Negocjacje, im stawka jest wyższa, tym bardziej przypominają dobra partię brydża. Znana jest odzywka partnerów w licytacji, ale nie jest do końca znany rozkład kart.
Licytacja w negocjacja o tarczy rakietowej jest zakończona. Znane są wylicytowane stanowiska. Dzisiejsze wystąpienie premiera Donalda Tuska, w którym nie zamknął do końca rozmów, pozostawił furtkę – jest dobrym wyjściem. Polacy w większości nie są chętni umieszczeniu na naszym terytorium elementów tarczy. A już na pewno nie chcą jej bezwarunkowo, z czystej przyjaźni do naszego sojusznika. Polacy chcą w zamian  rzeczywistego wzmocnienia siły obronnej polskiego wojska. Obawiają się, że jeśli sprawy pozostaną wyłącznie w sferze miłych deklaracji, to wyjdziemy na tym jak na offsecie za F-16.

Rozmieszczenie przez Rosjan przed półtora rokiem w pobliżu Grodna i Brześcia baterii przeciwlotniczych rakiet S-300PMU i S-400, w których zasięgu mogą znaleźć się polskie samoloty nad Mińskiem Mazowieckim, nie wzbudziło niepokoju nie tylko Amerykanów, ale nawet ówczesnych polskich czynników rządowych. Rozmieszczenie na polskim terytorium zestawów Patriott przy okazji instalacji tarczy mogłoby przywrócić zachwianą przez Rosjan równowagę i poprawić nasze bezpieczeństwo.

Nie dziwię się więc rządowi polskiemu, że mógłby na tarczę zgodzić się tylko wtedy, gdy poprawi to sytuacje Polski w regionie. Czyli – jeśli znajdzie się na terytorium naszego kraju taka liczba patriotów, która zrównoważy obecność rosyjskich rakiet na Białorusi.

Ot i wszystko, jeśli więc Amerykanom bardzo zależy – pójdą na warunki polskiego rządu. Na szczęście – decyduje o tym rząd, a nie ministrowie z kancelarii prezydenta, którzy też nie zauważyli rosyjskich baterii przeciwlotniczych.

Dlatego należy popierać tylko takie stanowisko, którego skutkiem będzie faktyczna poprawa bezpieczeństwa naszego kraju.

Piotr Rachtan