Minister rolnictwa i rozwoju wsi Marek Sawicki ogłosił niedawno, że wypuści w Polskę kontrole, by zbadały przyczyny, dla których artykuły żywnościowe kosztują w największych sklepach, sieciowych zwłaszcza, więcej, niż nakazuje dodanie do kosztów produkcji rozsądnej marży. Akcja ministra ma być spowodowana chęcią ochrony konsumentów i producentów, których drenują największe sklepy.

Nie zajmiemy się tutaj tym sposobem poskramiania chciwości, choć ta cecha jest charakterystyczna nie tylko dla międzynarodowych korporacji, ale także dla właścicieli małych sklepików osiedlowych, u których cena masła np. zbliża się do 5 zł, podczas gdy w sieciowym, dyskontowym markecie kupię to masło za 2,80.
Zajmiemy się zaś zjawiskiem, które ma bardzo silny wpływ na jakość obrotu i handlu w Polsce, także na sferę produkcji, szczególnie żywności – na spółdzielczość mianowicie. Przypomnieć trzeba, że spółdzielnia jest zrzeszeniem osób, a zarazem przedsiębiorstwem takim samym, jak każde inne, z tą jednak różnicą, że istnieje głównie po to, aby służyć potrzebom członków, którzy są jej właścicielami i sprawują nad nią kontrolę. Spółdzielnia nie jest stowarzyszeniem kapitału, jak np. spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, lecz stowarzyszeniem osób, świadomych tego, że w kupie i raźniej, i pewniej. Spółdzielnia znaczy po prostu więcej, niż może znaczyć zwykła suma jej członków, działających niezależnie i pojedynczo.
Pamiętam z dzieciństwa, że w domu nie mówiło się „idź do sklepu”, tylko – „idź do spółdzielni”. W świadomości przeciętnego konsumenta polskiego sklep był własnością spółdzielni, naturalnie – PSS, czyli Powszechnej Spółdzielni Spożywców. Przypomnimy ten obszar społeczno-ekonomiczny nieco dalej.

Spółdzielczość w Polsce

Polskie wzory spółdzielczości sięgały początków XIX wieku: od 1816 r. działało stworzone przez Stanisława Staszica Hrubieszowskie Towarzystwo Rolnicze Ratowania się, mające wszelkie cechy współczesnej spółdzielni rolniczej. Intensywny rozwój spółdzielczości na naszych ziemiach rozpoczął się w II połowie XIX w., a szczególnie słynne stały się wielkopolskie spółdzielcze „Banki Ludowe” i „Rolniki” (wiejskie spółdzielnie zaopatrzenia i zbytu), czy galicyjskie „Kasy Stefczyka”. W zaborze rosyjskim powstawały spółdzielnie spożywców (za datę narodzin spółdzielczości spożywców w zaborze rosyjskim przyjmuje się rok 1869, w którym powstało Stowarzyszenie Spożywcze „Merkury” w Warszawie), a we wszystkich częściach podzielonej Polski pojawiały się pierwsze spółdzielnie mleczarskie, kółka rolnicze, zaś w miastach - spółdzielnie pracy i mieszkaniowe.
Bardzo dobre regulacje prawne dla spółdzielczości wprowadzono już w 1920 roku. Tuż przed wojną działało na polskiej wsi blisko 8 tys. spółdzielni skupiających około 2 milionów członków. W skupie produktów rolnych udział spółdzielni wynosił ok. 12%, a w handlu detalicznym - blisko 5% całkowitych obrotów.
Doświadczenia polskie sprzed 1989 roku były dla spółdzielczości zabójcze – cały sektor został wpisany w reguły socjalistycznej, scentralizowanej gospodarki i centralnego nią zarządzania. Spółdzielczość rolnicza, forsowana od 1948 roku przez komunistyczną władzę, służyła realizacji partyjnych zasad organizacji społecznej i panowania politycznego. Monopole spółdzielcze były utożsamiane z władzą aparatu partyjnego.
Przełom 1989 roku przyniósł radykalne odejście od spółdzielczości. W latach 1989-2007 nastąpił znaczny spadek liczby spółdzielni, który w poszczególnych branżach miał różne przyczyny i skutki. Duży spadek liczby samodzielnie działających banków spółdzielczych wynikał przede wszystkim z konieczności łączenia się banków w celu spełnienia wymogu posiadania określonego poziomu własnego kapitału. W konsekwencji znacznie spadła liczba samodzielnie działających banków, ale liczba punktów obsługi klientów wzrosła, a cały sektor umocnił swoją pozycję. Podobny charakter zmian wystąpił w spółdzielczości mleczarskiej, która bardzo unowocześniła bazę przetwórczą i zachowuje udział w rynku wynoszący 75—80%. Spółdzielnie mleczarskie są w stanie stawić czoła wielkim sieciom: znany jest przykład skutecznej wojny o „Serek Wiejski”, którą SM „Piątnica wygrała z siecią Carrefour. Ten przykład pokazuje, że w epoce koncentracji handlu konkurować mogą tylko duże, dobrze zorganizowane podmioty. Dotyczy to zarówno przetwórni (mleczarnie, masarnie), jak i pierwotnych producentów – rolników, którzy powinni się organizować, by sprostać wymogom współczesnej gospodarki.

