Drogi Krzysztofie, taktyka walki  o władzę i jej utrzymanie w identycznym stopniu charakteryzuje rząd obecny, co wszystkie rządy przeszłe, które jeśli nie miały w swoich szeregach komunistów czy postkomunistów, to trafiały im się różne tajne kwiatki. Może z wyjątkiem rządu Jana Olszewskiego, który nie wchodził w polityczne komeraże z grupami o wątpliwej przeszłości.

Zarzut, jaki czynisz braciom Kaczyńskim z tego, że nie jeździli za granicę i nie studiowali w językach światowych wspaniałych osiągnięć zachodniej demokracji jest co najmniej niestosowny i nielogiczny. Nawiasem mówiąc, czy np. Jacek Kuroń znał języki i czy podróżował do mateczników nauki, demokracji i czego tam jeszcze? Co powiesz o Lechu Wałęsie w tym kontekście? A o Adamie Michniku? A – z drugiej strony – jak się ma do Twojej analizy postać Macieja Giertycha, który spędził życie na emigracji w demokratycznym kraju?<?xml:namespace prefix = o ns = "urn:schemas-microsoft-com:office:office" />


Komunistyczne prawo. Lech Kaczyński jest, o ile się nie mylę, znawcą prawa pracy. A prawo pracy i stosunki pracy to kategorie nie socjalistyczne czy kapitalistyczne, tylko reguły definiujące współzależność pracodawcy i pracobiorcy. Jeśli w sektorze publicznym pracuje dziś 40% zatrudnionych, to czy ich stosunki z pracodawcą opisywać ma inne prawo pracy? Komunistyczne, mianowicie?


Zarzut ze skuteczności politycznej jest niepoważny, zaś profetyczna wizja czarnej nocy w Ciemnogrodzie opiera się na wątłych podstawach częstych wizyt w telewizji bądź radiu pewnego księdza.


Jeśli coś można zarzucić braciom Kaczyńskim, to korzyść, jaką odnieśli oni i ich partia z narzędzi, dotąd używanych przez antypatycznych populistów. I z tego, że wyżej postawili skuteczność nad zasady, a nawet dobre obyczaje.


I to mi się nie podoba. Co zaś do tego, że wszystkiemu winni są dziennikarze, już dawno się przyzwyczaiłem.


Oczywiście, także nie podobają mi się groźby, rzucane przez ministra pod adresem grupy lekarzy. Jednak minister ów znany jest i z popędliwości, i z niewyparzonego języka. W Polsce za gadanie głupstw prawie nikogo kara nie spotkała jeszcze. Nawet – kara polityczna. Wyborcom widać to nie wadzi, że politycy plotą, co im ślina na język przyniesie. Jeśli do tego uwiedzeni bredniami zagłosują na czarowne idiotyzmy, nie wolno czynić z tego zarzutu, nie wolno uznawać tego zjawiska za charakterystyczne dla „przypadkowego społeczeństwa”. W ten sposób bowiem pycha elit zasłużenie bywa ukarana…


Myślę, Krzysztofie, że zarzuty czynić trzeba za czyny, nie za słowa czy – tym bardziej – za domniemane intencje. Powoływanie swoich na stanowiska państwowe w miejsce nieswoich jest paskudnym obyczajem, utrwalonym przez 16 lat demokracji w naszym kraju. Dziś trudno rozstrzygnąć, kto w tym zbożnym dziele wymiany kadr był bardziej konsekwentny. Można by powiedzieć, że cała Polska żyje w rytmie wyborów, po których zakończeniu jeszcze długo trwają konwulsje kadrowe. Póki co zatem, patrzmy rządowi pilnie na ręce i nie uprzedzajmy faktów. Skok na telewizję jeszcze się nie dokonał, ustawa budżetowa nie była głosowana, nie wiemy, co wniesie do rządu Zyta Gilowska. Lepszy cesarz jest więc raczej papierowym tygrysem, niż prawdziwym zagrożeniem.  


Partia braci Kaczyńskich nie jest bohaterem moich marzeń, głosowałem na inną partię i kogoś innego chciałem widzieć prezydentem. Dopóki więc się da, trzeba ciągnąć swój wózek, robić swoje i uczciwie opisywać i oceniać to, co robi władza, niezależnie od tego, w ręce jakich towarzyszy partyjnych czy sitwesów wpadła.


Piotr Rachtan