W Sejmie trwają rozmowy PiS z LPR i Samoobrona o pakcie stabilizacyjnym. Może on przynieść jednak zaskakujące rezultaty, których nikt, a przede wszystkim pomysłodawcy, nie mógł się spodziewać.

 W trakcie negocjacji koalicjanci PiS zrezygnowali z żądania stanowisk rządowych dla swoich przywódców w zamian za rezygnację z rozpisania wcześniejszych wyborów. Dotyczy to zwłaszcza Samoobrony, która chciała stanowiska wicepremiera dla Andrzeja Leppera i ministerstwa rolnictwa dla Krzysztofa Filipka oraz fotela ministra gospodarki. O oczekiwaniach Ligi Polskich Rodzin nic nie wiadomo. Jak twierdzą politycy zaangażowanych partii, wczoraj (30 stycznia) uzgodniono szczegóły polityczne.
Pierwotnym zamiarem Prawa i Sprawiedliwości było - przez związanie obu koalicjantów mało precyzyjnym paktem - zaszachowanie ich i obezwładnienie, z możliwością samodzielnego decydowania o tym, kiedy porozumienie zerwać i rozpisać np. nowe wybory.
Tymczasem Jarosław Kaczyński sam stał się równocześnie zakładnikiem formalnie spisanego aliansu. Nie oferując nic bardziej konkretnego, jak jeden czy dwa fotele, naraża siebie i swoją partię, że jego koalicjanci sami mogą podjąć decyzję o zerwaniu paktu. Opinia publiczna może w każdej chwili odwrócić się od mało efektywnego rządu, od kłótliwego przywódcy, który z taką łatwością zraża do siebie partnerów, od partii, która sprzeniewierzyła się swoim wyborcom. Za dwa, trzy miesiące, gdy opadnie popularność premiera, gdy obniżą się słupki w sondażach - Andrzej Lepper z ulgą powróci do swojej właściwej roli szyderczego krytyka wszystkiego i wszystkich i z lubością będzie pokazywał palcem prawdziwe i urojone błędy rządu oraz jego patrona. I spróbuje zawalczyć o część elektoratu PiS-u. Podobnie jak Roman Giertych, który nie ma przecież nic do stracenia.
Wtedy wybije godzina prawdy: dzisiejszy superstrateg okaże się słabym, nieprzewidującym jak nowicjusz politykiem, który wykolegował sam siebie. Bo choć złapał Kozak Tatarzyna, to Tatarzyn - niestety - za łeb trzyma.
Jeśli tak się nie stanie i mimo odwrotu opinii publicznej Lepper będzie trwał wiernie przy Jarosławie Kaczyńskim, to pewnie nie z dobrej woli politycznej i lojalności wobec partnera, tylko ze strachu: obecna władza ma na niego niejeden hak i nie zawaha się go użyć. Skutki takiej taktyki mogą być dla państwa, dla demokracji złowrogie.
To jednak jest już inna historia...
Piotr Rachtan