Grzechem Polski jest dziś to, że historia stanowi narzędzie w walce politycznej - oświadczył gen. Wojciech Jaruzelski w wywiadzie dla wydania rosyjskiego dziennika "Rossijskaja Gazieta".
- Przyznaję, że przez wiele lat po wojnie trwaliśmy przy czarno-białej wizji rzeczywistości. My, którzy przybyliśmy ze Wschodu, byliśmy dobrzy, a wartość tych, którzy walczyli o Polskę na Zachodzie, była mniejsza. Teraz wszystko się odwróciło. To źle. Nie tylko dla nas, tych, którzy budowali nową Polskę po wojnie. To źle dla przyszłych pokoleń - ocenił Jaruzelski.
Podkreślił, że może dziś chodzić z podniesioną głową, ponieważ jego ekipie udało się bez rozlewu krwi dotrzeć do punktu, w którym były możliwe przemiany.
- Jest tu pewien paradoks: wprowadziłem stan wojenny, a jednocześnie byłem architektem "okrągłego stołu" i przejścia do demokracji. Inaczej mówiąc, bez stanu wojennego nie byłoby "okrągłego stołu". Nie wykluczam, że to i tak by się stało, ale znacznie później i nie wiadomo, za jaką cenę -
oświadczył Jaruzelski. (cytujemy za Onet.pl)

Zgoda, że historia stanowi dziś oręż w walce politycznej. Tyle tylko, że nie dotyczy to historii Wojciecha Jaruzelskiego i jego poczynań. To „kwity" na różnych ludzi produkowane lub fałszowane za czasów jego rządów służą obecnie niszczeniu tych ludzi przez intelektualnych, moralnych i życiorysowych karłów. To SB, wcześniej niż PiS, wytworzyła amunicję do tej wojny na historię. Ma więc Wojciech Jaruzelski to, co chciał. Za jego rządów przygotowano grunt do oszczerstw wobec Wałęsy, Kuronia i wielu innych, a teraz znalazły się tylko miernoty, które z tego korzystają.

Sytuacja Jaruzelskiego jest zupełnie inna, niż Wałęsy. Wałęsa jest bohaterem narodowym a Wojciech Jaruzelski zbrodniarzem i zdrajcą. Bo nie jest prawdą, że ten pan działał bez rozlewu krwi. Wojciech Jaruzelski był najpierw konfidentem Informacji Wojskowej w latach stalinowskich. Była to wyjątkowo wredna formacja, niejako polski wydział organizacji sowieckiej SMIERSZ (skrót od smiert szponom). Informacja Wojskowa była równie, a może i bardziej, okrutna, jak UBP. IW przelewała polską krew obficie. Zajmowała się między innymi fizyczną likwidacją wielu polskich patriotów, głównie dawnych żołnierzy Armii Krajowej. Tę krew na rękach ma także Wojciech Jaruzelski.

Kolejnym epizodem w karierze generała była operacja „Dunaj", czyli inwazja wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. Także z tego tytułu Jaruzelski ma krew na rękach. Później Wojciech Jaruzelski dowodził pacyfikacją buntu na Wybrzeżu w 1970 roku, gdy podległe mu wojsko zabiło co najmniej kilkadziesiąt osób, ponad 50 na pewno, a ile więcej nie wiadomo dzięki intensywnemu zacieraniu śladów. Wojciech Jaruzelski zasiadał w najwyższych władzach państwa, gdy w 1976 roku zabijano ludzi w Radomiu, Ursusie i Płocku. Wreszcie stan wojenny, który kosztował życie ponad stu Polaków (108 według raportu Rokity). Gdzież jest więc to „bezkrwawe dotarcie do punktu, w którym możliwe były przemiany"?

Wojciech Jaruzelski kreuje się jako łagodny baranek, co zawsze chciał „dobra Polski". Ja jednak pamiętam, że zawsze był zwolennikiem walki o to dobro „do ostatniego Polaka". Jakoś dziwnie lubił do rodaków strzelać.

Szczególnie ciekawe jest stwierdzenie, że bez stanu wojennego nie byłoby "okrągłego stołu". Równie dobrze bez paktu Ribbentrop - Mołotow nie byłoby zdobycia Berlina. Osobliwy tok rozumowania: moją zasługą jest to, że zacząłem wojnę z własnym narodem w imię obcych interesów i ją przegrałem. Jak bym nie zaczął wojny, to bym nie skapitulował. Ot, co! Bo pan generał zapomniał, że okrągły stół był kapitulacją jego ekipy. Nie bezwarunkową, ale jednak kapitulacją. Jakoś dziwnie kołacze mi się w pamięci zdanie: „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy!". Czy pan generał nie pamięta, kto to powiedział i kiedy?

Krzysztof Łoziński