- W stanowisku polskiej dyplomacji nie ma niczego nowego. Kurs na uznanie reżimu Łukaszenki prowadzony był od dawna konfidencjonalnie, a dzisiaj, podobnie, podjęto decyzję, żeby oznajmić o nim otwarcie. Jeśli oświadczenie o nowym podejściu Polski do sytuacji na Białorusi odpowiada prawdzie, to nie można nazwać tego inaczej, jak zdradą ideałów „Solidarności” - - oświadczył międzynarodowy koordynator „Charter 97”, jeden z przywódców kampanii obywatelskiej „Europejska Białoruś”, Andriej Sannikow.

- Polacy dobrze wiedzą, jak skuteczny był system międzynarodowej solidarności w trudnych dla Polski czasach i my dobrze pamiętamy, że bez poparcia ze strony bojowników o wolność i bez międzynarodowego nacisku na polskie władze komunistyczne, kraj ten nie mógłby tak szybko wrócić do Europy i stać się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. I to, że Polska będzie dzisiaj wykorzystywać członkostwo w UE dla osłabienia poparcia demokratycznych sił Białorusi, może wywołać tylko zakłopotanie i smutek. Obawiam się, że interesy biznesowe polskiego kierownictwa mogą przeważyć nad moralnością i solidarnością – zauważył Sannikow.

Polityk wyraził przy tym zdziwienie faktem, że polskie władze dostrzegły pewne sygnały gotowości pójścia Europie na spotkanie w kwestii przestrzegania praw człowieka, wysyłane przez białoruskie władze.


- Jak można mówić o jakichś tam pozytywnych sygnałach wychodzących od władz białoruskich, skoro przestrzeganie praw człowieka na Białorusi pogarsza się na naszych oczach? W więzieniach przetrzymywani są więźniowie polityczni, sprawy zatrzymanych przywódców opozycji nie są rozpatrywane, represje wobec społeczeństwa obywatelskiego nasilają się, a władze białoruskie sporządziły listę działaczy ruchu demokratycznego objętych zakazem wyjazdów zagranicznych [w języku oryginału brzmi to krócej: „niewyjezdni”: rj]. Jak można widzieć pozytywne sygnały w przyjętej w drugim czytaniu przez „izdebkę” ustawie medialnej, która ma na celu całkowite unicestwienie wolnego słowa na Białorusi? – pyta jeden z przywódców „Europejskiej Białorusi”.

Sannikow zauważa, że zdjęcie sankcji w stosunku do białoruskich urzędników możliwe jest do urzeczywistnienia po spełnieniu przez nich prostych warunków.

- Czyżby Polska wybrała czas na ogłoszenie nowego podejścia właśnie w chwili, kiedy władze białoruskie świadomie rozpalają konflikt ze Stanami Zjednoczonymi ze względu na wprowadzone przez nie sankcje za łamanie praw człowieka? Unia Europejska nie wprowadzała poważnych sankcji w stosunku do Białorusi. Wszystkie możliwości dla poprawienia stosunków z Europą są otwarte dla białoruskich władz. Zdjęcie sankcji osobistych w stosunku do niektórych można także łatwo zrealizować przy spełnieniu bardzo prostych warunków – uwolnieniu więźniów politycznych i zaprzestaniu represji politycznych. I to byłyby te sygnały, które mogły zauważyć demokratyczne państwa. A wierzyć obietnicom przedstawicieli dyktatorskiego reżimu – to szczyt naiwności. Polska nie powinna zapominać, że w krajach Ameryki Łacińskiej, Afryki, przeciw którym nie wprowadza się żadnych ograniczeń z powodu łamania praw człowieka, liczba zabitych, zatrzymanych i uwięzionych przeciwników reżimów liczona jest w tysiące – zauważył Sannikow.

- Podobne działania Polski oznaczałyby poparcie dla białoruskiego reżimu, a nie dla niepodległości Białorusi, jak lubią przekonywać niektórzy oficjalni przedstawiciele Polski. To znacząco osłabia stanowisko sił demokratycznych w okresie przedwyborczym i znacząco wzmacnia możliwości władz w handlu z Europą, z uszczerbkiem dla praw człowieka na Białorusi – zakończył polityk.

Przypomnijmy, że rosyjska gazeta “Nowyje Izwiestia" napisała, że polscy dyplomaci pracujący w Brukseli, starają się przekonać swoich kolegów z U.E., żeby zdjęli, albo chociaż znacznie osłabili polityczne i gospodarcze sankcje skierowane przeciwko dyktaturze Łukaszenki. Ich główny argument – wszelkie środki ograniczające wobec Mińska są nieprzydatne, a zadaniem numer jeden jest – „wyrwać Białoruś z rąk Moskwy”. Polskie środki masowego przekazu dużo piszą o dochodzących z administracji Aleksandra Łukaszenki sygnałach, że „obecne kierownictwo Białorusi dla  współpracy z UE. gotowe jest iść na ustępstwa i w większym stopniu przestrzegać praw człowieka”. Jak oznajmił „Nowym Izwiestiam” jeden z pracowników polskiego MSZ, „po podwyższeniu przez Rosję cen na gaz i ropę naftową dla Białorusi, sytuacja gospodarcza na tyle się tam pogorszyła, że Łukaszenka katastrofalnie potrzebuje zachodnich kredytów, żeby kupować za nie rosyjskie nośniki energii. I doskonale rozumie, że tylko odbudowa białoruskiego eksportu do UE. pomoże mu zachować władzę”.

Andriej Sannikow

Charter97.

Tłum.: Radosław Januszewski