Ostatnimi czasy deprymują mnie kłopoty z podejmowaniem arbitralnych rozstrzygnięć, prześladuje decydowanie o tym, który incydent jest główny, a z którego warto zrezygnować. Pewniki, za które teraz dałbym się posiekać, jutro, być może pod naciskiem słońca lub odmiennej fazy księżyca, zmienią swoje znaczenie, zostaną wydrwione, a to, co dzisiaj jest nagminne, obowiązujące, zwyczajowe, jutro straci modny kolor i zostanie wycofane z użytku.
*

Rozpoznawalny zapach świąt, rzadko spotykanej czystości, specyficzny smak niektórych potraw, nie mają teraz dla mnie takiego znaczenia, jakiego doznawałem przed laty, ponieważ barwy moich przeżyć zmieniają się razem z otoczeniem, a ich kształt ulega nieprzerwanej korekcie i sprawy istotne dla mnie wtedy, gdy działy się w rzeczywistości, nagle są już poza moim zasięgiem, co nie oznacza, że nie są istotne dla moich zdrowych rówieśników, z którymi teraz łączy mnie amnezja.

*

Podobnie z fotografiami. Jeżeli zdjęcia dotyczą znanych mi osób, wywołują we mnie wspomnienia, odżywa we mnie pamięć - z ich powodu znajduję się myślami blisko tych, którzy odeszli. Lecz gdy przedstawiają twarze, których nie znam, wyrzucam je do kosza, bo nie są warte ocalenia i zaśmiecają mi miejsce przeznaczone na intymne wzruszenia. A przecież inni może mieliby odmienne zdanie, bo rzeczy i sprawy błahe dla mnie, dla pozostałych są bezcenne; obce twarze z negatywów, obok których przechodzę jak przez anonimowy tłum, krewny czy przyjaciel osób na nich przedstawionych - chciałby mieć stale, gdyż to, co jednemu nic nie mówi, drugiemu wyciska łzy.

Marek Jastrząb