Pan prezydent ogłosił w Sejmie, że bardzo troszczy się o stan gospodarki i stan kasy Polaków. Że zna liczby, procenty i wskaźniki. Na przykład, że martwi go, że już w maju deficyt budżetu przekroczył 84% rocznego wolumenu deficytu. – Co będzie dalej, jak rząd zamierza tę dziurę zasypać? – pytał z troską, ale i źle maskowaną satysfakcją, że oto Tusk i jego ministrowie mają taki wielki kłopot na głowie.
Całe przemówienie prezydenta było nacechowane przeciwstawianiem sukcesów rządu brata wielkimi porażkom rządu Platformy Obywatelskiej.
„Barwy i sympatie polityczne nie mają tu nic do rzeczy” – obłudnie komentował prezydent.
Prezydent z wielkim zapałem przedstawiał grozę położenia Polski i wieszczył katastrofę finansów państwa. Oskarżył też ministra finansów o to, że nie biega on do mediów, by w równie czarnych barwach malować stan finansów i gospodarki.
„W kasie publicznej realnie zabraknie w tym roku 40 mld złotych”. – szczęśliwie prezydent nie poleciał do końca Zytą Gilowską, której roiła się dziura o rozmiarach nawet 80 mld.
Prosty człowiek procentów, wskaźników i liczb i tak nie zapamięta, ani nie zrozumie. Prosty wyborca zrozumie natomiast, że oto pan prezydent bardzo o jego los się troszczy. Dobry Ojczulek chwalił też niezależność złotego, bo pozwala „prowadzić samodzielna politykę monetarną”. A taka Słowacja już tego robić nie może.
„Kryzys stwarza okazję do debaty o źródłach bogactwa i polskim modelu kapitalizmu, że rynek nie jest odpowiedzią na problemy kapitalizmu. Solidarność jest odpowiedzią. Wolność i solidarność powinny się wspierać.”
A jaka jest odpowiedź? Wydawać, wydawać, wydawać – taka jest myśl przewodnia orędzia Kaczyńskiego. Naśladować – w wydawaniu - inne kraje, bo mają w tym doświadczenie. W pogłębianiu swojego zadłużenia.
Należy zaproponować rządowi inne rozwiązanie, np. obniżenie – wzorem Brytyjczyków – podstawowej stawki VAT, którzy zmniejszyli ją do 15% i uzyskali efekt zwiększenia wpływów do budżetu. Tu pochwalić trzeba Lecha Kaczyńskiego, że chce obniżać, dość nieoczekiwanie, podatki. Tu idzie w poprzek założeniom partii brata.
W orędziu było też słychać skargi, że brak jest współdziałania rządu i koalicji z opozycją i urzędem prezydenta.
„Chcę obudzić i ostrzec, i pobudzić do skonstruowania wielkiego planu antykryzysowego. Tak właśnie pojmuję służbę ojczyźnie” – zakończył prezydent i pospiesznie opuścił gmach Sejmu. Brata na sali nie było, pewnie nie chciał, by kamery pokazywały, jak reaguje na językowe lapsusy i potknięcia Lecha. Prezydent nie chciał też pewnie słuchać, jak w chwilę potem premier i minister finansów odpowiadają na jego pytania. Odpowiedzi mogłyby mu sprawić przykrość, a ten delikatny człowiek nie może znieść, jak ktoś z jego błędów czy – elegancko mówiąc – niemądrych propozycji żartuje.
Prezydent na poziomie politycznym niczego nowego nie powiedział. Winien jest ten rząd, na kryzys nie zareagował. Polska tonie, a w trąbkę dmie tylko prezydent.
Na poziomie werbalnym też niczego nowego nie usłyszeliśmy. Retoryka jest ta sama, nieszczera troska – na stałym poziomie.
Cel polityczny jest więc jasny. Osłabić rząd i Platformę Obywatelską przed eurowyborami. A wzmocnić brata i PiS.
Piotr Rachtan

Komentarze

pemba | 2009-05-22 11:37

Co by tu rzec? Jego Ignorancja przywalił... jak chory w kubeł. Liczby i procenty można znać, ale jeszcze je trzeba rozumieć. Na prawie arytmetyki nie uczyli. U Marksa i Lenina też o tym nie było. Ale w liceum było. Trzeba było tylko na tych lekcjach nie spać albo nie grać w okręty.

lujeran | 2009-05-26 14:51

No ale jest niezaprzeczalnym faktem, że ten cały kryzys to zwykła świnia. Zamiast już dawno przyjść i zmieść z powierzchni ziemi obrzydły rząd Tuska to łazi gdzieś po ościennych krajach aż sam pan prezydent musi stanąć do walki.Ciekaw jestem aktywności pana, za przeproszeniem, prezydenta po 7 czerwca. Zmaleje czy nie zmaleje? Przyjmuje ktoś zakłady? :)