Wyjątkowo denerwuje mnie reklama telewizyjna pewnej partii, w której występują „jeden cudak i trzy cuda". Otóż jedna z tych „cudów" mówi: „w dobie kryzysu potrzebne są inwestycje". No i co z tego, że „są potrzebne", skoro szanowna partia wszystko robi, by ich nie było? Nie mówmy już o tym, że inwestycje nie biorą się z mówienia, że są potrzebne.
Receptą na kryzys są radykalne reformy, które oczywiście w czasie kryzysu znacznie trudniej przeprowadzić, gdy się ich nie zrobiło wcześniej. Państwu i gospodarce pomogła by decyzja o wejściu do strefy euro, prywatyzacja szpitali, mediów publicznych, poczty i jeszcze paru innych rzeczy. Wszystko znacznie lepiej by funkcjonowało z korzyścią dla społeczeństwa, przynosiło dochód zamiast strat, a Skarb Państwa miałby wpływy z prywatyzacji. To są właśnie te „inwestycje", które „w dobie kryzysu są potrzebne". Sęk jednak w tym, że partia tych trzech cudów z telewizyjnego spotu, zrobiła wszystko, by ich nie było. Związany z tą partią Naczelny Szkodnik Kraju zawetował prywatyzację szpitali i odrolnienie gruntów w miastach (czyli zablokował inwestycje w budownictwie), a państwowej degrengolady w mediach publicznych i poczcie, PiS oraz lewica chcą bronić niczym niezależności Polski, tyle że niezależności od dobrobytu.

Podobną logikę partia trzech cudów i jednego cudaka, czyli PiS, już zastosowała wobec polskich stoczni, przedkładając likwidację nad prywatyzację. Podobną logikę zastosowano walcząc jak kotek prezesa (bo przecież nie jak lew) o to, by Polska nie weszła do strefy euro, przez co dziś polskie firmy ponoszą gigantyczne straty na różnicach kursowych, a walutą grają spekulanci. Nie mówcie więc nam PIS-owcy, czego potrzeba w dobie kryzysu, boście w dużym stopniu autorami sporej części jego negatywnych skutków.

Niestety nie tylko PiS boi się nowoczesnego państwa i wolnego obywatela. Powtarzam jak mantrę, że nieszczęściem polskiej klasy politycznej jest to, iż należy do mojego pokolenia, do pokolenia ludzi wychowanych w zacofanym, zniewolonym, zamkniętym kraju, pokolenia nie znającego świata, języków i nowoczesnych rozwiązań niemal w każdej dziedzinie. To pokolenie po prostu pozbawione jest wyobraźni i boi się wszystkiego, czego nie zna z niewoli i zaścianka. To dlatego reformatorzy z PO, zamiast całkowicie zlikwidować podział gruntów na rolne i budowlane, zamiast całkowicie znieść wtrącanie się państwa do tego, co ludzie na własnej ziemi budują, bąknęli nieśmiało o „odrolnieniu" gruntów tylko w miastach, a w pozwoleniach na budowę zmienili tylko nazwę, pozostawiając ten sam absurdalny stos formalnych wymagań. To dlatego ci ludzie ciągle myślą, że poczta to sektor „strategiczny" (jeśli coś jest dziś „strategiczne" to Internet), i tak dalej.

Nasz kłopot polega na tym, że nawet reformatorzy nie potrafią sobie wyobrazić wolnego człowieka, którym państwo nie musi sterować, nie potrafią sobie wyobrazić prostego systemu podatkowego, nowoczesnej gospodarki. Nawet oni się po prostu boją, że jak wolny człowiek sam (bez pozwolenia) zbuduje sobie dom, to na pewno źle zbuduje, że jak założy bez pozwolenia firmę, to na pewno ją źle założy...

Niestety nasza scena polityczna wygląda tak:

  1. PO - „partia umiarkowanego postępu w granicach prawa", tyle że postęp jest niezwykle nieśmiały, a prawo rodem z komuny;
  2. PiS - partia cofania Polski do średniowiecza, konserwacji zacofania i nieuctwa;
  3. SLD i ferajna - partie marksistowskich mrzonek z przełomu XVIII i IX wieku (które już wtedy były głupią receptą);
  4. PSL - partia poszukiwania „co by tu robić, aby nic nie robić i jeszcze zarobić";
  5. PD - partia, która kompletnie się pogubiła, sama nie wie, czy chce być liberalna, czy lewicowa, a to przypadkiem skrajne przeciwieństwa.
Obawiam się, że to towarzystwo w całości jest niezdolne do naprawdę radykalnych liberalnych reform, które mogłyby Polskę postawić na nogi.

Jest taki kraj, który 50 lat temu był zacofaną rybacką wiochą obok upadłej brytyjskiej bazy wojskowej. Kraj złożony z jednej niewielkiej wyspy i paru skał wystających z morza. Kraj - jedno miasto, port i lotnisko, 4,6 miliona mieszkańców (tylko). Dziś - produkt krajowy brutto (PKB) wynosi 244 miliardy dolarów (53000 dolarów per capita). Struktura produktu: rolnictwo - 0 %; przemysł - 34 %; usługi - 62 %. Miasto jest super nowoczesne (bo wolno w nim budować i nie ma gruntów „rolnych"). Gospodarka kwitnie, bo są niskie i proste podatki oraz pełna wolność transferu zysków i blisko 100 procent kapitału zagranicznego. Ten kraj to Singapur. Kraj, z którego gospodarką zrobiono wszystko odwrotnie, niż chce PiS i SLD. Zrobiono wszystko to, czego PO może by chciało, ale się boi, a PSL ma w nosie (PD sama nie wie, czego właściwie chce).


Singapur, okolica Orchard Road. Źródło: Google Earth.

Wniosek jest prosty - radykalne liberalne reformy gospodarcze w krótkim czasie zamieniły zacofaną rybacką wiochę w potężnego Azjatyckiego Tygrysa gospodarczego, w kraj, którego mieszkańcom już się o dobrobytu w głowie przewraca.

I to jest proszę państwa realna recepta, tylko u nas spora część nie chce, a reszta się boi.

Aha... jedną z radykalnych reform tego kraju była likwidacja rolnictwa, zamiast hołubienia KRUS-u.

Krzysztof Łoziński