Niefart pana prezydenta trwa: teraz ujawnił się w związku z kłopotami Piotra Kownackiego, w dziedzinie handlu długami szpitali. Przy okazji trzeba przypomnieć, że to dla Lecha Kaczyńskiego nie jest nowina – jego przyjaciele z Sopotu przed 8 – 9 laty już tym procederem się zajmowali.
Długi służby zdrowia to stały temat debaty polityków, którzy wiedzą, że to zjawisko jest złe, że coś z tym trzeba zrobić, lecz ze względu na społeczne znaczenie – zdrowie każdego obywatela jest dla niego najcenniejsze – jak i skalę długów, idących w miliardy, politycy wykorzystuję je dla swoich celów. Niekiedy jednak wpadają w pułapkę, zastawioną na kogoś innego. Kilkanaście dni temu Radio Zet wyśledziło, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego prowadzi dochodzenie w sprawie inwestycji Banku Ochrony Środowiska w długi szpitali.
Piotr Kownacki to jeden z najbardziej cenionych managerów Prawa i Sprawiedliwości. Cenionych i cennych, a cenę poznaliśmy, gdy odszedł z Orlenu, który do dziś wypłaca mu tzw. odszkodowanie za to, że nie podejmuje on działalności konkurencyjnej. Otóż za Kownackim ciągnie się historia nietrafionych inwestycji w długi służby zdrowia. Ile stracił Bank Ochrony Środowiska tego nikt nie jest w stanie powiedzieć. Na konferencjio praowej prezes BOŚ podał, że może to być 60 – 80 mln zł. Część dokumentów w tej sprawie niestety zaginęła. Bank przez lata nie miał też jednolitego systemu komputerowego.
Jedno jest pewne. To wiceprezes Piotr Kownacki aprobował, przedstawiał na zarządzie i podpisał w 2001 roku umowy zakupu długów służby zdrowia. Dziś bankowi kontrolerzy w dokumencie nie zostawiają na tych transakcjach suchej nitki. Bank nie przeprowadził żadnej analizy rynku i z niewiadomych przyczyn słono przepłacił. „W 2001 roku za wierzytelności służby zdrowia w złej kondycji finansowej płacono mniej niż 90 proc. należności głównej - za odsetki nie płacono wcale. Bank natomiast kupował wierzytelności za około 100 proc. należności głównej plus 70 proc. odsetek. Informacji tej nie zweryfikowano, ani nie wyciągnięto z niej żadnych wniosków” - napisali bankowi kontrolerzy. „Dopuszczono nabywanie wierzytelności bez konieczności potwierdzenia zadłużenia przez dłużnika. Równocześnie obowiązywał warunek, że zapłata za wierzytelność miała być dokonywana w terminie 3 dni od zawarcia umowy” - czytamy dalej. Bank nigdy nie odzyskał zainwestowanych pieniędzy. Przypomnę, że Piotr Kownacki wiele lat przepracował w Najwyższej Izbie Kontroli, do której wrócił w kilka miesięcy po podpisaniu wyżej wymienionych umów.

Ile można zarobić na handlu długami?
Mechanizm obrotu długami szpitali jest prosty, a zyski większe niż z jakiejkolwiek działalności w sektorze finansowym. Dostawcy sprzętu – namawiają szpitale do kupowania drogich urządzeń po bardzo wysokich cenach. W ślad za dostawą wpływa do szpitala faktura. Odbiorca, rzecz jasna – nie płaci, bo nie ma kasy. Wierzyciel podejmuje działania windykacyjne, ale najczęściej wystawia dług na sprzedaż. Firma skupująca długi, odkupuje od wierzycieli zobowiązania najczęściej za 60-75 proc. wartości. Wierzyciele godzą się na to, bo liczą na kolejne zamówienia. Długi placówek służby zdrowia są towarem poszukiwanym, ich gwarantem jest państwo.
Długi szpitali sprzedawane są także bankom. Czasem - jak w wypadku sopockiej spółki Greenhouse Capital Management odstępującej wierzytelności Bankowi Komunalnemu w Gdyni - wręcz z nimi współpracują. Banki zamieniają szpitalom dług na nisko oprocentowany kredyt - ściągalny, bo gwarantowany przez skarb państwa. Firmy mają prowizję od pośrednictwa, natomiast placówki służby zdrowia płacą niższe odsetki z tytułu obsługi długu (kredytu). Bank rozkłada im też na raty podstawową sumę kredytu i do czasu prywatyzacji szpitali zarabia na odsetkach od tej sumy. Kiedy lecznice będą sprzedawane, zamieni długi na akcje. Banki liczą, że w ten sposób staną się właścicielami szpitali za znacznie niższą cenę, niż gdyby kupowały je na przetargu lub w ofercie publicznej

