Zastosowanie technologii informacyjno-telekomunikacyjnych w biznesie nie oznacza stworzenia nowego paradygmatu.

Wraz z pęknięciem spekulacyjnego bąbla dot.com’ów rozdmuchane na fali postmodernistycznego bełkotu, jaki wdarł się również do ekonomii, pojęcie „nowej gospodarki” (w Polsce często tożsame z pojęciowym koszmarkiem „nowa ekonomia”) uległo poważnym przemianom. Przestano mówić o tworzeniu się wraz z rozwojem przedsiębiorstw internetowych nowych zasad ekonomicznych, czy powstaniu „nowego paradygmatu”.


Jeszcze kilka lat wcześniej tworzenie się „nowej gospodarki” uznane zostało za trend przełomowy. Generowany przez „nową gospodarkę” wzrost ekonomiczny miał przyciągać zainteresowanie koncentrujące się na rozwoju związanych z Internetem firm, sektorów i gospodarek poszczególnych krajów. „Nowa gospodarka” została istotnie powiązana ze wzrostem i rozwojem więzi między firmami oraz pomiędzy systemami gospodarczymi w różnych krajach. Przemiany w procesach globalizacyjnych wpływają pośrednio także na procesy regionalizacji, co jest widoczne przede wszystkim w Unii Europejskiej. Takie zmiany ewolucyjne pod wpływem tak zwanej „nowej gospodarki” wewnątrz europejskiej przestrzeni gospodarczej zostały nawet nazwane umownie tworzeniem Nowej Europy.

Choć jednak znane jest stwierdzenie Shapiro i Variana, mówiące, że „technologia ulega zmianom, ale nie prawa ekonomiczne”, czy przemiany powodowane rozwojem technologii informatycznych nie powodują na tyle istotnych zmian w gospodarce, że użycie pojęcia "nowa ekonomia" staje się przynajmniej czasem zasadne. Czy rzeczywiście pojawiły się nowe obszary gospodarki po upowszechnieniu komputera osobistego, a zwłaszcza po połączeniu tychże poprzez światową sieć Internet?


Obecnie łatwiejszy dostęp do informacji, a szczególnie szybkość takiego dostępu liczona jest obecnie nie w dniach czy godzinach, lecz w milisekundach. Dostęp do danych gospodarczych przestał ograniczać się jedynie do prasy fachowej i trudnodostępnych hurtowni danych dużych instytucji doradczych. Jednak obszar zmian nie ograniczył się jedynie do samego zbierania, przetwarzania i udostępniania informacji.


Zmienił się prawie cały sposób prowadzenia biznesu, od wytwarzania, poprzez magazynowanie (często przecież produktem jest „jedynie” myśl w postaci oprogramowania) do dystrybucji. Ze względu na kwestie związane z substytucją pracy kapitałem, w najmniejszym stopniu „nowa gospodarka” odcisnęła swe piętno na sektorze usług.


Jak zatem w tak określone zasady ekonomii wpisuje się tzw. „nowa ekonomia”. Należy tutaj jeszcze raz podkreślić, iż istnieje niebezpieczeństwo związane z popularnym używaniem tego terminu, zwłaszcza przez media. Niebezpieczeństwo to polega na paraleli iż jeśli istnieje „nowa ekonomi” to ta istniejąca dotychczas jest starą, tradycyjną ekonomią, a zatem wszystkich zajmujących się ekonomią w tradycyjnym znaczeniu niedługo będzie można przenieść do lamusa historii. Najnowsza historia myśli ekonomicznej uczy jednak, że tak nie jest. Jako przykład może posłużyć pojęcie reengineringu z pierwszej połowy lat ‘90-tych czy jeszcze niedawno bardzo modne metody 6-sigma. Reenginering mający być panaceum na wszelkie bolączki biznesu szybko okazał się ślepą drogą w zarządzaniu, zaś metoda 6-sigma już w niektórych kręgach zaczyna dzielić los tego pierwszego pojęcia. Jak podkreślają eksperci – Kisielnicki i Szyjewski – środowiska praktyków, lansując termin "nowa ekonomia" jako coś nowego i rewolucyjnego uważają, że pod wpływem internetu dokonują się rewolucyjne zmiany i na fundamentach tradycyjnej ekonomii powstała nowa nauka. Środowiska naukowe są jednak nadal dość sceptyczne; najprawdopodobniej dokonuje się jedynie następny etap rozwoju nauk ekonomicznych. Ponad wszelką wątpliwość należy jednak stwierdzić, że dzięki rozwojowi technologii informacyjno-telekomunikacyjnych (ICT) powstały nowe narzędzia, które bardzo dobrze wpisują się w istniejącą teorię ekonomii i mają związki zarówno z makroekonomią, jak i mikroekonomią.


Jednak „nowa ekonomia” definiowana poprzez takie nowe narzędzia polega przede wszystkim na zarządzaniu informacją, a w tym przede wszystkim zarządzaniu wiedzą. ICT pozwala na działalność działamy w świecie całkowicie wirtualnym, gdzie czas przesyłania informacji i proces podejmowania na ich podstawie decyzji jest niesłychanie krótki.


