Rozliczałem się z podatku rocznego, czyli wypełniałem PIT, poza domem i szukałem w Internecie darmowego programu do wypełniania tegoż. Okazało się, ze „darmowych" programów jest w necie mnóstwo, tylko na ogół wcale nie są one darmowe.
Kilka kolejnych, jakie ściągnąłem okazywały się „darmowe", ale pod warunkiem przelania 1 % podatku na organizację, która program „darmowo" udostępnia. Bez tego program nie działa. Wreszcie dotarłem do programu „rekomendowanego przez Polskie Towarzystwo Ekonomiczne", który na początku wyglądał na nie zawierający pułapek. Jakież było moje zdziwienie, gdy dotarłem do punktu przeznaczania 1 % podatku na organizacje pożytku publicznego. Okazało się, że jest tam na sztywno wpisana Fundacja „Rosa" i nie da się jej zmienić na inną.

Szlag mnie trafił, wydrukowałem deklarację z tą „Rosą" (bo inaczej nie mogłem), a na niej ręcznie skreśliłem „Rosę" i wpisałem „Kontrateksty".

Cala sprawa rodzi parę pytań:

  1. Czy przymuszanie obywatela do przelania 1 % podatku na konkretną organizację jest uczciwe?
  2. Czy jest legalne, wszak ustawa przewiduje dobrowolność tej daniny?
  3. Czy Polskie Towarzystwo Ekonomiczne wie, co rekomenduje?
Ale są i inne aspekty sprawy. Od lat trwa ostra bitwa o dobroczynność, którą nieodmiennie wygrywają organizacje bogate i pazerne. Organizacji prawdziwie obywatelskich nie stać na reklamy telewizyjne i na tworzenie autorskich programów podatkowych.

W związku z powyższym mam następujący postulat: Status organizacji pożytku publicznego powinien być ograniczony do organizacji nie prowadzących działalności gospodarczej oraz takich, których fundatorami nie są podmioty prowadzące działalność gospodarczą. Ten społeczny datek powinien trafiać do tych, którzy naprawdę go potrzebują, a nie do fundacji stacji telewizyjnych o dziennym obrocie liczonym w milionach, lub klubów sportowych, których prezesi noszą sto tysięcy w tylniej kieszeni na drobne wydatki.

Poza tym, patronujące organizacjom ministerstwo powinno sprawdzać, czy organizacje te rzeczywiście robią to, co deklarują i na co domagają się datków. Bo chore dzieci zawsze wzruszą, niezależnie czy leczone. Gdyby rzeczywiście w Polsce na hospicja dla dzieci szło tyle kasy, ile różne organizacje wyłudzają, to miałyby one klamki ze złota.

Krzysztof Łoziński

Komentarze

Feahisim | 2010-05-26 17:40

Ja mam inne doświadczenia. Od kilku (trzech?) lat ściągam z sieci darmowy program do wyliczenia należnego podatku i zwykle bez problemu wypełniam stosowne formularze sobie (zawsze odpisuję na OPP i ulgę internetową) oraz rodzicom (rozliczne darowizny, OPP).Zazwyczaj "biorę" pierwszy z brzegu PIT-200* i wprawdzie on domyślnie ustawia się na jakąś nie interesującą mnie OPP ale to można bez problemu zmienić; wpisać co się chce.Oczywiście wypełnione w programie PITy przepisuję ręcznie na czyste formularze (bo szkoda mi tuszu w drukarce na tyle wydruków) i jeszcze nie zdarzyły mi się korekty.Zatem szczęśliwie (ale i bez wysiłku) trafiam na programy do niczego mnie nie przymuszające, choć sugerujące.

autor | 2010-05-27 07:01

Nie twierdzę, że uczciwe programy nie istnieją. Ale te nieuczciwe, o których piszę, też istnieją. I jest jeszcze inna kwestia, dla której twierdzę, że zasady dotowania OPP powinno się zmienić tak, by datek trafiał tam, gdzie jest rzeczywiście potrzebny. Np. fundacja reklamuje się, że zbiera na hospicjum dla dzieci, ale większość darczyńców nie zaznacza, na co przeznacza 1 %, tylko że na fundację. Wówczas fundacja może z tymi pieniędzmi zrobić, co chce. Nawet opłacić prezesowi wczasy w Tajlandii.

autor | 2010-05-27 07:09

I jeszcze jedno. Koszt kilku reklam w telewizji, wielokrotnie powtarzanych, jest większy niż koszt rocznego utrzymania hospicjum dla dzieci. Wiem ze źrodeł poufnych, że jedna z fundacji "pomagajacych dzieciom" wydała na reklamy telewizyjne ponad 20 milionów zł. Pozdrawiam.