Śledztwo
Dziś minister Kownacki zapewnia, że inwestycja w BOŚ to była trafiona inwestycja. Jako dowód na poparcie swoich słów przypomina, że otrzymał od Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy BOŚ skwitowanie, czyli zatwierdzenie wszystkiego co zrobił w banku. Sprawa nie wygląda tak różowo. Według informacji nieoficjalnych prawnicy banku rozważają wniosek o uchylenie absolutorium dla zarządu banku za rok 2001. WZA akcjonariuszy banku odbędzie się w czerwcu.
Na początku maja o dokumenty inwestycji wystąpiła do banku prokuratura. Śledztwo prowadzi ABW. Na razie prokuratorzy z warszawskiej Woli zajmują się spółką córką banku - TF BOŚ, która miała za zadanie odzyskiwać długi. Dochodzenie prowadzone jest w kierunku nadużycia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez członków zarządu TF BOŚ. Próbując odpowiedzieć na pytanie dlaczego nie udało się odzyskać zainwestowanych pieniędzy bankowi kontrolerzy odkryli dziwne transakcje, które przeprowadzało TF BOŚ. Dzięki nim część wierzytelności wróciła w ręce tych samych osób, które sprzedały je bankowi. Powinna obowiązywać zasada, że jeśli spółka TF BOŚ nie podpisze porozumień z dłużnikami zwraca  wierzytelności do banku. Nie zrobiła jednak tego, lecz zbyła je na rzecz Pomorskiej Agencji Finansowej, której właścicielami były te same osoby, które kilka miesięcy wcześniej sprzedały długi ZOZ-ów bankowi. Występowały wtedy jako Towarzystwo Inwestycyjno Handlowe.
„To wierzchołek góry lodowej bardzo poważnej afery. Pracownicy banku uważają, że mogło dojść do wyprowadzenia pieniędzy z banku na kampanię wyborczą jednej z partii politycznych” - mówił radiu ZET proszący o zachowanie anonimowości członek rządu Donalda Tuska..

Rynek słabo rozproszony
Proceder skupowania i obrotu długami szpitali przyciąga wielu graczy. W końcu nie ma w tym nic trudnego – jeśli ma się dostęp do informacji iż jednej strony, a z drugiej do banków, można z tego złożyć całkiem miły interes. Jednak nie był on rozproszony, biznes prowadziło zaledwie kilkanaście firm, z których 11 miało prawie 98% całego rynku. Oto jak przedstawiała się sytuacja w apogeum, czyli w roku 2001:
1    Magellan spółka z o.o. – Łódź: 25,0% rynku,
2    Greenhouse Capital Management SA-Sopot: 24,0%,
3    Bank Współpracy Europejskiej: 15,0%,
4    TIP Inwestycje – Toruń: 7,4%,
5    Broker Sosnowiec: 7,2%,
6    BrokerHouse spółka z o.o. –Poznań: 4,8%,
7    Towarzystwo Finansowe BOŚ: 3,8%,
8    PW Profit spółka z o.o. – Łęczna: 3,5%,
9    Urtica Finanse S.A.: 2,8%,
10    Pharmag HM spółka z o.o. – Gdańsk: 2,7%,
11    Projekty Kapitałowe spółka z o.o. – Kraków: 2,0%,
12    Pozostałe: 1,8%
Ulokowany na 7 dopiero pozycji BOŚ miał zaledwie 3,8% rynku! Można rzec, mały gracz, choć powiązany z tak Dostojną Osobą, jak ówczesny minister sprawiedliwości, a dziś pan prezydent. Proszę jednak zwrócić uwagę na pozycję 2 – Greenhouse Capital Management, prawie jedna czwarta rynku! GCM dla osób niewtajemniczonych to jakaś tam spółka, zajmująca się, jak podaje w informacjach o sobie, instrumentami finansowym, choć nie kryje też innych obszarów zainteresowania.

