Program „Coś z niczego" robił swego czasu Adam Słodowy, zaś rysunek nosorożca kopulującego z żyrafą i podpisem: „Obywatelu nie pieprz bez sensu" zrobił Andrzej Mleczko. Ja chciałbym zaapelować inaczej: Obywatelu policz, zanim coś palniesz!
Kilka razy już pisałem o potwornym nieuctwie matematycznym (i nie tylko) znacznej części społeczeństwa, w tym (niestety) wielu dziennikarzy i polityków. Wracam do tego, gdyż ostatnio namnożyły się  przypadki robienia „czegoś z niczego" i „pieprzenia bez sensu" oparte na nieznajomości elementarnej arytmetyki, takiej z pierwszych klas szkoły podstawowej, a może na cynicznym wykorzystaniu tego powszechnego nieuctwa.

Zacznijmy od „afery" najnowszej. Radosław Sikorski przejechał w celach służbowych 32 tys. kilometrów przez 7 lat  - grzmi redakcja „Wprost", wtórują mu inne gazety, a politycy PiS domagają się jego dymisji, bo to istny skandal i nadużycie. No to policzmy: 32000 km : 7 lat = 4571 km/rok. Policzmy dalej 4571 km : 12 miesięcy = 381 km miesięcznie. No istny skandal! Gdy ja ze swej wsi mazurskiej jadę do Warszawy i wracam, to robię 520 km i nie przez miesiąc, tylko jednego dnia. Cienias ten Sikorski. Zróbcie ze mnie ministra, będę miał lepszy wynik.

Spójrzmy na to inaczej. Gdy kupujemy używany siedmioletni samochód, to jaki jest jego typowy przebieg? Od 150 do 200 tysięcy kilometrów, a jak jest mniej, należy podejrzewać, że ktoś przekręcił licznik. Aż mi żal tego Sikorskiego. Jego samochód rdzewieje praktycznie nieużywany!

Państwo na tym straciło, a Sikorski zarobił - grzmią nieuki z „Wprost", PiS-u i kandydatka na kandydatkę-prezydentkę Nowacka! Miał prawo jeździć służbowym! Zaraz, zaraz, a ten służbowy to na wodę, czy na benzynę? Gdy Sikorski kupił benzynę i państwo mu zwraca, to jest koszt, a jak państwo do tego służbowego kupuje benzynę, to co? Za darmo ją kupuje? A amortyzacja samochodu to nie kosztuje? A pensja szofera w tym służbowym to nie kosztuje? No istny złodziej ten Sikorski, bo biorąc kilometrówkę obniżył koszty państwa „pi razy oko" o jakąś połowę. Skandal panie, skandal!

Przejdźmy do innych przykładów. Co to jest procent? Z definicji jest to jedna setna. A co to jest „tysiąc procent"? 1000% x 0,01 = 10. Tysiąc procent to po prostu dziesięć (i ani dudu więcej). Ale dziesięć to tylko dziesięć, a „tysiąc procent" to jak to brzmi! To jest coś! Były ambasador PiS w PO, Jarosław Gowin grzmiał w „Kropce nad i": - Wybory są sfałszowane, bo jeden kandydat gdzieś tam dostał „o tysiąc procent więcej głosów niż w poprzednich wyborach". Nie wiem, ile głosów dostał ten kandydat, ale powiedzmy, że w poprzednich wyborach dostał 50, a w tych 550 (co dalej jest cholernie mało), ale dostał o tysiąc procent więcej! To ci dopiero!

Proponuje Gawinowi zabawę „w bełkota": wymyśl kolejne przykłady oparte na tej zasadzie. Ja już podaję dwa: Na jednej z wysp Andamańskich w zeszłym roku wyprodukowano jeden traktor, a w tym roku dwa. Wniosek: produkcja traktorów wzrosła o sto procent! Przykład drugi: Partia Gowina w zeszłym roku miał poparcie zero (bo jej nie było), a w tym miała poparcie „coś tam". Coś tam dzielone przez zero równa się nieskończoność (dlatego nie dzieli się przez zero). Poparcie dla Gowina strzeliło do nieskończoności! To ci dopiero!

Ale aby nie było, że  to tylko „Wprost" i PiS (co zresztą na jedno wychodzi), podaję inny przykład. Pewna panienka (no może mężatka, nie wiem) zrobiła film o gwałtach na kobietach w Indiach pod tytułem „Trzy na godzinę". Ma to oznaczać, że w Indiach gwałcone są trzy kobiety na godzinę. Autorka zeznała nawet w telewizji, że „Delhi to strasznie niebezpieczne miasto".

Cóż, byłem w Indiach 12 razy, za każdym razem były to całe miesiące i to nie po jednym. I mam dokładnie przeciwne zdanie. Delhi to jedno z bezpieczniejszych miast świata, na pewno bezpieczniejsze niż Łódź Bałuty, czy Chorzów Batory. A co z tą „straszną liczbą"? No to policzmy 3 na godzinę = 72 na dobę = 2160 na miesiąc = 25920 rocznie. No sporo... ale... Ludność Indii to 1.300 milionów (1.300.000.000, miliard trzysta milionów). Jednostką przyjętą do oceny przestępczości jest liczba przestępstw na 100 tys. mieszkańców. No to podzielmy: 1.300.000.000 : 100.000 = 13.000. No to podzielmy 25920 : 13000 = 1,99, czyli około dwa. W Indiach są średnio dwa gwałty rocznie na sto tysięcy mieszkańców. Biorę z półki „Atlas przestępczości w Polsce" autorstwa prof. Siemaszki i patrzę ile jest w Polsce - 6,2. To ci dopiero! Prawie trzy razy więcej!

Co z tego wynika? Problem przemocy wobec kobiet w Indiach naprawdę istnieje. Jego częścią są gwałty (i nie jest to akurat to, co w tej sprawie jest najgorsze). Autorka miała na pewno dobre intencje, ale spaprała sprawę podając bezmyślnie liczbę, która nie tylko problemu nie oddaje, ale wręcz go ośmiesza. A problem jest prawdziwy, lecz nie polega on na ilości gwałtów (poza znajomością arytmetyki wypadałoby jeszcze trochę znać Indie).

Szanowni państwo (pomijam cyników, którzy umieją liczyć, tylko kłamią), zanim coś palniecie, policzcie.

I pamiętajcie:

Za moich czasów szkoła podstawowa to było 7 klas, i nie znaczyło to sumy 3 pierwsze i 4 drugie.

Krzysztof Łoziński