Prawo i Sprawiedliwość odtrąbiło sukces na Podkarpaciu, gdyż w czterech powiatach tego województwa w uzupełniających wyborach do Senatu zwyciężył bezapelacyjnie Zdzisław Pupa.

Uzyskał on - uwaga, uwaga! - aż 60,84 proc. głosów. Kandydat PSL/PO Mariusz Kawa trzy razy mniej (21,33 proc), a Kazimierz Ziobro z Solidarnej Polski aż sześć razy niej (11,09 proc.).


Frekwencja była niewielka, wyniosła 15,84 proc.


Na stronach internetowych Prawa i Sprawiedliwości czytamy triumfalny tekst: „To jest rzeczywiście wielki sukces PiS dlatego, że wynik jest lepszy niż był 2 lata temu w wyborach w roku 2012. Wtedy dzisiejszy marszałek województwa podkarpackiego, senator PiS Władysław Ortyl uzyskał 49 proc. poparcia, teraz 60 proc.” - mówił Mariusz Błaszczak w poniedziałek rano w „Sygnałach Dnia” Polskiego Radia.
Jak jednak dodał, rezultat ten mógł być lepszy. „Ten wynik byłby jeszcze lepszy, gdyby nie rozbicie prawicy, gdyby nie ambicje indywidualne pewnych środowisk ten wynik byłby jeszcze lepszy” - podkreślił szef klubu PiS.

 

I miał rację! Porachujmy więc:


8 września kandydat Prawa i Sprawiedliwości zebrał 35640 głosów. A zasługiwał przecież na wynik lepszy o 136,88 proc! To nie żart, w poprzednich wyborach Władysław Ortyl uzyskał 82425 głosów. Na miejscu Mariusza Błaszczaka, o Adamie Hoffmanie nie wspominając, zastanowiłbym się nad odpowiedzią na pytanie: gdzie się podziało 46785 wyborców?
Piotr Rachtan