Spółka akcyjna Greenhouse Capital Management S.A.
Została zarejestrowana w lipcu 1999 roku, a działalność operacyjną rozpoczęła dwa miesiące później. W początkowej fazie zajmowała się głównie pośrednictwem finansowym, szczególnie w zakresie transakcji na rynku pieniężnym, kapitałowym i walutowym. Prezes Tomasz Tokarski tak pisał do akcjonariuszy:
„Z satysfakcją oddaję w Państwa ręce Raport roczny młodej, dynamicznie rozwijającej się spółki Greenhouse Capital Management S.A. Działalność rozpoczęliśmy w trzecim kwartale 1999 roku, zajmując się pośrednictwem finansowym oraz dokonywaniem transakcji w zakresie portfela własnego.
W miarę rozwoju świadomie kształtowaliśmy profil naszej działalności. Konsekwentnie budowaliśmy grupę kapitałową, w skład której pod koniec roku 2000 wchodziły: Greenhouse Brokers sp. z o.o., Grupa Szkoleniowo-Doradcza Greenhouse sp. z o.o., Greenhouse Rating
System S.A., Agencja Reklamowa P.M.P. sp. z o.o. Udziały kapitałowe mamy także w firmach Eurolinks S.A. oraz WebLab S.A. Pełniąc dominującą rolę wśród tych spółek, wyznaczaliśmy kolejne obszary naszej aktywności. Śmiało mogę powiedzieć, że rok 2000 wykorzystaliśmy. W 2000 roku zgodnie z polityką Zarządu kontynuowano działania rozpoczęte w roku 1999 oraz stale poszerzano zakres projektów i oferowanych usług. Obecnie jednym z ważniejszych obszarów aktywności Greenhouse Capital Management S.A. jest rynek instrumentów dłużnych. Rola Spółki polega na kreowaniu portfeli wierzytelności wobec jednostek służby zdrowia, przy czym chodzi zarówno o zadłużenie Skarbu Państwa, jak i długi Samodzielnych Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej.”
A teraz przejdźmy do najciekawszego: od początku działalności spółka jest obsługiwana przez sopocką Kancelarię Prawniczą dr Marek Głuchowski, dr Adam Jedliński, dr Józef Rodziewicz, adwokat Andrzej Zwara. W jej siedzibie odbywały się pierwsze WZA spółki, a J. Rodziewicz wszedł do jej rady nadzorczej.
Czy już wiecie, czytelnicy, o co tu chodzi? Kancelaria sopocka, to słynna tzw. kancelaria prezydencka, z którą Lech Kaczyński współpracował wcześniej jako wykładowca Uniwersytetu Gdańskiego, na jej zlecenie wykonując ekspertyzy prawne z dziedziny zapewne prawa pracy, i w której jego córka odbywała nie tak dawno aplikację adwokacką. To właśnie z tej kancelarii wyszedł chwilowy prezes PKO BP: Marek Głuchowski był oddelegowany przez radę nadzorczą banku do kierowania jego zarządem. Wtedy też wymyślił powołanie Polskiej Grupy Kapitałowej, czyli giganta finansowego, złożonego z PKO BP i PZU S.A. Szefem tego ostatniego był zaprzyjaźniony z kancelarią Jaromir Netzel, zatrudniający u siebie inną osobę z kręgu kancelarii i GCM – Dorotę Jakowlew, trenerkę i psychoterapeutkę, znaną publiczności z podsłuchów CBA w czasie „afery gruntowej”.

