Oczekiwany, ale i zapowiadany wzrost PKB w minionym roku rzędu 3,5 proc. stał się faktem. Może nawet będzie on nieco wyższy, ale statystycy potwierdzą to dopiero za miesiąc albo dwa. Zdaniem wiceprezesa GUS prof. Janusza Witkowskiego ?są powody, aby w nowy 2004 rok wchodzić z większym optymizmem. W trzecim kwartale 2003 roku Produkt Krajowy Brutto, w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku wzrósł o 3,9 proc.?.
Według niego czwarty kwartał nie będzie gorszy jeśli chodzi o wyniki, a to oznacza, że realne jest wykonanie założonego w budżecie na 2003 rok 3,5-procentowego wzrostu gospodarczego. Pewne już jest zatem to, że Polska odbiła się od dna recesji, że dekoniunktura należy do przeszłości, że wróciła na drogę szybszego wzrostu. Nie ma jednocześnie odpowiedzi na pytania, czy tendencja ta jest trwała, czy przyspieszenie będzie równie wyraziste, czy rozwój będzie zrównoważony i wreszcie ? czy rząd, zauroczony optymistycznymi wskaźnikami, nie wycofa się z koniecznych reform strukturalnych, uginając się pod presją konieczności politycznych, a zwłaszcza ? wyborczych.

Przyczyny
Spójrzmy zatem na to, co w gospodarce polskiej takiego się wydarzyło i na ile te fakty spowodowane są prawidłową polityką gospodarczą oraz strukturalnymi właściwościami gospodarki, a na ile zbiegiem korzystnych okoliczności. Fakt jest oczywisty ? rozwój ten jest szybszy, niż prognozowali to przed rokiem ekonomiści. Pewien jednak niepokój tkwi w niejasnych przyczynach, które mogły ożywienie wywołać.
Jesienią 2002 roku analitycy przewidywali, że PKB zwiększy się w 2003 roku w granicach 2,3 - 3 proc., a rządową prognozę (3,5 proc.) określali na ogół jako realną, choć zbyt optymistyczną. Wszelako właśnie ta optymistyczna prognoza się sprawdziła - choć tylko co do wielkości wskaźnika wzrostu.

Rozpędzony motor eksportu
Najbardziej oczywistym faktem jest błyskawiczne przyspieszenie eksportu, dla którego duże znaczenie miało osłabienie złotego o 16 proc. wobec euro. Owo osłabienie wywołane było w dużym stopniu osłabieniem dolara wobec europejskiej waluty: Polska rozlicza większość swojego eksportu, skierowanego na rynki Unii Europejskiej, w euro, zaś większość importu, w dużej części surowcowego ? w dolarach. Korzystny kurs euro zachęcił eksporterów do wzmożonego wysiłku.
Jednak nakłady inwestycyjne nadal malały: przez trzy kwartały minionego roku o 1,5 proc. (choć w trzecim wzrosły o 0,4 proc.), a konsumpcja prywatna zwiększyła się tylko o 2,8 proc. Przez 10 miesięcy 2003 roku sprzedaż zagraniczna wzrosła, licząc w euro, o 6 proc. Zakupy na obcych rynkach - mimo wyraźnego ożywienia w gospodarce - zwiększyły się w tym czasie tylko o 1,2 proc., a ujemne saldo handlowe zmalało o 1,6 mld euro. Deficyt na rachunku bieżącym pod koniec roku szacuje się ostatnio na 2,7 proc. PKB. Eksport prawdopodobnie przyczynił się do wzrostu gospodarczego o około 0,5 punktu procentowego.

Kłopot z bezrobociem
Mimo umiarkowanie korzystnych tendencji makroekonomicznych nadal utrzymuje się wysokie bezrobocie. W końcu listopada stopa bezrobocia wyniosła 17,6 proc. - tylko o 0,2 proc. mniej niż rok wcześniej. Sytuacja na rynku pracy powoduje, że wzrost płac jest niewielki i mimo niskiej inflacji popyt konsumpcyjny rośnie powoli. Z tą barierą styka się większość przedsiębiorstw; wpływa to także na chęć podejmowania przez nie inwestycji, ukierunkowanych głównie na zwiększenie sprzedaży w kraju. Wzrost sprzedaży w przemyśle w roku 2003 był możliwy przede wszystkim przez zwiększenie wydajności pracy - o 12 proc. od początku roku do końca listopada, przy zatrudnieniu mniejszym o 3 proc. niż rok wcześniej (we wszystkich przedsiębiorstwach spadek zatrudnienia wyniósł 3,9 proc.). Ta zmiana, choć dla efektywności przedsiębiorstw korzystna, wyjaśnia powody utrzymywania się wysokiej nadal stopy bezrobocia. Co gorsze, w Polsce obserwuje się niezwykle niski poziom zatrudnienia (ok. 52 proc.), najniższy wśród krajów należących do OECD.