Europa
Na świecie, jak się szacuje, w spółdzielniach jest zrzeszonych co najmniej 800 mln osób. W samej Europie działa 267 tys. spółdzielni liczących 163 miliony członków i zatrudniających 5,4 miliona pracowników. I jeszcze kilka szacunków udziału spółdzielni w niektórych sektorach gospodarki kilku wybranych państw. Przepływa przez nie 83% holenderskiej produkcji rolnej, a 55% w przypadku Włoch. We Francji odpowiedzialne są za ok. połowę usług bankowych, w Finlandii za 35% zaopatrzenia ludności w produkty spożywcze, w Szwecji 60% eksploatacji leśnej jest w rękach spółdzielczych. Wreszcie jedna piąta usług opieki zdrowotnej w Hiszpanii zapewniana jest przez spółdzielnie.
Wiele spółdzielni, to prawdziwe giganty ekonomiczne plasujące się na czołowych miejscach w rankingu największych firm. Na pierwszym miejscu w Europie jest tu francuska grupa banków spółdzielczych Crédit Agricole, założona w 1897 roku, a obecnie wykazująca roczne obroty 25 mld euro i dysponująca majątkiem prawie biliona euro. Na drugim szwajcarski Migros, sieć handlowa, która w 1925 roku przekształcona została z firmy prywatnej w spółdzielnię spożywców. Roczne jej obroty wynoszą 14 mld euro, a majątek 11 mld. Trzecią pozycję zajmuje też reprezentant sektora spożywców – brytyjska Cooperative Group założona w swojej pierwotnej formie w 1863 roku, obecnie osiągająca roczne obroty 12 mld euro i posiadająca majątek 23 mld. Na czwartym miejscu jest Korporacja Mondragon z hiszpańskiego Kraju Basków, powstała w 1955 roku, jako spółdzielnia pracy, mająca w 2005 roku obroty 11 mld euro i majątek 19 mld. I wreszcie na piątej pozycji holenderski Rabobank założony w 1898 roku, o obrotach rocznych 10 mld euro i majątku około pół biliona euro. W zestawieniu tym nie ma niestety polskich spółdzielni. 300 największych spółdzielni na świecie osiąga obroty wynoszące 963 miliardy dolarów, co odpowiada w przybliżeniu produktowi krajowemu brutto Kanady.

