Gdzie jest MÓJ MĘŻCZYZNA? (odc. 14)
Po histerii „jestem w ciąży" i tej „nie jestem w ciąży" nastała „on mnie celowo w sobie rozkochał a teraz zostawi (l). Krzysiek się nie odzywa, myślę, że przechodzi jakieś tam swoje dziwne momenty i chce być sam. Ania, która absolutnie nie chce się narzucać, ale bombarduje go sms´ami, na które on nie odpowiada. Być może komórka nie zawsze działa, co się zdarza w lesie czy puszczy czy, gdzie on tam z dala od cywilizacji jest. Ania pisze, bo nie chce by on myślał, że ona o nim nie myśli.(?!).
Po którymś smsie bez odpowiedzi, zadzwoniła do mnie i krzyknęła:
- Czytałam, co ty tam o nas piszesz. Wykasuj to, że się w nim zakochałam!
- Sama mi to powiedziałaś!
- Tobie tak! Jemu nie! I nie powiem! Choćby nie wiem co, to nie powiem!
No i zapraszam do tanga...
On chciał ją zdobyć. Jak trofeum. Takie samcze płytkie głupie wyzwanie. Kolejna kobieta, która nie potrafiła mu się oprzeć. Ten jego diabelski uśmieszek. To spojrzenie. I ten cholernie cięty język. Z nim nie jesteś pewna niczego, więc każda sekunda to skarb. Chcesz więcej i więcej. Jeszcze godzinę... jeszcze dzień... jeszcze... I modlisz się, by tak minęło ci życie. Czy ona ciut, ciut nie przesadza? -zastanawiałam się, chociaż... on coś chyba w sobie ma naprawdę, bo Ania po rozmowach z nim zaczęła myśleć o macierzyństwie (wcześniej jak koleżanka informowała ją, że jest w ciąży odpowiadała  „O Boże" Tak mi przykro!). Hm....
- Nie pisz do niego i nie dzwoń.
-I, co na tym zyskam? Zapomni mnie (płacz).
- Może zatęskni? Widziałaś sama, że jak myślałaś ze jesteś w ciąży napisał od razu. A tak poza tym jak się czujesz?
- No nie mogę! Jeszcze pytasz?! Dobić mnie chcesz? Niedobrze mi dalej...Wściekła jestem, bo mam okres, no nie, dlatego że dostałam tylko, dlatego że mam, rozumiesz? Mój mężczyzna mnie olewa.
STOP. Nazwala go: „MÓJ MEŻCZYZNA"?!  Ha ha ha. Ale cyrk!
- A zresztą pisz, co chcesz. Co mnie tam! I tak nikt nie wie,  że to ja! Wiesz ilu jest Krzyśków w Polsce?
No zgadza się, sporo... i jeden jedyny jednocześnie.
- I tak patrzę na miotłę, stoi tu w salonie...
- Na miotle?
- Ta od Krzyska, nie mówiłam ci?
Ania przed odlotem dostała od Krzyska prezent. Miotłę. Taka z gałęzi nie wiem czego taka jak się na wsi używa na podwórkach. Na lotnisku patrzono na nią dziwnie. Dzieci pokazywały ją palcami. Celnicy żartowali czy leci „własnym środkiem lokomocji". W samolocie nawet pilot wyszedł z kabiny by zobaczyć „konkurencje". Zgadzam się. Dziwny prezent. Cały Krzysiek! Podobno dał jej ją dlatego, że chodzi i sprząta. (To prawda, ma niezłe ku-ku na tym punkcie). Krzysiek zażartował też, że gdyby samolot mógł mieć problemy to ona jakoś sobie da rade. Na miotle. Zaczęłyśmy szukać innych interpretacji tego prezentu.
- Ma zrobić porządek w swoim życiu
- On wymiecie ją ze swojego życia
- Ma odlecieć daleko od niego
I najbardziej optymistyczna:
- ON Z NIĄ ZROBI PORZĄDEK!
Godzinę później:
- Słuchaj... wiesz... napisał mi sms´a...
Krzysiek w tej puszczy jest z trzema kolegami ze studiów. Kółko brydżowe. Pozostali są żonaci i umówili się (męska solidarność!) że komórki będę prawie zawsze wyłączone, co by im ślubne głów nie zawracały. Krzysiek też musi, bo mogłyby do niego dzwonić. Takie babskie herezje „Gdzie jest MÓJ MEZCZYZNA?!"

