Moja znajoma wynajmuje mieszkanie studentom. Ponieważ jest uczciwa, zgłosiła umowę do urzędu skarbowego, czego prawie nikt w Polsce nie robi. Wszyscy jej znajomi uznali to za nadgorliwość i pukali się w czoło. Przez niedopatrzenie spóźniła się ze złożeniem rocznej deklaracji podatkowej od wynajmu o 4 dni w tym sobotę i niedzielę. Po prostu nie wiedziała, że w tym wypadku termin upływa 31 stycznia, a nie 30 kwietnia, jak przy pozostałych deklaracjach PIT. Pechowo złożyła deklarację 4 lutego.
Najpierw została powiadomiona przez urząd skarbowy, że z powodu spóźnienia nie może przekazać na rzecz naszej fundacji 1 procenta swojego podatku. Brawo - pomyślałem - nasza fundacja została ukarana za jej błąd mandatem w wysokości 70 złotych. I śmieszno i straszno.

Ale to był dopiero początek. Pod koniec lipca dostała:

„Wezwanie [...] Wzywa się do osobistego stawienia się [...] w charakterze sprawcy w sprawie karnej skarbowej [...] Wezwany powinien posiadać przy sobie dowód osobisty...

Pouczenie:

Podejrzany pozostający na wolności, jest obowiązany stawić się na każde wezwanie [...] w toku postępowania w sprawach o przestępstwa i wykroczenia skarbowe [...] w razie niestawiennictwa można sprowadzić go przymusowo [...] nałożyć karę pieniężną [...] organ może zarządzić przymusowe doprowadzenie..."

Na koniec musiała czekać pod drzwiami z zamkiem elektrycznym „na wprowadzenie", oraz „poddać się samoukaraniu" na sumę 120 złotych.

Wszystko jasne. Szwadrony Kozaków Skarbowych im. Feliksa Dzierżyńskiego odniosły zwycięstwo! Sprawca został przykładnie ukarany i na drugi raz już umowy najmu urzędowi skarbowemu nie ujawni. Koledzy, którzy pukali się w czoło mieli rację.

Krzysztof Łoziński