Migros
Z Migrosem zetknąłem się w 1981 roku, kiedy rząd szwajcarski zaprosił mnie (reprezentowałem Tygodnik Solidarność) bym zapoznał się z niektórymi aspektami życia społecznego i gospodarczego Szwajcarii. Obejrzałem wtedy działanie spółdzielczej grupy Migros od zlewni mleka w górach po wielki dom handlowy w Bernie. Nie mieściło mi się w głowie, że korporacja – bo takie na mnie Migros zrobił wrażenie – jest po prostu spółdzielnią. Przypomnę, że jego historia sięga lat 20. ubiegłego wieku, kiedy Gottlieb Duttweiler założył w Zurichu najpierw spółkę Migros S.A., z kapitałem 100 tys. franków, a później przekształcił ją w spółdzielnię. Początek dało 5 sklepów na ciężarówkach, z których sprzedawano 6 podstawowych artykułów (kawa, ryż, cukier, makaron, olej kokosowy i mydło) po cenach 10 – 30% niższych od cen konkurencji. Podstawowym pomysłem Duttweilera było wyeliminowanie łańcuszka hurtowników i pośredników między producentem a konsumentem przez spółdzielnię spożywców, organizację realizującą cele gospodarcze i społeczne zarazem. Trzy lata później Migros rozpoczął sam produkować żywność, a po kolejnych 5 latach założył pierwszą spółdzielnię w kantonie Ticino. A potem poszło już szybko – sieć spółdzielni regionalnych, hotele, sklepy samoobsługowe (pierwszy w Szwajcarii w 1948 roku), własna sieć punktów zaopatrzenia w olej opałowy, domy handlowe itd. Dziś (2008) Migros odnotowuje roczną sprzedaż na poziomie 25,75 mld CHF, zatrudnia ponad 84 tys. osób i liczy ponad 2 mln członków - spółdzielców. Bank Migros w pierwszej połowie 2009 roku był jedynym bankiem w Szwajcarii, który odnotował wzrost depozytów.
Migros ma dla gospodarki kraju wielkie znaczenie: poważny inwestor (w najbliższych 2 latach wyda na inwestycje ponad 5 mld CHF), obecny nie tylko poprzez sieć sklepów czy swoich jednostek, ale także jako jeden z największych dostawców oleju opałowego do domów indywidualnych. A poza tym spółdzielczy kompleks stanowi istotny element szwajcarskiej tożsamości, poprzez nie tylko obecność jego sklepów w każdym zakątku Szwajcarii, ale też przez uczestnictwo w życiu społecznym i kulturalnym jako sponsor wielu imprez i wydarzeń edukacyjnych i kulturalnych. Wreszcie – jest to jedna z trzech najlepiej rozpoznawalnych marek.