Wampirzyca w akcji (odc. 15)

Dzisiaj Ania zadzwoniła do mnie dopiero o 10-tej i zaczynałam się niepokoić. Całkiem słusznie zresztą, bo...
Była na śniadaniu z wredną Izką. Wredna Izka (imię zostało zmienione dla mojego bezpieczeństwa) słynie z długich zębów i długiego języka, Takie podwórkowe BBC, które wyjechało za granicę i teraz nadaje pomiędzy kilkoma krajami. Radio „Złe wieści". Transformator dobrych wieści w złe.
Nigdy o nikim nie powiedziała dobrego słowa. Nigdy nie powiedziała nikomu  żadnego komplementu a od kiedy rozjaśnia włosy i w związku z tym przekonała się o własnej atrakcyjności, stała się jeszcze bardziej wyniosła i złośliwa niż kiedyś.
W dzieciństwie nazywaliśmy ja Wampir. Nie tylko ze względu za długość zębów i nasze (słuszne?) podejrzenia, że żywi się ludzka krwią, po spotkaniu z nią człowiek zostaje całkowicie pozbawiony energii i chęci zrobienia czegokolwiek. Kiedyś ktoś na przystanku napisał „Ludzie myślcie, to nie boli" a ja z Magda dopisałyśmy na czerwono „Ale, po co ryzykować!? Wampir". Sporo osób wiedziało, o jakiego Wampira chodzi. Zabawnie było. Ania opowiedziała Wampirzycy o swoim krótkotrwałym macierzyństwie, a ja dostawałam dreszczy na sama myśl, że ta małpa to wie. Nie żebym była zazdrosna, że Ania już nie dzieli się tylko ze mną swoimi wątpliwościami. Ona(Wampirzyca) tylko czekać a zrobi „wielkie halo". Cale szczęście Ania nie powiedziała, kto mógłby być szczęśliwym tatusiem, przebąknęła coś o koledze z pracy. Teraz pewnie pójdzie plotka, ze „Ania ma romans z żonatym szefem, z którym wyjeżdżając w „delegacje" myślała że zaszła w ciąże, bo jej podświadomość jest gotowa do macierzyństwa. Nie zachodząc w ciąże, Ania jest przerażona, że może być bezpłodna i jutro jedzie do kliniki się przebadać" To jest wersja plotki uproszczona. Co Wredna Izka może wymyślić tylko ona sama wie.
Wredna Izka alias Liz Taylor biednych po pierwszym chłopaku zostawiła sobie dwukasetowy magnetofon, po drugim telewizor, po trzecim (czy czwartym?) odkurzacz i meble kuchenne (mieszkali razem), po przedostatnim samochód, który on, ze względu na tańsze ubezpieczenie nierozsądnie przepisał na nią no a teraz jest szczęśliwie zakochana w mieszkaniu swojego obecnego chłopaka, Rafała i tylko czekać jak...
Iza nie mówi" Schudłaś" mówi „jakoś nieciekawie wyglądasz" jak wracasz z wakacji opalona jak murzyn jest jedyną osobą, która ci powie że „blado i choro wyglądasz". Schudniesz - anoreksja bądź depresja. Przytyjesz - bulimia, depresja, niechciana ciąża.
I Ania z kimś takim...Zamiast do mnie zadzwonić...Chyba będę udawać urażona!
Dwie godziny później.
- (ślimtając)Wysłałam mu sms´a...
- I ?
- I mi odpisał...
- Co ci odpisał? No co ty ryczysz znowu? Po co pisałaś! Mówiłam, nie pisz to zatęskni! (Musiałam się rozładować za Wampirzycą, niech wie ze mną też nie żarty!)
- Odpisał że „Odpoczywa, że dobrze mu z tym i że robi rożne przyjemne rzeczy".
- I gdzie ta tragedia?
- Ja spytałam czy pojechał odpocząć ode mnie!
- Ania, ty sama sobie autogole strzelasz! Na tacy mu podajesz gotowe narzędzia tortur i potem się dziwisz że ich używa!
- Ale ja wcześniej spytałam czy tęskni za mną...
- I ?
- I nie odpisał mi wcale. A kiedyś...
- Kiedyś?
- Kiedyś to, chociaż odpisywał „Jak cholera"!
I tu zacytuje Pawlaka z „Sami swoi" - „ Ludzie! Trzymajcie mnie!"

Wszystko jest OK, czyli nikt nic nie wie, czeski film. (odc. 16)

- Dzwoniłam do niego - zaćwiergotała Ania do telefonu. Wszystko jest OK.
- Miło cię słyszeć. U mnie nic ciekawego, a co u ciebie?
- No mowie ci przecież! Wszystko jest OK!
- OK, czyli jesteście razem?
- No nie! Tego nie wiem. Ale na pewno nic się nie zmieniło. Dalej nic nie wiem, czyli wszystko jest OK. Jak zawsze. Nie zostawił mnie! Rozumiesz?
Och! Oczywiście że tak. Przecież to takie proste! Nawet dziecko by się w tym połapało!
- Powiedział, ale wiesz, specjalnie żeby zobaczyć czy jestem umiarkowanie czy chorobliwie zazdrosna, to taki sposób żeby sprawdzić czy kobiecie na nim zależy tłumaczyła mi ekspert męskich zachowań Ania P; że w tym lesie biega za kobietami.
- A nie biega?- Spytałam nieśmiało.
- No, co ty! On tak tylko mówi! Przecież gdyby łatał to by mi tego nie powiedział!
Jasne. Logiczne, jak cała ta historia!
- Skoro tak mówisz. I?
- Ja nie mówię! Ja to wiem!
- Ok... I?
- Spytałam jak się czuje, a on narzekał że mało śpi - i tu, Ania, cwana sztuka zadała pytanie- pułapkę: „mam nadzieje, że nie jest to spowodowane dużą ilością seksu"?
Na to on „No przecież wiesz że ja po seksie zasypiam". - Hurra, hurra odpowiedziała Ania śmiejąc się. Mało snu = zero seksu! W takim razie mogła zadąć kolejne pytanie: „Czy ty o mnie myślisz?"
Krzysiek - No czasami muszę.
Ania - Aaahhh
Krzysiek -Telefon mi brzęczy i brzęczy
Ania - A jak myślisz, to, co myślisz?
- Odpowiedz? Jaka była odpowiedz?- Spytała Ania.
-Pojęcia nie mam! Mów!
- Powiedział, słowo w słowo ci zacytuję - „Myślę: dlaczego do cholery nie wyłączyłem komórki!?" Widzisz. Wszystko jest OK!
- Bardzo się cieszę.
- Jaka drętwa jesteś.

