Jeden z podstawowych kanonów etyki dziennikarskiej stanowi, że nie tworzy się materiałów prasowych tylko po to, by kogoś poniżyć. Niby proste. Tymczasem po raz drugi już wszystkie stacje telewizyjne i część gazet, opublikowało materiał o tym, że „znana okulistka, prof. Ariadna G., synowa Edwarda Gierka" była nietrzeźwa w pracy.
Można by rzec: no i co z tego? Codziennie w Polsce kilkaset tysięcy ludzi, w tym kilka tysięcy policjantów na służbie, pije alkohol w pracy. Skąd to wiem? Ze społeczeństwa. Picie w pracy jest w naszym kraju zjawiskiem nagminnym, a w popularne imieniny - powszechnym. Po co więc wyemitowano ten materiał? W dodatku wyemitowano ponownie stare zdjęcia z pierwszej wpadki pani profesor, dość paskudne.

Niestety, przykład, który podałem, nie jest odosobniony. Codziennie oglądamy i czytamy materiały, które z etyką dziennikarską są mocno na bakier. Na przykład, stacje telewizyjne z lubością udzielają czasu antenowego politykom, ktorzy w sprawach merytorycznych nie mają nic do powiedzenia, a ich wypowiedzi ograniczają sie do obsypania obelgami przeciwnikow politycznych. Rozumiem, że prasa ma obowiązek informowania o tym, co mówią politycy, ale o tym, co mówią do rzeczy. Gdy polityk tylko kogoś obraża, mozna grzecznie, acz stanowczo, powiedzieć: "Panie pośle, to są obelgi i tego nie możemy wyemitować" (patrz: Prawo Prasowe, art. 12.1. p. 1.).

Warto by się zastanowić, czy nie należy założyć organizacji dziennikarskiej zajmującej się tylko jednym aspektem - etyką, bo z tym jest ostatnio fatalnie. A na początek proponował bym przestać zapraszać do studia, oraz cytować, polityków, którzy przychodzą tam tylko w jednym celu - po to, by komuś naubliżać. I przestać emitować materiały o tym, ze ktoś się upił, ktoś miał kaca, a ktoś inny nie zapiąl rozporka. Bo to jest dziennikarstwo na poziomie rozporka właśnie.

Krzysztof Łoziński