Wczoraj pokazano nam przywiezione z miejsca katastrofy naszego Tupolewa pod Smoleńskiem przedmioty, które znalazca – turysta Waśkiewicz – pokazał i przekazał posłowi PiS Andrzejowi Derze.

Te przedmioty – kawałek paska, fragment blachy, naświetlony film fotograficzny z widocznymi negatywami zdjęć – przedstawiono Polakom jako przedmioty, należące do ofiar katastrofy. Nikt, literalnie nikt nie zadał sobie pytania, czy te przedmioty rzeczywiście zostały znalezione na miejscu katastrofy. Nikt nie zapytał, jak to możliwe, że ktoś na pokładzie samolotu rządowego wiózł ze sobą naświetloną i wywołaną taśmę fotograficzną. Odbiorcy tej wstrząsającej relacji przyjęli za dobra monetę oświadczenie turysty, że są to rzeczy pasażerów Tu-154. Bo że poseł Dera chwycił jak chart ten trop – nie dziwi. Że posłowie PiS nazajutrz wzywają premiera do wystąpienia do rządu Rosji o przekazanie śledztwa – to norma. Że w ten sposób zastawiają pułapkę na Donalda Tuska i Platformę Obywatelską, na dodatek na 3 godziny przed wystąpieniem swojego własnego patrona, to oczywistość.
Martwi mnie, że media dają się tak łatwo manipulować, że dziennikarzom nie chce się pomyśleć i zadać prostych pytań – np. na jakiej podstawie turysta Waśkiewicz, poseł Dera i poseł Błaszczak twierdzą, że kawałek blachy pochodzi z kadłuba samolotu, wkładka do butów – należała do którejś z ofiar, nie mówiąc o wyświetleniu dylematu naświetlonego filmu.
Martwi mnie, że media za dobrą monetę przyjmują każde stwierdzenie posłów PiS, że strona polska występuje jako petent wobec władz rosyjskich. To obraźliwe stwierdzenie posłowie obracają z wielkim smakiem. Przypomnę, że strona rosyjska przekazuje polskiej informacje z wyprzedzeniem, zanim nastąpi formalne wystąpienie. Dlatego właśnie polska prokuratura nie spieszy się z informowaniem publiczności, a w szczególności – mediów – o postępach w śledztwie. Jak kto nie wierzy, nie sprawdzi, co mówią polscy dziennikarze pracujący stale w Moskwie.
Martwi mnie, że media nie zauważają, że leśne okolice smoleńskiego lotniska „Siewiernyj” były takim samym wysypiskiem śmieci, jak otoczenie każdego polskiego miasta. Nie zdziwi mnie, jeśli okaże się, że kawałek blachy pochodzi z lodówki „Mińsk”, a wkładka ma napis cyrylicą. Chociaż stuzłotówka jest z pewnością polska...
Wydarzenie z przywiezionymi przez turystę przedmiotami ujawnia jeszcze jedną prawidłowość: niech media porzucą złudzenie, że są jakąkolwiek władzą w Polsce – to dziennikarze tak tańczą, jak zagrają im politycy, szczególnie ci przepełnieni troską o los naszej zbolałej ojczyzny. Im można wierzyć, nie działają przecież w jakimś politycznym celu, to rząd zawsze kręci, szczególnie rząd Platformy Obywatelskiej. Donald Tusk i jego gabinet, a w tle – kandydat PO na prezydenta – są nieustannie sądzeni. Codziennie i doraźnie.
Piotr Rachtan