Społem
Potężny Migros jest jednak młodzieniaszkiem wobec tradycji Społem w Polsce. W 1906 roku dla propagowania idei spółdzielczości powołano w Warszawie dwutygodnik „Społem”. Pomysłodawcą nazwy „Społem” był Stefan Żeromski, a wśród założycieli dwutygodnika był m.in. Stanisław Wojciechowski, późniejszy prezydent RP. W 1911 roku, przy powstaniu Warszawskiego Związku Stowarzyszeń Spożywczych za znak firmowy przyjęto grupę ludzi popychających kulę ziemską. Było to nawiązanie do wezwania z „Ody do młodości” Adama Mickiewicza:
„Dalej z posad bryło świata,
Nowymi cię pchniemy tory!”
W 1919 r. Warszawski Związek Stowarzyszeń Spożywczych zmienił nazwę na Związek Polskich Stowarzyszeń Spożywców. W tymże roku Związek uzyskał członkostwo w Międzynarodowym Związku Spółdzielczym.
W 1925 roku, kiedy w Zurichu Gottlieb Duttweiler kupował pierwsze ciężarówki, w Polsce na zjeździe zjednoczeniowym powstał Związek Spółdzielni Spożywców RP, na który składały się 847 spółdzielni, 493 tys. członków i 1.652 sklepy. W 1926 r. do Związku Spółdzielni Spożywców RP przystąpiła jeszcze Centrala Spożywczych Stowarzyszeń Spółdzielczych Robotników Chrześcijańskich (26 spółdzielni i 24 tys. członków).
Po wojnie w 1948 r. w wyniku tzw. „bitwy o handel” nastąpiła reorganizacja ruchu spółdzielczego, która wyłoniła poszczególne związki spółdzielcze. Powołano też Centralę Spółdzielni Spożywców „Społem”. W końcu 1949 r. skreślono z nazwy „Społem” i przemianowano nazwę Centrali na Związek Spółdzielni Spożywców. Nazwa „Społem” została przywrócona dopiero w 1957 roku
Po 1989 roku ustawą zlikwidowano spółdzielcze centrale i związki, które miały charakter przymusowych monopoli. Można było spodziewać się, że spółdzielczość pójdzie w rozsypkę. Jednak ruch spółdzielczy jest bardzo żywotny. Spółdzielczość Spożywców „Społem” poddana ostrym regułom gospodarki rynkowej, jednak nie upadła. W 1991 r. przedstawiciele 122 spółdzielni spożywców, na zasadach dobrowolności zrzeszania się, powołali do życia Krajowy Związek Rewizyjny Spółdzielni Spożywców „Społem”, którego głównym celem jest „pomoc i ułatwianie zrzeszonym spółdzielniom realizacji ich statutowych zadań oraz inspirowanie współdziałania dla ich rozwoju i integracji”.
Dziś „Społem” zrzesza 273 spółdzielnie. Posiadają one ponad 4 tysiące sklepów detalicznych, 175 magazynów,, 210 placówek gastronomicznych z blisko 12 tys. miejsc konsumenckich, 330 zakładów przetwórstwa spożywczego (piekarnie, ciastkarnie, masarnie, garmażernie i inne), 7 hoteli, własną bazę wypoczynkową i ogólnopolską sieć Karty Klienta „Społem”, z wyemitowanymi ponad 815 tys. kart, które są akceptowane w ponad 1500 placówkach handlowych i usługowych. Społem zrzesza 90 tysięcy członków, a zatrudnia ponad 50 tysięcy pracowników.
Zestawiając osiągnięcia spółdzielczego związku Migros ze stanem „Społem” widać, ile jeszcze możliwości kryje się w tym sektorze gospodarki, który jest zarazem ruchem społecznym. Jednak Społem nie będzie się równać z Migrosem choćby ze względu na to, że nasza spółdzielczość jest wciąż zbyt rozproszona. Pojedyncze spółdzielnie jeszcze długo, a może nigdy nie będą mogły stawić czoła potężnym konkurentom sieciowym.

Spółdzielczość w Polsce
Oczywiście, spółdzielczość w Polsce to nie tylko „Społem”, to także spółdzielnie rolnicze, „Samopomoc Chłopska”, spółdzielnie mleczarskie, spółdzielnie pracy i spółdzielnie mieszkaniowe, a także – twór całkiem nowy – tzw. spółdzielnie socjalne. Odrębną kategorią są tzw. Grupy Producentów Rolnych, o których POgłos pisze obok. Nie jest naszą rolą propagowanie idei ruchu spółdzielczego, chcemy jednak na łamach „POgłosu” pokazać, że w Polsce jest miejsce dla wszystkich, którzy chcą swą energię skierować w stronę aktywności społeczno-gospodarczej. Rozwój spółdzielczości leży w interesie wszystkich, jak mówi poseł Andrzej Czerwiński (PO), wiceprzewodniczący sejmowego klubu Platformy, żywo zainteresowany spółdzielczością. Twierdzi on, że trzeba promować „spółdzielczy łańcuch od producenta do konsumenta”, który zabezpiecza interesy wszystkich jego uczestników. I że należy tę formę organizacyjną gospodarki promować ze środków UE i budżetu państwa, ale także samorządów. A. Czerwiński mówi, że „Spółdzielnie, tak jak samorządy, stanowią tkankę życia społecznego i gospodarczego”.
Niestety, symboliczne dla sytuacji spółdzielczości w naszym kraju jest zlikwidowanie decyzją jeszcze rządu Leszka Millera zasłużonego, powołanego w 1957 roku Instytutu Badań Spółdzielczych. I na ten stan nie będą miały wpływu kontrolne grupy, wysłane do hipermarketów przez ministra Sawickiego.

Piotr Rachtan

(artykuł opublikowany w miesięczniku "POgłos")