Pan Prokurator Generalny Andrzej Seremet

Pytanie publiczne

Szanowny Panie Prokuratorze Generalny,
Ośmielam się wystąpić z pytaniem, które nurtuje mnie od dłuższego czasu, a mianowicie: czy zasada równości wszystkich obywateli wobec prawa nadal obowiązuje?
A pytanie to zadaję, gdyż od długiego czasu mam co do tego wątpliwości z powodu wymienionych poniżej przykładów. Otóż poseł Sławomir Nowak jest sądzony z całą surowością prawa za to, że nie ujawnił w oświadczeniu majątkowym zegarka o wartości kilkunastu tysięcy złotych. Poseł Nowak niczego nie ukradł, niczego nie wyłudził, od nikogo łapówki nie wziął (a przynajmniej nic o tym nie wiadomo), nie wpisał tylko zegarka (nie samolotu, limuzyny, paru gorzelni, lecz zegarka) w oświadczeniu majątkowym. Cóż, twarde prawo, ale prawo, trudno.

W zakładach karnych i aresztach przebywa parę osób (przynajmniej media tak głoszą), które dopuściły się defraudacji batonika, starego roweru itp. Cóż, twarde prawo, ale prawo, trudno.

Ale są i przykłady odmienne. Jak wiemy, sfałszowanie wyborów jest ciężkim przestępstwem, a każdy poseł, urzędnik lub inna osoba funkcyjna, ma obowiązek prawny powiadomić organy ścigania o każdym znanym sobie przestępstwie. Jeśli tego nie zrobi, sama popełnia przestępstwo. Otóż pragnę spytać o taki szczegół, czy niejaki Kaczyński Jarosław, który publicznie głosi, że wie o sfałszowaniu wyborów, dopełnił tego obowiązku i co na to prokuratura?

Bo jeśli nawet Kaczyński Jarosław uważa, iż ogłoszenie tego faktu z mównicy sejmowej jest równoznaczne z powiadomieniem organów, to zachodzi kolejna okoliczność. Powiadomienie organów ścigania o przestępstwie, którego nie było, też jest przestępstwem. Zaznaczam, że wspomniany Kaczyński Jarosław nie użył tu trybu przypuszczającego (powiadomienia o „możliwości" popełnienia przestępstwa), lecz trybu kategorycznego - on ma pewność, głosi kategorycznie, że przestępstwo było. Czy nie wypadałoby zatem zapytać go o dowody, bo sadząc z jego pewności, nie chodzi tu o poszlaki, lub podejrzenia.

I tu pytanie kolejne: co zrobi prokuratura, jeśli okaże się, że dowodów nie ma żadnych, czyli że niejaki Jarosław K. świadomie wprowadza organy ścigania w błąd, co podpada pod wspomniany wyżej artykuł kk?

A wróćmy jeszcze do oświadczeń majątkowych, czyli do tego, za co prawo tak surowo ściga posła Nowaka (za zegarek, który był darowizną). W oświadczeniu majątkowym Kaczyńskiego Jarosława nie ma nic o darowiznach. A jest tam punkt w którym należy wymienić „Inne dochody osiągnięte zatrudnienia innej działalności zarobkowej lub zajęć...". Można zadać pytanie: czy darowizna jest dochodem? Urząd skarbowy ma tu zdanie jednoznaczne, skoro od darowizny płaci się podatek i trzeba składać deklarację podatkową. Nie wiem, czy Kaczyński Jarosław składał odpowiednie deklaracje podatkowe i płacił podatki, bo nie mam możliwości tego sprawdzić. Mam jednak podejrzenie, że skoro nie ma darowizn w oświadczeniu majątkowym, to może ich nie być także w deklaracjach podatkowych. Nie wydaje mi się też logiczne, by zatajenie darowizny w postaci zegarka było przestępstwem, a zatajenie darowizny w innej postaci nie było. Ot tak mi się wydaje.

O jakich darowiznach tu mowa? Zacznijmy od tego, co to jest darowizna. Moim zdaniem darowizną jest nie tylko podarowanie przedmiotu lub gotówki, ale także każde poniesienie kosztu przez osobę prawną lub fizyczną na rzecz potrzeb (lub fanaberii) innej osoby, czyli mówiąc prościej: zapłacenie za kogoś, zafundowanie czegoś.

Opierając się na powszechnie znanych informacjach prasowych, pragnę zauważyć iż: zapłacono ok. 400 tys. złotych za adwokata reprezentującego Jarosława Kaczyńskiego w sprawie smoleńskiej. Wiadomo o zapłaceniu za jednego adwokata, mec. Rogalskiego, ale jest jeszcze drugi adwokat, który też chyba za darmo nie pracuje (kto wie, może Jarosława K. akurat jemu płaci). Partia płaci też podobno ok. 5 tys. zł dziennie za ochronę Kaczyńskiego Jarosława (ponoć 24 ochroniarzy, którzy wykonują także funkcje służących, np. robią zakupy). Prasa twierdzi, że kosztowało to już ponad 3,5 miliona złotych.

Oczywiście Kaczyńskiemu Jarosławowi ochrona się należy, ale może ją mieć za darmo, z BOR. Dlaczego zatem partia płaci takie sumy? Dlatego, ze Kaczyński Jarosław nie che ochrony z BOR, bo nie uznaje Państwa Polskiego, nie uznaje wyniku wyborów (nie tylko tych ostatnich), premiera, prezydenta, rządu, Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, Naczelnej Prokuratury Wojskowej i nie uznaje także Biura Ochrony Rządu (bo nie uznaje rządu). Głosi, że Polska nie jest krajem suwerennym, demokratycznym i praworządnym. Jednym słowem nie uznaje Polski.

Ma prawo, oczywiście, nie uznawać Polski i jej prawowitych demokratycznie ustanowionych władz i organów. To jego prywatna fanaberia.

No ale... Po pierwsze zaspakajanie prywatnych fanaberii jednej osoby przez inną osobę prawną, jest oczywistą darowizną. Nie ma żadnego uzasadnienia by partia płaciła za ochronę, która należy się za darmo, tylko dlatego, że jeden pan ma takie fanaberie.

No ale na tym nie koniec fanaberii. Prasa głosi, że ktoś wynajął dwie sąsiednie posesje (obok domu J. Kaczyńskiego), by prezes nie spotykał się z jakimś przypadkowym społeczeństwem. Początkowo urzędowała tam związana z PiS spółka „Srebrna" a teraz „Kluby Gazety Polskiej". Podobnie wynajęto, a może wykupiono, kiosk przed domem prezesa i urzęduje w nim ochrona. Czy to też nie są darowizny, skoro służą zaspokajaniu prywatnych fanaberii?

Może, Panie Prokuratorze, warto by to zbadać?

Mam nadzieję, że pan Jarosław Kaczyński nie podlega szczególnej ochronie przed stosowaniem prawa, tylko dlatego, że nie uznaje Polski i uważa, że bizantyjskie daniny po prostu mu się należą, bo on nie jest jakiś tam Nowak, bo on jest prawowitym władcą, któremu w objęciu należnej władzy przeszkadza czasowo nie uznawana przez niego Polska i jej przypadkowe społeczeństwo.

Szanowny Panie Prokuratorze Generalny, cierpliwie czekam na wiadomość, czy zasada równości wobec prawa nadal obowiązuje. Nie omieszkam jej opublikować.

Z poważaniem

Krzysztof Łoziński
Emeryt, publicysta

Tekst został wysłasny na biuro podawcze PG w dniu 26 listopada 2014.