Ja nie jestem drętwa. Jestem zmęczona, niewyspana i zła. Mogę raz w życiu być zła? Mam pisać komedie a jakoś mi niewesoło. Brakuje mi 80 stron i mam jeszcze 20 dni. 4 Strony dziennie jak się wie, co pisać, to żaden problem. Ale jak mam pisać jak Ania dzwoni, ludzie piszą i proszą żebym im powiedziała, co będzie dalej. A skąd ja mogę wiedzieć, co będzie dalej?! Co odważniejsi pytają czy tak naprawdę Ania i Krzysiek są małżeństwem. Inni, czy właśnie organizują ślub. Dostałam maile że szkoda, że Ania nie jest w ciąży i te, w których czytelniczki pisały że POWINNA BYĆ! Inne twierdza, że ŹLE  ZROBIŁAM, że nie zrobiłam, że jest w ciąży. A co? Miałam ja zapłodnić?
Do tego znajomi mnie męczą, bo są przekonani, że ja wiem dużo więcej, niż piszę, a oni też chcą wiedzieć. Wcale dużo więcej nie wiem. Historia w tej chwili jest jak wyżej opisałam. Czyli nadal nic nie wiadomo. Znam trochę więcej szczegółów, ale przecież musze im (bohaterom) coś zostawić. Sama jestem ciekawa. Moim zdaniem byliby naprawdę fajną parą.
***
Kolacja, gdy jeszcze byli „tylko przyjaciółmi". Ania, Krzysiek, jego znajomi. Dosiada się kolega Krzyska ze studiów, w którym nie widzieli się 10 lat. Jest podpity. Stawia wszystkim kilka kolejek lokalowego specjału. Przy każdym kieliszku patrzy na Anię i mówi „Ja nie chcę być obsceniczny, ale pani ma piękne oczy, niech pani na niego uważa!"
***
Tata Krzyśka - „ Ile wy się znacie?"
Ania - „10 lat, może więcej"
Tata Krzyska - „10 lat mówisz. To zacznij na niego uważać (śmiech)."
***
Ciocia Krzyśka - „ On już taki jest. Przy nim się głupieje. Niech pani ucieka, jeżeli nie chce pani z nim być. Bo jak widzę jak pan na niego patrzy, to na uważanie już za późno, co?"
 
Krzysiek- „I pamiętam miałaś wtedy taką różową sukienkę" (o wspólnym wyjeździe kilka lat temu).
Krzysiek - „ Ty podobasz się mojemu ojcu, ja twojej mamie. Problem rodzin rozwiązany."
Krzysiek - „ No i na co ci to wszystko było?" 

Czy dzieci są zaraźliwe? (odc. 17)

