Zbuntowani działacze związkowi z KGHM (zarobki po ok. 200 tysięcy rocznie!), którzy chcieli za wszelką cenę uniemożliwić rządowi sprzedaż 10 proc akcji kombinatu, z pozostającej w rękach Skarbu Państwa puli i judzący załogę do strajku – nagle odpuścili i zapowiedzieli, że strajku generalnego nie będzie.
Przejrzeli na oczy i zrozumieli, że rząd i tak postawi na swoim? A może przestali się obawiać nadejścia nowego właściciela (wcześniej mówili oburzeni: co to jest, żeby przychodził jakiś nowy właściciel i wprowadzał swoje porządki?). Może zrozumieli, że jednak nie mają poparcia społecznego, bo opinia publiczna ocenia ich żądania negatywnie?
Prawda jest prozaiczna: od rocznego maksimum 4 sierpnia,, kiedy kurs akcji KGHM osiągnął wartość 95,75 zł, papiery kombinatu zaczęły pikować w dół, spadając w środę 12 sierpnia do 80,55 zł. I to przy bardzo dużych obrotach, co oznaczało, że inwestorzy zaczęli wyprzedawać duże pakiety akcji.
Związkowcy przestraszyli się: jeszcze sporo akcji pozostaje w rękach pracowników, którzy uważnie obserwują przebieg notowań. I mogliby działaczy obciążyć odpowiedzialnością za straty. Dopiero co akcje KGHM wydobyły się z ubiegłorocznego minimum, którego przyczyną był niezależny od sytuacji w kombinacie światowy kryzys, a tu znów pojawia się zagrożenie, tym razem wywołane przez groźbę strajku.
Straty mogłyby skłonić pracowników do nerwowej reakcji, której działacze by nie lubili.
Taką oto lekcję zależności rynku od słów odebrali w tych dniach związkowcy. Może ją zapamiętają?
Tak pisałem o KGHM 12 sierpnia. Nazajutrz sięgnąłem do swojego archiwum. Oto, co w nim znalazłem:

6 maja 2009
„Piątego maja władze spółki podpisały porozumienie ze związkami zawodowymi, na mocy którego już teraz każdy pracownik otrzymał bonus w wysokości 3,5 tys. złotych. Jeśli sytuacja ekonomiczna firmy nie pogorszy się zbytnio w tym roku, pracownicy otrzymają dodatkowo jeszcze 1,5 tys. złotych.
Włączając w to podwyższenie składki podstawowej na Pracowniczy Program Emerytalny o 2 pkt. proc. do 5  proc. wynagrodzenia, łączny koszt porozumienia pomiędzy władzami spółki a związkami zawodowymi to 130 mln złotych.”

15 maja 2009
„Dziś miedziowy potentat podał wyniki za I kwartał 2009 roku. Między styczniem a końcem marca spółka zarobiła 627 mln złotych, czyli o 28 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2008 roku. Ten wynik był znacznie lepszy niż oczekiwali analitycy. Średnia prognoz specjalistów mówiła o spadku zysku do poziomu 481 mln złotych. To świetna wiadomość nie tylko dla akcjonariuszy, ale także dla pracowników spółki i związkowców. Lepsza kondycja finansowa KGHM to dla nich podstawowy argument do [żądania] podwyżek.”

Money.pl
„KGHM zatrudnia prawie 18,5 tysiąca pracowników (18 463 osób- według danych na koniec marca tego roku). Z tego prawie 90 procent zatrudnionych należy do czternastu związków zawodowych (dokładnie 16 079 pracowników). Dodatkowo powołanych jest 47 organizacji zakładowych.
Liczby robią wrażenie, nawet jak na wielkość i przychody spółki (w całym 2008 r. wyniosły one 12,1 mld złotych). Spółka w ubiegłym roku na same płace związkowców wydała 7,5 mln złotych. Tyle kosztują  pensje zaledwie 41 związkowców, którzy zostali oddelegowani do tego by dbać o interesy pracowników.
(...) średnio działacz związkowy zarabiał ponad 18 tys. zł brutto. W porównaniu z płacami szeregowych pracowników KGHM, związkowcy siedzący za biurkiem zarabiali 2,2 razy więcej. Średnia pensja w ubiegłym roku wyniosła bowiem 7909 zł (wliczając w to roczną nagrodę za wyniki spółki).
To jednak nie wszystkie koszty, jakie spółka ponosi z tytułu istniejących związków zawodowych. W 2008 r. na utrzymanie biur związkowców wydano 0,7 mln złotych.
Tym samym łączny koszt utrzymania związków zawodowych w KGHM wyniósł więc 8,2 mln złotych.
Trzech przedstawicieli załogi zasiada w radzie nadzorczej spółki. Są to Józef Czyczerski, Leszek Hajdacki oraz Ryszard Kurek. W 2008 r. ich dochody wyniosły odpowiednio 182 tys., 249 tys. oraz 223 tys. złotych."

Działaczy związkowych można - tak po ludzku - zrozumieć: jaki właściciel zechce marnować pieniądze swojej firmy na ich apanaże? Dziś przestraszyli się, że załoga w obawie o spadek kursu akcji nie poprze postulatu strajku. Jutro wymyślą znów jakiś pretekst, który będzie miał zahamować dalszą prywatyzację kombinatu. Chyba, że uznają, że już dość się nachapali...

Piotr Rachtan