O zabójczym dla wielu przedsiębiorstw procederze wymuszania umów na opcje walutowe przez banki wie publiczność, media i politycy. Waldemar Pawlak, ulegając pewnie chęci przypodobania się rzeszy biznesmenów - wyborców proponuje unieważnienie tych umów. Jego trzy warianty oznaczają, niezależnie od wyboru, że rząd i państwo, zachowując się jak arbiter, stanie się w rzeczywistości trzecią stroną umów.
Pomysł Pawlaka jest tyleż radykalny, co ryzykowny i naruszający poczucie stabilności prawa. Przypomnę, że przedsiębiorcy, dla planowania swojej działalności, muszą mieć pewność, że w trakcie gry nie zmieni się regulamin meczu. Inwestorzy zagraniczni uważają zmienność przepisów za jeden z najważniejszych czynników ryzyka inwestycyjnego w Polsce. Nie wysokie podatki, nie zaskorupiałą biurokrację - a właśnie niepewność co do reguł.

Waldemar Pawlak naraża koalicję na przegraną przed Trybunałem Konstytucyjnym, który nie będzie tolerował łamania reguły lex retro non agit.

Z drugiej strony, nie róbmy ludziom wody z mózgu: banki rzeczywiście bezlitośnie wykorzystują sytuację przymusową przedsiębiorstw, ale to także przedsiębiorcy podpisując umowę o opcjach liczyli na własny zysk, a nie na stratę banku. Wielu z nich kierowało się chciwością, a nie poszukiwaniem wyjścia z jakiejś trudnej sytuacji. Gdyby złoty nadal się umacniał, stratne byłyby banki i pies z kulawą nogą nie wystąpiłby w obronie ich interesów. I Państwo olałoby ich skargi i płacze. Ale cóż, kto lubi banki?

Zdarzali się przedsiębiorcy, którzy umowy na opcje walutowe podpisywali z wieloma bankami - czy robili to uprzejmości dla tych instytucji? Myślę, że wątpię, jak pisał Wiech. Oni szukali dodatkowego zarobku.

Jest jednak sposób na to by choć części przedsiębiorców ulżyć w zgodzie z prawem, ze zdrowym rozsądkiem i poczuciem - choćby minimalnym - jakiejś sprawiedliwości.

Jednym z pierwszych banków, obsługujących zwłaszcza drobny i średni biznes jest Bank PKO BP. Bank wciąż polski, i w zasadzie państwowy. Może byłoby warto go dokapitalizować w celu odkupienia od niedobrych, zagranicznych banków opcji polskich firm, pozwolić mu umowy renegocjować i odciążyć nasze przedsiębiorstwa. Nie może to dotyczyć ewidentnych cwaniaków, ale porządnych firm, z dobrą historią kredytową, rokujących wzrost eksportu i spłatę zobowiązań. W ten sposób można by uniknąć ryzykownej zmiany prawa, i - po spełnieniu przepisów o pomocy publicznej - uratować wiele przedsiębiorstw i jeszcze więcej miejsc pracy.

Dobrze byłoby, gdyby pan premier Pawlak zastanowił się nad tym rozwiązaniem.

Piotr Rachtan