Dziś rano to ja zadzwoniłam do Ani. Przez nią, przez Krzyska i tę ciążę, której nie było, przez te wszystkie nieprzespane noce i godziny interpretacji męskich zachowań ja tez zwariowałam. Wiec niech się teraz ona ze mną meczy, żeby sprawiedliwie było. W końcu od tego są przyjaciele!
No wiec śnił mi się Simon. Dla niewtajemniczonych, Simon to mój ex. Ex, który zapomniał ze mną zerwać (on zawsze dużo pracował i był w ciągłym biegu) a ja na jego urodziny poleciałam do Kalifornii, tym samym samolotem, co jego nowa dziewczyna. Zdarza się. Simon, to był mężczyzna... O nie, nie będę o nim więcej pisać! Po raz pierwszy od „o ho ho albo jeszcze dłużej" mi się śnił. Byliśmy w Londynie. Mniejsza o szczegóły. Spytałam, dlaczego wtedy tak się zachował (Wiem doskonale, dlaczego, i ta sprawa tak naprawdę wcale mnie nie meczy! Mojej podświadomości też nie!). Dowiedziałam się, że jest tatą trojki dzieci, z trzema rożnymi kobietami. Ostatnie dziecko, syn, ma 15 miesięcy mieszka z mamą w Tajlandii. Czasowo to się wcale nie zgadza, bo minęło już parę lat, ale on powiedział czy raczej insynuował że zostawił mnie wtedy, bo ta kobieta zaszła w ciążę. Problem mam niemały, bo moje sny bardzo częsta się sprawdzają. Wiec, co to miałoby oznaczać? Że się spotkamy? Mało prawdopodobne! Nie wybieram się ani do Londynu ani do San Francisco (gdzie on mieszka). Apartament był ciemny, ale nie przytłaczający. Wręcz przeciwnie. W „sile minimalista". W szarości, tej pięknej szarości Armaniego.
- Aniu, bez sensu jest ten sen!
- Może oznaczać, że za 6 miesięcy zajdziesz w ciążę i za 15 miesięcy urodzisz syna!
- Tak. Jasne. A Tajlandia?
- No....w Tajlandii zajdziesz w ciążę! Albo tam urodzisz.
- A Simon?
- To wcale nie musi być on! Może po prostu ktoś z twojej przeszłości.
 - Już mnie tak na siłę nie pocieszaj! Czekaj... a wcześniej byłam na siedzeniu w taksówce z jakimś starszym dobrym (chyba?) znajomym. Profesorem. Żegnałam się z nim, on wyjeżdżał na lotnisko. Zostawił mi plik pieniędzy, dolarów. Dlaczego? I  dlaczego dolarów skoro byliśmy w Anglii? I powiedział, że się rozliczymy już w Polsce, żebym te pieniądze wydała. Właściwie to on mi je dawał a nie pożyczał. Boże! Ja ich nie chciałam brać, on nalegał. Może będę miała 70-letniego kochanka? Aaaaaa!
- Jak dużo tych pieniędzy było to albo mu się spodobało... Albo hojny jakiś...
- Bardzo śmieszne!
- Słuchaj. Sprawdzimy w senniku?
- Simona w senniku raczej nie znajdziesz!
- Może te pieniądze, co?
- Ok.
Siedziałam i czekałam na wyrok. Po chwili Ania zaczęła się śmiać.
-I co? - pytałam.
- Siądź sobie wygodnie.
- No mówże!
- Śnić, że się pieniądze otrzymuje - narodziny.
- E tam! Głupoty jakieś! Kto by w to wierzył!
Czy dzieci są „zaraźliwe?" - Zaczęłam się zastanawiać.

PS. Z przyczyn od Krzyska zależnych nie mogę w tej chwili o nim pisać. Jest nadal w tym buszu i nie odzywa się do Ani, która doszła do wniosku, że pisać do niego nie będzie. Stwierdziła, że skoro on tam pojechał odpocząć (również od niej), to niech sobie odpoczywa aż się tym odpoczywaniem znudzi, zatęskni i sam napisze. Coś słodkiego np. „Bez serca jesteś! Tyle dni bez sms´ow!"

Żądam odszkodowania! (odc. 18)

Sobota ma to do siebie, że mogę dłużej pospać. Przepraszam. Mam opisywać tylko fakty. Dopóki Ania nie zaczęła kombinować z Krzyśkiem, sobota MIAŁA to do siebie, że mogłam dłużej pospać. Wczoraj o 2 nad ranem, szukając natchnienia w butelce rumu, (ale nie było L) próbowałam napisać tę cholerną komedię. Zostało mi 18 dni i 80 stron. Fajnie, co? Gdybym nie zajmowała się nie moimi sprawami i nie opisywała paranoi Ani i Krzyska miałabym „do przodu" całą górę stron. No, ale teraz, to już pisać muszę, bo ta historia jest publikowana w 11 krajach (!). Ja się bardzo z tego cieszę. Ale jeszcze bardziej boję. Bo zaczęło się niewinnie. Jak zwykle zaprzyjaźniony portal, później kolejny i jeszcze jeden i jeszcze. Potem gazeta, potem inna, tygodniki, miesięczniki, radio. Jeszcze brakuje żeby serial nakręcili! Nie myślałam że to tak pójdzie w świat. Czego się boję?
Boję się, że jak Krzysiek w końcu z tego buszu wróci... a kiedyś wróci... I „nie daj Boże" wejdzie na „mój przyjaciel google", albo na którykolwiek z portali publikujących... Ojojojoj!
Wróćmy do wczoraj - wczoraj nuciłam sobie pod nosem piosenkę, i długo coś mi nie pasowało. W końcu odkryłam.... śpiewałam „Do zwariowania jeden krok!"
Później siedziałam i gapiłam się w ekran komputera, a w końcu zaczęłam myśleć, (z czego się śmiejecie?!) Zaczęłam myśleć o Ani i Krzysku. Tak mi zleciało do 2 rano i połowy butelki rumu. Więc dzisiaj, jak o 7.45 Zadzwonił telefon - Ania - powiedzmy że do najszczęśliwszych nie należałam. W takie poranki mogłabym kawę jeść prosto z opakowania.
- Boże, co ja narobiłam!
- To było pytanie?
- Nie dość, ze wczoraj zadzwoniłam do Krzyska.
- OOO!
- To jeszcze mu potem wysłałam maile.
- Ile tych maili?
- Nie wiem. Musze policzyć.
- Ja ci te łapki zwiążę!
- No i jaki był? Co ci powiedział?
- Normalny. Chyba. Żartował. Coś tam mi mówił. Kurde no... Wiesz, on się chyba domyśla, że ja... no wiesz... że on...
- Że ci się podoba?
- No właśnie.
- No, co ty! Na jakiej podstawie? - ironizowałam.
- Bo ja te smsy mu piszę.
- No żartujesz chyba! 10 w porywach do 15 smsow dziennie i miałby się tylko przez to domyśleć?
- Nie wiem, kiedy on maile odbierze. W buszu nie ma Internetu...
- Czy on czasem nie odbiera maili przez komórkę?
- O Boże! I po co mi to mówiłaś? Ja się zapadnę pod ziemię.
- Co było w tych mailach?
- W jednym słowa piosenki...
- Oooo
- W drugim coś à la.... sama nie wiem.
- ?!
- Cos à la... takiego romantycznego... wierszowatego.
- Że, co!???
- Boże?! I co teraz?
- No nic. Coś jeszcze wysłałaś?
- No....
- ?
- Zdanie ładne, co gdzieś znalazłam.
- Jakie?
- Potem ci przęśle.
- Coś jeszcze?
- Sms „słodkich snów"
- Ania! Co się CIEBIE stało?! Ugryzło cię coś?
PS. W tym odcinku puenty nie będzie. Głowa mnie boli. Rum
PS.2. Puenta musi być, bo inaczej tytuł odcinka jest bez sensu! Żądam odszkodowania za stracone możliwości pisarskie (chodzi o tę komedię, której nie piszę).O to że moja podświadomość zwariowała - pod wpływem historii pary, która parą nie jest i za coś jeszcze, ale teraz nie pamiętam (głowa boli dalej)