Słabo z inwestycjami
Słaby poziom inwestycji to kolejny czynnik, zaciemniający obraz przyczyn wzrostu. Wprawdzie w przedsiębiorstwach wyspecjalizowanych w eksporcie poziom inwestycji rośnie bardzo szybko: od stycznia do września ich nakłady na ten cel zwiększyły się o prawie 20 proc. (w niektórych branżach, gdzie eksport stanowi podstawowy kierunek sprzedaży, przyrost inwestycji sięga nawet 50 proc.), to jednak w całej gospodarce wzrost ten jest nieznaczny ? w 10 miesiącach 2003 roku wyniósł on zaledwie1,2 proc. Nadal niskie są inwestycje zagraniczne, Polska ? która przez wiele lat przodowała w tej dziedzinie, dziś nie jest już tak atrakcyjna, jak sąsiednia Słowacja czy Czechy. Składa się na to wiele przyczyn, ale te natury ekonomicznej są na dalszym miejscu, dla inwestorów największe znaczenie ma klimat, w Polsce pogarszający się od wielu lat, i stabilność prawa, której brak utrudnia prowadzenie interesów.
Tak więc zjawiska korzystne mieszają się z niekorzystnymi. Wskaźniki inflacji wciąż pozostają na niskim poziomie, rośnie jednak zagrożenie dla stabilności finansów publicznych. Wydatki budżetu państwa na cele gospodarcze są nadal bardzo niskie, natomiast wydatki socjalne wciąż rosną. Postępu prywatyzacji są znikome, ale jednocześnie dokonuje się restrukturyzacja tradycyjnych gałęzi, które ciążą całej gospodarce: podjęto restrukturyzację górnictwa węgla kamiennego, w hutnictwie też nastąpiła wyraźna poprawa (przez korzystną sprzedaż części polskich hut koncernowi LNM).

Poprawa klimatu
Władze państwowe dostrzegły jednak niektóre konieczności. Ponieważ polscy i zagraniczni przedsiębiorcy skarżyli się od lat, że warunki działalności gospodarczej stale się pogarszały, że rośnie liczba barier biurokratycznych i obciążenia fiskalne, rząd ? wychodząc naprzeciw tym środowiskom, podjął dwie odważne decyzje ? obniżenia podatku od dochodów z działalności gospodarczej z 27 do 19 proc. i uwolnienia przedsiębiorców z gorsetu biurokratycznego: kończą się właśnie prace nad ustawą o swobodzie działalności gospodarczej. Trudno już dziś przesądzić, czy rzesze biurokratów łatwo ustąpią, jednak rządowe inicjatywy zdecydowanie. Przy okazji redukcji podatków od przedsiębiorstw rozpoczęto tez poważna dyskusję nad wprowadzeniem podatku proporcjonalnego (liniowego) od dochodów osobistych. Premier socjaldemokratycznego rządu nie wyklucza takiego rozwiązania.
Finanse publiczne przed reformą
Największym jednak problemem polskiej gospodarki, nadal nierozwiązanym, jest sytuacja finansów publicznych. Deficyt budżetowy, zaplanowany na 2004 rok, formalnie wynosi 46,5 mld zł. Faktycznie jednak wiele wydatków zostało z budżetu wyprowadzonych i ? jak się szacuje ? rzeczywisty deficyt może przekroczyć 60 mld zł. Jeśli nie nastąpią radykalne cięcia w sferze wydatków, bowiem na silny wzrost przychodów nie można liczyć, wrośnie zagrożenie dla wykonania budżetu. Dług publiczny, który zbliża się niebezpiecznie do granicy, wyznaczonej przez konstytucję (60 proc. PKB), może doprowadzić do załamania finansów państwa i wywołać kryzys o nieprzewidywalnych konsekwencjach. W tej sytuacji odpowiedzialny za gospodarkę wicepremier Jerzy Hausner przedstawił plan reformy finansów publicznych, zakładający likwidację niektórych zbędnych wydatków lub redukcję innych, rewizję wydatków socjalnych i zwiększenie dochodów. W ocenie wielu ekonomistów plan Hausnera jest spóźniony i zbyt skromny, gdy chodzi zwłaszcza o zakres cięć wydatków na cele socjalne, może więc nie doprowadzić do oczekiwanego zrównoważenia budżetu. Nie jest też jeszcze pewne, czy plan Hausnera zostanie zaakceptowany, a jeśli tak, to w jakim zakresie. Opór społeczny wobec redukcji wydatków na cele socjalne wciąż jest bardzo silny. Mogą także zajść nieoczekiwane okoliczności polityczne, na przykład przedterminowe wybory.

