Coraz częściej oglądam w telewizyjnym okienku polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy wymachują do kamery żółtymi papierami. Mówią, że te kartki dla rządu mają oznaczać ostrzeżenie.

Nie rozumiem, przed czym mają Donalda Tuska i jego ministrów ostrzegać polityczni rywale. Bo mnie się wydaje, że oni każą się mieć na baczności ... przed nimi samymi. I że chcą zarazem usprawiedliwić swoje postępowanie.
Jak pamiętam z przeszłości, najlepszym sposobem uniknięcia poboru do wojska, albo ucieczki przed odpowiedzialnością za oszustwo było załatwienie sobie tzw. żółtych papierów. One chronić miały delikwenta najskuteczniej. Sam, gdy mnie w czasach czerwonego luda wcielano do wojska po relegowaniu z Uniwersytetu warszawskiego w 1968 roku, kombinowałem, jak by tu zrobić z siebie wariata. Czyli właśnie załatwić sobie te żółte papiery. Mój zapał ostudził znajomy psychiatra, który uświadomił mi, że żółte kwity są dożywotnie i mogą utrudnić np. znalezienie zatrudnienia.
Czy politycy Prawo i Sprawiedliwość, pokazując Polakom swoje żółte papiery, które zwalniają dziś tę partię od odpowiedzialności za słowa i czyny, są świadomi tego, że spin-doktorzy, wymyślając taką reklamę, skazali ich na dożywotnie piętno "psychicznych"? Może wiara w tych doktorów wynika z niedouczenia: spin w fizyce oznacza - po polsku - kręt. Spin doktorzy to są zatem zwyczajni krętacze, którzy partię Prawo i Sprawiedliwość wkręcają w bardzo niebezpieczną dla niej sytuację.
Chyba, że żółte papiery PiS-owi po prostu przysługują: z definicji.
Piotr Rachtan
PS: Spin (w fizyce) – własny moment pędu danej cząstki w układzie, w którym cząstka spoczywa, moment pędu - inaczej kręt.
Spin (w public relations/socjotechnice) – pejoratywne określenie mocno zniekształconego portretu rzeczywistości.