Złośliwa baba (odc.19)

Tego samego dnia, co wyżej. Zadzwoniłam do mamy i pożaliłam się na ból głowy. Mamusia zdiagnozowała przepracowanie. Oczywiście nie pochwaliłam się o meczu:
Ja - Rum. 1:0 ( 1:0 dla mnie, czyli wygrałam, nie?).
Mama, która nie czyta tego, co ja piszę, choć regularnie zwraca mi uwagę na brzydkie słowa, (których używam mało, prawda?) no i błędy (kura powinno pisać się kòra bo wymienia się na rosół i tak dalej. Wtedy logiczny by też był Kòrnik. Nie byłam nigdy w „Kòrniku", ale sympatycznie brzmi. Kiedyś pojadę. Wiem. Jak będę musiała uciekać gdzie pieprz rośnie jak się Krzysiek wk*****, za przeproszeniem). Ale długi ten nawias. Teraz jak napisałam, że pojadę do Kòrnika, pojechać tam nie mogę, bo przecież mnie Krzysiek znajdzie. Ale ja głupia jestem. Muszę sobie wymyślić inne miejsce i nikomu nie powiedzieć.
Zadzwoniłam do Ani. Bo ta miotła i właścicielka pięknej miotły (ha ha ha) wczoraj zadzwoniła do Krzyska i nic mi nie powiedziała!
- Słuchaj. Co ci Krzysiek wczoraj mówił?
- Nic takiego.
- Ty, ty! W imię wolnego dziennikarstwa pytam! Muszę coś pisać.
- hm....
- No żartuje. Móóów...
- Zaczęło się od tego, że mi powiedział „poczekaj musze wyjść z łóżka, bo nie jestem sam, i nie mogę swobodnie mówić"
- A był z kimś?!?
- Wiesz, akurat kamera, którą zainstalowałam w buszu żeby go obserwować mi nie działała! Skąd mogę wiedzieć! Byłam?
- Ok. Ok. Nie strzelaj do mnie i nie krzycz! Głowa mnie przez ciebie boli, że oj, oj!
- Ale myślę, że to takie jego gadanie, bo jak mówi to nie robi, jak robi to nie mówi. Znasz go przecież.
- Tak... specjalnie tak powiedział... A to małpa złośliwa!
- Dlaczego przeze mnie boli cię głowa?
- Za dużo by opowiadał.
- I co jeszcze ci powiedział?
- No sama nie wiem. Ale tak sobie myślę, że przecież gdyby nie chciał żebym do niego pisała czy dzwoniła to by mi powiedział, nie?
- Myślę, że tak.
- A jak nie?
Po jaką cholerę do niej dzwoniłam! Brrr! Jakbym nie miała nic do roboty!
- Ale może ogranicz te smsy...
- Wczoraj ograniczyłam. Napisałam tylko 5 i 5 maili.
- 5 maili?!
- Ja chyba za nim tęsknię...A on za mną nie. Nawet mi to powiedział. Spytałam „tęsknisz za mną?", a on „no chyba żartujesz".
- Ale wiesz, że Krzysiek... On zawsze na odwrót, no i... Ania nie dała mi dokończyć zdania, które i tak w mojej głowie skończone nie było.
- A może gdybyśmy się wcześniej nie znali to by mi powiedział „ciao bella" i tyle. Albo gdybym do niego nie pisała...
- Ania. On nie wykluczał możliwości, że moglibyście być rodzicami - uwaga, uwaga - tego samego dziecka!
- No tak, ale kiedy to było!
Kiedy to było?! W kalendarzyku sobie sprawdź miotło jedna!
- Słuchaj, coś ci opowiem. Idealnie pasuje do tej całej sytuacji. Ty, Krzysiek, interpretacje... Jednym z miejsc gdzie publikowana jest wasza historia jest tygodnik „Glos znad Niemna" z Białorusi. Przysłali mi właśnie gazety, poczekaj przeczytam ci coś:
Maż wraca nad ranem do domu. W drzwiach wita go żona:
- O mój ty biedaku!...Znowu całonocne zebranie?
- No...
- Daj płaszcz... Masz szminkę na płaszczu... zaraz wytrzemy... pewnie znowu ta stara księgowa wycałowała cię w pracy?
- No....
- Masz też szminkę na kołnierzyku... Pewnie ktoś cię pobrudził w autobusie?...
- No...
- Ściągaj łachy i kładź się spać. Musisz odpocząć biedaku...
- No....
- Jesteś podrapany na plecach... Znowu wpadłeś w ten krzak przed domem...
- No...
- Krzysiek! Ty masz na sobie damskie majtki!
- No to teraz kombinuj!
- I co w tym śmiesznego?
- Ha ha ha. Trochę jak ty i Krzysiek, nie?
- Aha. I spytałam go czy czyta opowiadania twoje o nas.
Serce mi z wrażenia mocniej bić zaczęło.
- I?
- Powiedział „po co?"
- Uffff - odetchnęłam? - Ale wiesz. On zawsze wszystko na odwrót!
- Złośliwa baba - odpowiedziałam i odłożyłam słuchawkę.
PS. W tym „Głosie", jest taka Pani Ala, na którą trzeba uważać, bo kabluje. Przesłała mi zdjęcie redakcji, ja z gracją pozwoliłam sobie na uwagę, że Pan Redaktor Naczelny (kłaniam się nisko) jest „fajniutki" a ta Pani poszła i mu to „wzięła i powiedziała!"
PS. 2. Aby skomentować to zajście użyję słowa, którego nauczyła mnie Pani Dyrektor Miejskiej Biblioteki w Ostrzeszowie, w czasie spotkań z młodzieżą, jakie miałam tam w maju: „ALE SIARA!„ (podobno „obciach" wyszedł z mody).