Perspektywy
Rząd szacuje wzrost PKB w 2004 roku na 5 proc.; prognozy ośrodków badawczych i instytucji międzynarodowych są nieco niższe, ale wszystkie przekraczają 4 proc. Oznaczałoby to, że w 2004 roku gospodarka Polski będzie rozwijać się szybciej niż większości krajów zarówno ?starej? Unii Europejskiej jak i tych, które do niej wstępują.
W 2004 roku źródłem szybszego rozwoju będzie zapewne nadal eksport. Kurs złotego do euro może się wprawdzie nieco wzmocnić, ale nadal powinien być dość niski, co ułatwi producentom utrzymanie się na zachodnich rynkach, a być może i zwiększenie sprzedaży. Powinno im także sprzyjać widoczne już ożywienie w Europie Zachodniej, zwłaszcza że nie będzie ono zbyt silne i raczej nie doprowadzi do przestawienia się tamtejszych konsumentów na kupno droższych towarów (polskie przedsiębiorstwa rywalizują z zachodnioeuropejskimi wciąż głównie niższymi cenami swoich produktów). Inne źródła nieco szybszego wzrostu to przede wszystkim inwestycje. Rząd przewiduje, że w przyszłym roku zwiększą się one realnie o 12,2 proc., a i prognozy analityków też są korzystne. Zwiększeniu nakładów inwestycyjnych sprzyja m.in. stosunkowo duży stopień wykorzystania mocy wytwórczych (zwłaszcza w branżach produkujących na eksport), konieczność unowocześnienia parku maszynowego w firmach, które przez dwa lata wstrzymywały się z tym, a także generalnie lepsza sytuacja finansowa przedsiębiorstw i oczekiwane, choć niewielkie, obniżenie ceny kredytu. Wpływ na zwiększenie inwestycji mieć też powinien efekt obniżenia podatku od dochodów z działalności gospodarczej.
Ekonomiści nie przewidują natomiast szczególnie szybkiego wzrostu konsumpcji w przyszłym roku. Ze względu na planowane oszczędności w wydatkach budżetowych wzrost świadczeń i pensji w sferze budżetowej nie będzie duży, a podwyżki płac w przedsiębiorstwach nadal będzie hamować duże bezrobocie. Rząd zakłada wprawdzie zwiększenie spożycia indywidualnego o 3,8 proc., ale już prognozy OECD są skromniejsze (2,8 proc.), a według przewidywań JP Morgan ? w nadchodzących kwartałach popyt krajowy w Polsce, mimo spodziewanego zwrotu w inwestycjach, będzie należał do najsłabszych w Europie Środkowej?. Potwierdzają to badania nastrojów konsumentów, wskazujące na powszechny pesymizm.
Powodem tak złej atmosfery jest przede wszystkim sytuacja na rynku pracy. Zagrożenie jej utratą najsilniej wpływa na stan umysłów Polaków. A pod tym względem wiele się nie zmieni: rząd przewiduje wprawdzie pewien wzrost zatrudnienia, a także liczby osób pracujących na własny rachunek, ale wyraźniejszego spadku stopy bezrobocia (do 15,1 proc.) spodziewa się dopiero w końcu 2005 roku. Według analityków, w 2004 roku nadal będzie się ona kształtować powyżej 17 proc.

Czynnik hamujący - wciąż wysokie bezrobocie
Powolny wzrost zatrudnienia i dochodów ludności będzie też czynnikiem hamującym wzrost cen. Wprawdzie inflacja nieco wzrośnie w 2004 roku, ale nadal będzie niska; rząd przewiduje, że za rok jej wskaźnik wyniesie 2,5 proc., prognozy analityków są na ogół zbliżone. Ekonomiści nie przewidują przy tym impulsu cenowego po wejściu do Unii, a choć liczą się z możliwością inflacyjnych niespodzianek, to wiążą je np. z kolejnym sezonem słabych plonów w rolnictwie.
Nie ma natomiast pewności, czy podstawowe stopy procentowe nadal będą maleć. Rząd tego oczekuje, szczególnie wobec spodziewanych zmian w Radzie Polityki Pieniężnej (wydaje się, że górę w niej wezmą ?gołębie?), ale rynki finansowe biorą pod uwagę także możliwość ruchu stóp w górę - przede wszystkim z uwagi na sytuację finansów publicznych i olbrzymie potrzeby pożyczkowe państwa, co stanowi największe zagrożenie.
? Gospodarka rozpędza się i nawet jeśli pojawią się jakieś niekorzystne okoliczności, to przez jakiś czas będzie się rozwijać siłą inercji - mówił Mirosław Gronicki z Banku Millenium dziennikowi ?Rzeczpospolita?. Taką okolicznością mogłoby być np. odrzucenie planu Hausnera czy też przedterminowe wybory, które doprowadziłyby do niekorzystnych - w opinii uczestników życia ekonomicznego - zmian we władzach. Ale nawet wówczas gospodarka odczuje to pod koniec 2004 roku, albo w następnym?.
To jednak, czy jednak rządowi starczy determinacji w dalszym reformowaniu gospodarki, zależeć będzie od wielu czynników, także od tego, na ile gładko dokona się akcesja Polski do Unii Europejskiej oraz na ile konkurencja na wspólnym rynku zagrozi ? lub nie ? zdrowiu polskich przedsiębiorstw.

Piotr Rachtan