Ministerstwo Zdrowia – źródło wiedzy o długach
Skąd GCM mogło wiedzieć, które szpitale mają kłopoty z długami? Inny wspólnik kancelarii - Andrzej Zwara - w latach 1999-2000 doradzał minister zdrowia Franciszce Cegielskiej, jak restrukturyzować szpitale i sekurytyzować ich długi. Miał informacje. A szef gabinetu politycznego Cegielskiej Piotr Krachulec –dziś właściciel sieci pizzerii -  po odejściu z ministerstwa został doradcą GCM. Wcześniej to on na szkoleniach dla szpitali wskazywał GCM jako firmę, która pomoże wybrnąć z długów. Opisała to w ub. roku „Polityka”: „Przychodził do dyrektorów szpitali, kładł na biurko swoją wizytówkę z ministerstwa i przekonywał, że jedyną szansą na ratunek jest dla nas wykup długów przez Greenhouse” - wspomina jeden z ówczesnych dyrektorów szpitali.
Do kwietnia 2001 r. 152 szpitale zawarły z GCM porozumienia o spłacie długów, w styczniu 2002 r. Greenhouse miał skupione długi prawie 500 szpitali. Firma nie wykładała swoich pieniędzy, była tylko pośrednikiem między szpitalem a bankiem, który wykładał pieniądze. Greenhouse brał od niego za pośrednictwo. W 2001 r. przychody GCM wyniosły 261 mln zł, z czego 99 proc. z pośrednictwa finansowego. Ale już w następnym roku w sprawozdaniu spółki napisano: „Sytuacja spółki uległa znacznemu pogorszeniu po wyborach parlamentarnych we wrześniu 2001 r. wraz ze zmianami w Ministerstwie Zdrowia”. Pod koniec roku prawnicy kancelarii opuścili spółkę.

I znów pan prezydent?
W 2007 roku sejmowa komisja „Solidarne Państwo” składająca się z przedstawicieli PiS, Samoobrony i LPR (opozycja ją bojkotowała) przyjęła projekt ustawy o komornikach. Z projektu przygotowanego w resorcie Zbigniewa Ziobry zniknął zapis korzystny dla szpitali, ograniczający zarobki komorników pobierających do 15% z przysądzonej ogromnej sumy długu! Dzięki temu zabiegowi w Komisji od momentu wejścia ustawy w życie komornicy zarabiają fortuny na długach szpitali, kosztem twoim, czytelniku, i moim Pan prezydent, podpisują tę ustawę, dopuścił do pogłębienia się trudności szpitali i do utrzymania dochodów komorników na poziomie, którego każdy tylko pozazdrości. Gdyby zawetował, albo skierował choć do Trybunału Konstytucyjnego...

Dziś Pan Prezydent
musi odciąć się od wpływu pana Kownackiego”- mówiła minister zdrowia Ewa Kopacz apelując do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, by „zmusił” szefa swojej kancelarii Piotra Kownackiego do wyjaśnień w sprawie zarzutów dotyczących m.in. skupowania długów szpitalnych. Dodała, że prezydent powinien w tej sprawie „odciąć się od wpływu pana Kownackiego”. Kopacz zasugerowała, że prezydent, kształtując swoją opinię na temat pakietu ustaw zdrowotnych, mógł ulec wpływom Kownackiego. - Nasze ustawy miały doprowadzić do tego, że szpitale nie będą się zadłużać, a tym samym nie będzie możliwe skupowanie ich długów. Dlatego pytamy, czy pan prezydent nie chciałby zweryfikować swojej opinii o naszych ustawach - mówiła Kopacz. Jak mówiła, mechanizm skupowania długów przez firmy, w sposób oczywisty wpływa na sytuację pacjentów. - Jeśli dziś dług, który stanowi określoną kwotę, za chwilę stanie się długiem wymagalnym, bo komornik w związku z taką firmą przyjdzie i każde zapłacić nie 100, ale 150%, to znaczy, że z pieniędzy, które miały być na leczenie, 50% trafia do firm skupujących długi - tłumaczyła. Minister zdrowia domaga się również wyjaśnień: z których szpitali skupowane były długi, na jakich zasadach i co się z nimi stało. -To nie jest polityczna sprawa, może być sprawa o charakterze korupcyjnym - przekonywała.
Dobrze byłoby, gdyby profesor prawa wyjaśnił też, jakie miał związki z kancelarią sopocką, jakie miały one wpływ na decyzje, które podejmował – przynajmniej w obrębie słuzby ochrony zdrowia, dlaczego klepnął ustawę o komornikach, i odpowiedział na wszystkie inne pytania, choćby te, które stawia min. Ewa kopacz.
Jeśli odpowiedzi nie będzie, to wyborcy jeszcze coś sobie pomyślą...
Piotr Rachtan