Koniec tego dobrego! (Odc. 20)

- Mam tego dość!
- Ania? Co się dzieje?
- Słuchaj. Potrzebuje się wygadać. Mogę przeklinać?
- A klnij sobie!
Ania odkryła tajemnice Krzyska. Co robi, że kobiety za nim szaleją. Proste. Zaprasza na kolację, czy wyjazd. Podrywa, czaruje, robi nadzieje a później, gdy kobieta myśli, że to początek „czegoś", zaczyna ją olewać. Zupełnie i całkowicie.
- Czy „olewać" to przekleństwo?
- Nie, chyba nie!
- No wiec zaczyna ją k**** olewać!
Ania nie wytrzymała i napisała sms. Tym razem z jasną prośbą, żeby napisał jej coś miłego, żeby przyznał się, że on też, chociaż trochę tęskni i myśli. Prośba kończyła się słowami „prośbę swą motywuje tym, że niejasna sytuacja utrudnia mi pracę, doprowadza do bezsenności i prowokuje stany zadumy. PS. Przyjdzie mi też duży rachunek za wodę, bo biorę kąpiel 2 razy dziennie w celu zrelaksowania się."
- Ty wiesz, co on mi odpisał?
- Coś wyjątkowo głupiego, założę się - powiedziałam, - bo Anię znam już trochę, ale w jej głosie wyczuwałam nieznaną mi nutę goryczy, złości, rozczarowania, smutku.
- No. Jasne, że tak. Że mam sama rozładować napięcie i że wanna jest na to doskonałym miejscem!
- O ja cię! Ale wiesz - próbowałam ratować jak mogłam sytuację - on taki jest!
- Przestań go bronić!
- Ja go nie bronię! Ale wiesz, że on...
Jeszcze wczoraj Ania z tego smsa serdecznie by się śmiała. Dzisiaj robi tragedię. Czy boi się, że go straci zanim tak naprawdę historia się zaczęła? Pragnie jednego miłego słowa a on milczy jak zaklęty i dlatego kompletnie „odlatuje"?
- K**** tylko nie pisz tego! Albo pisz! Ku przestrodze! Mojej i kobiet wielu. Ja wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Krzysiek to Krzysiek. Drań jeden. Łajdak. A ty mnie w to jeszcze pakowałaś!
- Ja?
- Pytałam cię, pamiętasz? „Czy twoim, zdaniem jak przyjaźń przekształca się w coś więcej to zawsze z tego muszą być jakieś problemy?"
- A ty? Że nie, że absolutnie w żadniutkim wypadku! To, co? Tego problemu nie nazywasz problemem?
Zaczęła płakać, a mnie się serce krajało. Nie wiedziałam, co myśleć, co mówić.
- Po jaką cholerę mieszał mi w głowie? Znał mnie. Wiedział, jaka jestem. Czuję się jak dziecko, które w Wigilie odkrywa, że nie dostanie żadnego prezentu, choć było grzeczne cały rok. Czuję się jak idiotka, która robiła sobie nadzieje...Czuję się...Okropnie. Tylko, że, jasny gwint, to on obudził we mnie te uczucia. Nie ja sama. I co mi powiesz?
- To cię pewnie nie pocieszy, ale, wiesz jakoś tak się dziwnie składa, niesprawiedliwie może nie dziwnie, że w życiu, albo się kocha, albo jest kochanym. Rzadko idzie to w parze.
- Ale teraz dołożyłaś do pieca!
- Aniu, może robisz z igły-widły, co? On tam w tym buszu. Z kumplami. Musi odreagować. Wiesz ile się działo przez ostatnie 4 lata w jego życiu. Jest zmęczony. Może...daj wam trochę czasu.
 - Nam? Nie ma żadnego „nam". Koniec tego dobrego! I wiesz, nie będę do niego pisać!
Nie wiem czy ciąg dalszy nastąpi.
PS. Ania nie wytrzymała. Wysłała sms, zamiast cowieczornego „Spij słodko" napisała „Spij Łajdaku". Odpowiedzi nie było. Obiecała, że jutro rano nie wyśle smsa „Miłego dnia", bo skoro jej dzień nie będzie miły, to dlaczego jego ma być?!

