Mimo że nie wiadomo jeszcze, kiedy odbędą się wybory samorządowe, kampania wyborcza trwa na całego.
 
Znów uaktywnił się minister Ziobro i zwalnia z funkcji prokuratorów, którzy są zbyt pobłażliwi w stosunku do pijanych kierowców. Zamiast załatwiać sprawę systemowo, wprowadzając stosowne rozwiązania prawne - ręczne sterowanie. Ja oczywiście rozumiem takie postępowanie, wszak po pijaku może jechać „nasz", dajmy na to taki poseł PiS z Elbląga. Ma w tym względzie już pewne doświadczenie i działałby w warunkach recydywy. On mógłby iść do więzienia, a tak - niekoniecznie. Takie rzeczy się zdarzają. Przypomnę tylko sprawę pewnego sędziego, ostatnio skazanego za spowodowanie wypadku samochodowego. Co prawda był trzeźwy, ale jako „nie nasz" został skazany. Za to „nasza" sędzina, która uczyniła dokładnie to samo, została powołana przez obecnego prezydenta do Krajowej Rady Sądownictwa. Niby przewinienie takie samo a jak różne wyroki. LPR nie chce być gorsza i domaga się karania pasażerów pijanych kierowców. Ciekawe czy dzieci wożone przez pijanych rodziców też mają być karane, bo to jakoś umknęło mojej uwadze. A może by tak po prostu skuteczniej egzekwować obowiązujące prawo, bo słuchając codziennych wiadomości o zatrzymanych pijanych kierowcach, można odnieść wrażenie, że w tym kraju już nikt nie powinien mieć prawa jazdy, drogi tymczasem w dalszym ciągu są zatłoczone.

Nie koniec na tym. Wraca także temat kary śmierci i aborcji, jako dyżurne tematy wyborcze, o lustracji nie wspomnę, bo zaczyna się już odbijać wszystkim czkawką. Tak więc kampania wyborcza trwa na całego, mimo że tak naprawdę zgodnie z prawem jest nielegalna. Całe miasta oblepione są billboardami PiS i LPR, pola zaś zajęła Samoobrona. Szefowie partii twierdzą, że wszystko jest w porządku, bo oni tylko reklamują swoje partie a nie prowadzą kampanii wyborczej. To może być akurat prawda, bo w czasie kampanii wyborczych nie promuje się partii tylko kiełbasę, albo wierzby. Moją szczególną uwagę zwróciły plakaty PiS. O ile dobrze pamiętam, w kampanii parlamentaro-prezydenckiej, bracia Kaczyńscy dużo mówili o „zwróceniu się państwa przodem do obywateli". Tymczasem na plakatach partii rządzącej, obywatele IV Rzeczpospolitej (jak się domyślam - członkowie jedynie słusznej partii, bo tylko oni są godni tego miana), odwrócili się od ludu tyłem. Zastanawiam się tylko czy dlatego, że się wstydzą i nie mogą spojrzeć ludowi prosto w oczy, czy też dlatego że pokazują ludowi, w której części ciała go mają, która z przodem akurat ma niewiele wspólnego.

Janusz Krakowian