Profesor Andrzej Wojtyna, określa „nową gospodarkę” jako pojęcie ukute w ostatnich kilku latach dla opisania pewnych jakościowo istotnych zmian, jakie można było zaobserwować głównie w Stanach Zjednoczonych, a zdaniem wielu ekonomistów także w krajach europejskich, na przykład w Wielkiej Brytanii czy Danii.


Wojtyna uważa, że pojęcie „nowa ekonomia” pojawiło się w ślad za pojęciem „nowa gospodarka”. Podkreśla on problem, czy te jakościowo nowe zjawiska w gospodarce mogą być opisane przez tradycyjną ekonomię rozumianą jako dyscyplina naukowa, czy też potrzebne są w tym celu nowe teorie, czy nowe koncepcje. Twierdzi, że spór w tej kwestii nie został zakończony, a nawet zyskał dodatkowy wymiar w ostatnim okresie w związku z tym, co działo się w gospodarce amerykańskiej pod koniec lat dziewięćdziesiątych.


„Nowa gospodarka” charakteryzuje się bardzo szybkim rozwojem technik informatycznych, produkcji komputerów, oprogramowania, a w ślad za tym również wykorzystaniem tych wszystkich nowych technik w innych dziedzinach gospodarki.


Zmiany te wpłynęły na znaczne przyspieszenie tempa wzrostu wydajności pracy, co też miało istotne konsekwencje makroekonomiczne.


Możliwy stał się wzrost płac, który nie musiał koniecznie przekładać się na wyższe tempo wzrostu cen czyli inflację. Z drugiej strony okazało się, że rozwój tych nowych dziedzin produkcji kreował również nowe miejsca pracy. Ten proces kreacji nowych miejsc pracy był na tyle szybki, że mimo wzrostu wydajności pracy nie doszło do wzrostu bezrobocia. Czyli z punktu widzenia makroekonomicznego nastąpił wyjątkowy zbieg korzystnych zjawisk - z jednej strony malejące bezrobocie, z drugiej strony malejąca, a potem ustabilizowana na bardzo niskim poziomie inflacja, a równocześnie wysokie tempo wzrostu gospodarczego.


Rozważania nad istotą „nowej gospodarki” prowadzą do wniosku że nowe technologie nie są same w sobie nowym jakościowo źródłem podnoszenia wydajności pracy, lecz sprzyjają jedynie poważnym wzrostom wydajności pracy. Wzrost wydajności pracy uzyskuje się przez procesy przenoszenia kosztów na zewnątrz przedsiębiorstwa. Nowe technologie na przykład poprawiły procesy zarządzania zapasami na zasadach „zero stock”. Tak postawiony cel można osiągnąć przez przerzucenie kosztów magazynowania na warunki pracy. Intensyfikacja i uelastycznienie pracy osiągnięte dzięki nowym technologiom staje się źródłem oszczędności kosztów.


Inną dziedziną kierowania firmą na którą wpływ ma nowoczesna technologia jest transport i logistyka. Można tutaj także mówić o przenoszeniu kosztów na zewnątrz – odchodzi się tym samym od klasycznej organizacji, w której zaopatrzenie zależy od organizacji dużych dostaw, a następnie magazynowania sporej ilości zapasów. Jednak w nowej organizacji tego procesu, gdzie dzięki zmniejszeniu poziomu zapasów akcenty przenoszą się na logistykę, co powoduje powstawanie kosztów społecznych w postaci zwiększenia się gęstości sieci drogowych, wzrostu liczby wypadków i korków na drogach. Wzrasta też zanieczyszczenie środowiska.


Zatem pytanie czy „nowa gospodarka” jest naprawdę nowa jest ciągle aktualne. Czy określenie „nowa gospodarka” jest jedynie marketingowym chwytem mediów i niedowartościowanych i próbujących na siłę znaleźć nisze dla swoich „dzieł” ekonomistów? Pomimo tego dylematu interesujące jest badanie stopnia zależności rozwoju od potencjału zastosowań technologii ICT w gospodarce.


W samej Unii Europejskiej istnieje obawa, że obecna luka technologiczna w wykorzystaniu ICT dzieląca nowych i starych członków Unii może w przyszłości przekształcić się w przepaść ekonomiczno-socjalną. Byłby to podział odmienny od „tradycyjnego” – bogatej Północy i biednego Południa. Miałby on charakter południkowy – bogaty Zachód i biedny Wschód. Zatem rozwój ICT jest zarówno dla Polski, jak i pozostałych krajów Europy Środkowo-Wschodniej jednym z kluczowych czynników przyśpieszenia ich gospodarczego rozwoju, ale także aktywnego uczestnictwa w procesach regionalizacji, a co za tym idzie również globalizacji (co być może będzie dla tego skrawka świata zupełnie nową gospodarką).


Aleksander Żołnierski