PRAWO ARCHIMEDESA (odc. 21)

Godzina 21.33. Telefon. Ania.
- Już się o ciebie martwiłam.
- Spędziłam bardzo konstruktywnie te dwa dni.
- Tak?
- Tak. Poświęciłam się czytaniu interesujących książek psychologicznych. Aha. Zanim mnie o to spytasz, do Krzyska nie pisałam. To już 48 godzin minus 2 i dwadzieścia minut. Nie. Czekaj. Była 23.30 czyli minus 40 minut. Kurde. Nie. Słuchaj. Dobra tam, jak do ciebie zadzwonię o 23.30 dzisiaj to będzie dokładnie 48 godzin!
No wiec Ania przeczytała interesujące książki. Pierwsza - „Jestem szczęśliwa, bo on mnie nie kocha" dała jej wiele do myślenia. Ukazała wszystkie pozytywne strony jej obecnego życia, o których na co dzień się nie myśli, jak np. to, że nikt jej nie budzi chrapiąc, nie zwraca uwagi na to jak jeździ, i ogólnie nie mówi, co, jak kiedy i dlaczego ma robić. Wow!
Druga książka to był swego rodzaju test dla niej i dla niego, dający nieskończona ilość skrzyżowań osobowości. I tak Ania jest „mydłem". Czyli, ładniej mówiąc „dobrą wróżką", która mężczyźnie, którego kocha nie potrafi niczego odmówić i znosi wszystko. Dzielnie i z uśmiechem. Co więcej, sprawia jej to, przyjemność, bo wie, ze dzięki temu jej mężczyzna jest szczęśliwy.
Czyli poświęca się i jeszcze się z tego cieszy. Niestety do tych poświęceń jest zdolna, gdy ona kocha, mając wredną i chorą podświadomość zachowuje się oschle z mężczyznami, którzy „noszą ja na rękach" (Mydło się mydli tylko w wodzie). Wniosek: lepiej żeby była sama, bo albo będzie nieszczęśliwa z idealnym mężczyzna, albo dawała szczęście komuś, kto być może tak jak ona wcale nie potrzebuje „kochającego" partnera a innego „mydła" (Bo niektórzy z nas są szczęśliwi tylko w masochistycznych związkach - to moja prywatna uwaga). W określeniu „mydło" chodzi o to, że partner w życiu, jak - mydło w wannie wymyka się z rak, wiesz że jest, ale co złapiesz gdzieś ci umyka (Książka pisana na początku lat 90-tych, mydło w płynie nie były takie popularne). Krzysiek natomiast wyszedł na pograniczu dwóch (taka sama ilość punktów), ale obiecałam Ani, że ich nie opiszę (Jedna z osobowości zaczyna się na literkę "m" i się pieni).
Te dwie lektury sprawiły, ze Ania stworzyła zupełnie nową, wodną, własna teorię. Na podstawie „Prawa Archimedesa" Pamiętacie? - "Na każde ciało zanurzone w cieczy działa siła wyporu skierowana ku górze i równa ciężarowi wypartej cieczy".
Czyli - tłumaczyła mi z przejęciem - jej wszystkie starania okazywania czułości i zaangażowania na Krzyśka, który „i chciałby i się boi" odniosły dokładnie odwrotny skutek. Każdy jej „krok do przodu" dział z przeciwną siłą z jego strony. Oczywiście nie od razu. Na początku mu się to podobało (samiec-łowca). Przesłało mu się podobać, od kiedy byli w wodzie. Bo prawo Archimedesa wypycha w wodzie. Czyli jakimś określonym środowisku. Ich środowiskiem pewnie było jak Ania palnęła do niego per „kochanie" i tu „samiec-łowca" zamienił się w uciekające mydło.
Mnie zastanawia jedno: czy te mydlano-wodne skojarzenia mają coś wspólnego z faktem (podświadomie oczywiście), że Krzysiek jest zodiakalnym wodnikiem?
PS. Znalazłam to genialne zdanie, nie wiem czy pasuje, ale bardzo mi się spodobało. Więc się podzielę: „Seks bez miłości to puste doświadczenie. Ale wśród pustych doświadczeń to jedno z najlepszych". W. Allen

