególne zakłady i - w konsekwencji - obniżeniem dyscypliny pracy, wzrostem fluktuacji zatrudnienia i dalszym narastaniem niesprawiedliwych często rozpiętości między płacami nowo zatrudnionych a płacami osób zatrudnionych wcześniej. To byłby dodatkowy koszt nierobienia reformy.
Porównując koszty robienia i koszty nierobienia reformy trzeba podkreślić jedną wielką między nimi różnicę. Koszty nierobienia reformy nie prowadzą do żadnych efektów, są bezproduktywne. Koszty robienia reformy umożliwiają osiągnięcie efektów, o których była mowa.”
I ta puenta winna stać się mottem wszelkich działań reformatorskich.
(Opublikowane w miesięczniku POgłos)
Piotr Rachtan