26 listopada 2014 r. zamieściłem w Studiu Opinii artykuł pt. „Pytanie publiczne" (http://studioopinii.pl/krzysztof-lozinski-pytanie-publiczne/), obecnie w archiwum. 27 listopada przesłałem ten tekst wraz z listem przewodnim na biuro podawcze Prokuratury Generalnej. W liście przewodnim napisałem by traktować ten artykuł jako powiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.
W artykule zwracałem się do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta z pytaniem: czy zasada równości obywateli wobec prawa nadal obowiązuje? Zwróciłem też uwagę, powołując się na powszechnie znane doniesienia medialne, iż Jarosław Kaczyński mógł dopuścić się czynu karalnego informując publicznie z trybuny sejmowej o przestępstwie, którego nie było, twierdząc w trybie kategorycznym, że wybory zostały sfałszowane. Zwracałem też uwagę, że Jarosław Kaczyński nie zamieścił w oświadczeniu majątkowym informacji o licznych darowiznach, mogących przekraczać łącznie nawet 4 miliony złotych, i prawdopodobnie nie zadeklarował ich też w zeznaniach podatkowych.

Pełny tekst i argumentację znajdzie czytelnik w archiwum Studia Opinii.

2 grudnia Prokuratura Generalna przesłała te materiały do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie, a ta przesłała je 5 grudnia do Prokuratury Okręgowej w Warszawie na ręce Prokuratora Okręgowego Ryszarda Regutko „celem rozpatrzenia zgodnie z właściwością".

Sygnatury akt: PG VII Ko2 870/14 i Ap III Ko 547/14.

Od tej pory panuje cisza. Prokuratura, która wielokrotnie informowała na konferencjach prasowych o postępowaniach i doniesieniach dotyczących zniesławieniach w mediach, przez Jarosława Kaczyńskiego, członka jednej z komisji wyborczych, o postępowaniach i doniesieniach na temat kilometrówek posłów, o tym doniesieniu wspomniała półgębkiem tylko raz, i to tak niemrawo, że nawet ja tego nie zauważyłem. Dowiedziałem się o tej wzmiance przypadkiem od Moniki Olejnik. O ile wiem nie podano żadnych szczegółów, nawet tego, czego doniesienie dotyczy, ani kto je złożył, poza informacją, że „osoba prywatna". Wobec braku informacji, tematu nie podjęły żadne media ogólnopolskie, ani telewizja, ani prasa.

Mam obawy, że sprawa jest zgrabnie zamiatana pod dywan. Nikt nic nie wie, będą święta, później nowy rok, Trzech Króli i upłynie termin na zajęcie stanowiska przez prokuraturę. Jeśli Prokuratura Okręgowa otrzymała materiał 6 grudnia, to termin mija 6 stycznia, właśnie w Trzech Króli. Znając niechęć prokuratury do zajmowania się sprawami polityków PiS-u, spodziewam się odmowy wszczęcia postępowania, nawet sprawdzającego, z jakiegoś wykrętnego powodu.

Mogą temu zapobiec koledzy dziennikarze z mediów wysokonakładowych i telewizji, jeśli, mimo świąt, zechcą zacząć prokuraturę o tę sprawę pytać. Jeśli nie, czarno to widzę.

O dalszym rozwoju wydarzeń będę informował czytelników i media.

Krzysztof Łoziński