No i wziął i napisał (odc. 22)

 - Boże! Zgadnij, co się stało?!
- Teoretycznie Pan Bóg niczego zgadywać nie musi, bo on i tak wszystko wie. No i jak chcesz z nim rozmawiać, to niestety pomyliłaś numer.
- Czy ty zawsze musisz tak głupio gadać? No zgaduj!
- Hmmm. Wygrałaś w totka?
- Bardzo śmieszne.
- Hmmm.Woody Allen chce żebyś u niego zagrała?
- No dobra. Powiem ci, bo i tak nie zgadniesz! N a p i s a ł do mnie.
- Kto? - Spytałam żeby sprawdzić jak bardzo Ania kojarzy, co się wokół niej dzieje.
- No Krzysiek! A kto?!
Oj nie kuma - pomyślałam. Ciekawe, co też jej takiego napisał, że tak się cieszy-myślałam. No, ale przecież Ani niewiele trzeba do szczęścia. Uwaga, uwaga. By wywołać burzę szczęścia, rewolucję hormonów i sama nie wiem, co jeszcze wystarczył sms o treści: „ Protest song?".
- A ty, co mu odpisałaś? „Ja też cię kocham?"
- Nic.
- Nic?! Ale się zawzięło mydło, no! Się wzięła i nie mydli...
- Jak mi przyjdzie coś do głowy to odpiszę (Powiedziała to perfidnym głosem, strach się bać).
Oczywiście teorie o mydle, mydlinach i innych cieczach zostały totalnie odstawione na bok (brednie, jakieś, kto by w to wierzył!), co do Archimedesa, który żył sobie „nie dość, że kiedyś dawno temu i w dodatku przecież nie w Polsce?(!)", to, „co ma piernik do wiatraka" a ciało zanurzone w cieczy do związku, (który związkiem nie jest) jej i Krzyśka?
Oczywiście, to, że napisał potrzebowało teraz odpowiedniej interpretacji. Dlaczego się odezwał? Co miął na myśli pisząc „Protest song?". Włączałam „turbo" moich niewielu zresztą szarych komórek, gdy zawył głośno mój wyczulony na pewne słowa alarm.
- Że, co? - Prawie krzyknęłam do słuchawki.
- „...nem"
- Powtórz!
- Uuuppsss! Się wzięłam i wygadałam...?
- No! Się wzięłaś i wygadałaś!
Sylwester 2004. Zakopane, około 20 osób. W tym Krzysiek i Ania. O godzinie 21 wychodzą na spacer. Ona: „tak bym chciała żeby ci się poukładało". On milczy. Ona:, „co ja mówię! Poukłada ci się, zobaczysz. Oddaje ci moje noworoczne życzenie. Czyli masz dwa" (trzepocze rzęsami, dla uroku i broda z zimna).
- Pamiętasz gdzie ja wtedy mieszkałam?
- No pamiętam. Co to ma do rzeczy? O rany! Na parterze mieszkałaś! I myśmy...
- No....ha ha ha !
Około godziny 22 (Sylwester 2004) Ania przyszła z bardzo smutną minką, że niestety musi wracać do Krakowa, bo dzwoniła sąsiadka mówiąc, że chyba rury popękały i jej się na głowę leje. Anię do Krakowa odwiózł wtedy Krzysiek. I nie wrócił, bo śnieg był jak jasny gwint, wiec by się nie opłacało... Ale skoro mieszkała na parterze to jak mogła kogoś zalać?! Myszy z piwnicy dzwoniły? Pachnie mi to zapachem „dlaczego ja nic o tym nie wiedziałam!?".
I tak, po półtora roku, dowiedziałam się, że oni czuli do siebie „miętę przez rumianek" już wtedy!
Naprawdę zostali w Zakopanem (przez tydzień!!!), w mieszkaniu kuzyna Krzyska nabijając się, że nikt z nas nie zorientował się, że jej wymówka była głupia i powiedzmy niewiarygodna. W czasie tego tygodnia, Krzysiek powiedział że on nie jest gotowy na nic poważnego, bo jeszcze liże rany ona wyleciała ze swoim feministycznym „chcę być wolna chcę związku, ale nie dzieci". Krzysiek z kolei na punkcie dzieci ma całkowite kuku. Wspólnej drogi życie nie wykryło, stwierdzili więc, za obopólną zgodą że to nie jest dla nich czas i że lepiej będzie jak wrócą do stanu poprzedniego.
Trochę mi to komplikuje pewne interpretacje... Muszę się poważnie nad tym zastanowić!
Hmmmm....

Marianna Dembinska
PS. Telefon Ani, godzinę później:
- O Boże!
- Tak, to ja, słucham.
- On mi tego sms wysłał 12 godzin temu! Jak to się stało, że ja go nie widziałam? To możliwe żeby sms szedł 12 godzin? Czy doszedł a ja nie widziałam?! Boże! Co on sobie pomyślał, ze ja mu nie odpisałam? Ok. Godzinę czy dwie, ale 12?!
Pewnie myślał, co i Ty czekając na jego odpowiedz dwa dni i trzy noce! BRRRRR!

Ciąg dalszy na pewno nastąpi.